Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziedzice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziedzice. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dziedzice część 6.

Umieram przez tych Dziedziców, ale w końcu napisałam kolejny rozdział. 
Po pierwsze, przyznam się bez bicia, że kompletnie zapomniałam o tej serii. Po drugie, gdy już chciałam zabrać się za pisanie, to w ogóle nie wiedziałam na czym skończyłam i musiałam czytać wszystko od początku.  Poza tym co ja tam wymyślałam. „Bar Tutti Frutti” xD 
Zapraszam do czytania. 



niedziela, 1 listopada 2015

Internat puszystych - rozdział 1.

Postanowiłam zacząć nową serię, ale nie oznacza to, że porzucam pisanie Dziedziców. Po prostu od dłuższego czasu się do tego zbierałam i w końcu zaczęłam działać. Muszę przyznać, że znudziły mi się już te popularne pairingi jak Baekyeole czy Vkooki, więc tym razem trochę pomieszałam. Szczegółów dowiecie się w trakcie czytania, ale na pewno pojawią się tutaj członkowie BTS, EXO, U-Kiss.
Teraz trochę na temat fabuły... Więc historia opowiada o życiu w internacie naszych licealnych bohaterów. Dlaczego jest puszysty? Ano dlatego, bo wszyscy są tam uroczy i słodcy (bynajmniej będę się starać, żeby tacy byli). Nie mam pojęcia, ile będzie rozdziałów. To zależy od mojej weny.
Pierwszy rozdział jest trochę krótki, więc w sumie można go potraktować jako prolog.


                                                                 ***
Seulskie liceum artystyczne było miejscem, do którego każdy, kto wiązał swoją przyszłość ze światłami reflektorów chciałby trafić. Ukończenie tej prestiżowej szkoły dawało gwarancję dostania się do show biznesu, jednak najtrudniejszą rzeczą już na samym początku było przejście egzaminów wstępnych. Trzeba było zaprezentować swoje umiejętności i pokazać się z jak najlepszej strony przed surowym jury, a potem czekać kilka tygodni na decyzję czy się dostałeś, czy oblałeś. Konkurencja była olbrzymia, więc tylko nieliczni byli w stanie rozpocząć naukę w tym liceum. Inni mogli jedynie pomarzyć o sławie i bogactwie.

                                                                   ***
Sehun wraz z rodzicami siedział w salonie ich dużego domu. Wyglądało na to, że przed nimi była dość poważna rozmowa, ponieważ nieczęsto spotykali się w trójkę, aby porozmawiać. Odkąd tylko usiedli, panowała niezręczna cisza. Dopiero po dłuższej chwili pani Oh nie zauważając żadnej inicjatywy ze strony swojego męża zwróciła się w stronę syna.
- Sehun, musimy powiedzieć ci coś ważnego. – Zaczęła mówić spokojnym głosem, jednak wyglądało na to, że nastolatek nie był zainteresowany tą rozmową. Siedział wygodnie w fotelu i tylko myślał, kiedy będzie mógł wrócić do swojego pokoju i w końcu odpocząć.
- Widzę, że ci się nudzi, więc powiem to prosto i dosadnie. Po wakacjach przenosisz się do nowej szkoły. – Ojciec zwrócił się bezpośrednio do syna. – Naprawdę mamy już dość ciągłych skarg i twojego zachowania.
Prawdą było to, że Sehun nigdy nie przejmował się szkołą ani nauką. W sumie nie musiał nawet tego robić, bo jako syn bogatego biznesmena, który sponsorował szkołę, za każdym razem miał taryfy ulgowe. Ponadto zawsze ‘’dziwnym trafem’’ dostawał dobre oceny, nawet jeśli nie zajrzał do podręcznika ani zeszytu. Od małego miał świadomość, że jest lepszy od wszystkich innych osób stąpających po tym świecie. Nie musiał się martwić ani teraźniejszością, ani przyszłością. Miał ją zapewnioną, ponieważ ojciec po swojej śmierci na pewno przepisze na niego swoją firmę. W końcu to przywilej bycia jedynakiem.
- Mamy nadzieję, że może dzięki temu chociaż trochę zmieni się twoja postawa. – Matka sama nie do końca wierzyła w swoje słowa, ale miała nadzieję, że ta decyzja będzie dobra. Chciała, żeby jej jedyny i ukochany, ale zarazem brutalny i cyniczny syn odrobinę się zmienił. Z jednej strony kochała go całym sercem, ale wiedziała, że jego osobowość i zachowanie są nieodpowiednie. – Sehun, poroszę cię, powiedz coś.
- W porządku. I tak nie robi mi to różnicy. – Wiedział, że nowa szkoła na pewno niczym nie różni się od poprzedniej, więc nawet nie było powodu, żeby się tym przejmować.
- Jeśli tak mówisz… - Kobieta westchnęła cicho i kontynuowała. – To liceum artystyczne. Musisz jedynie przejść egzaminy wstępne, ale sądzę, że z twoim talentem do tańca nie będzie to żadnym problemem.
Sehun już nie odpowiedział, tylko pokiwał głową na znak zrozumienia. Jeśli to szkoła artystyczna, to przynajmniej nie będzie musiał męczyć się z fizyką czy chemią. Nawet mu to odpowiadało, bo mimo, że był zdolnym dzieckiem, to nie chciał całymi dniami męczyć się z równaniami i zadaniami.
Po skończonej rozmowie w końcu mógł iść do swojego pokoju. Nie miał zamiaru robić niczego ambitnego, po prostu najzwyczajniej w świecie położył się spać.

                                                                        ***

Prawdę mówiąc, gdy nic się nie robi, to czas mija bardzo szybko. Tak samo było z wakacjami. Nim Sehun się spostrzegł, już stał przed drzwiami internatu. Szkoła oddalona była od jego domu dobrych paręset kilometrów, a nie mając ochoty na codzienne dojazdy, postanowił zamieszkać w tymże internacie. Jedyną pocieszającą rzeczą było to, że pokoje urządzone były w bardzo dobrym stylu. Zazwyczaj były one dwuosobowe, ale na specjalne życzenie, Oh dostał pokój jednoosobowy. Wszystkie sypialnie na drugim piętrze przeznaczone były dla uczniów uczęszczających do pierwszych klas. Wychowawcy mieli nadzieję, że to bardziej ich zintegruje.
Tak jak się spodziewał, szkoła nie była jakoś szczególnie dla niego interesująca. Klasy były podzielone według profilów, które przy przesłuchaniach kandydat sobie wybierał. Czarnowłosy należał do klasy tanecznej, ale były też takie kierunki jak kompozytorstwo i klasy dla wokalistów. Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie i dopasować się do odpowiedniej grupy.
Jak zwykle napotykał dziewczyny, a nawet i chłopaków, którzy po cichu do niego wzdychali. W sumie im się nie dziwił. Czasami miał te swoje narcystyczne zapędy i przyznawał wtedy, że jest naprawdę przystojny. Na nieszczęście dla tych niewiast i niewinnych duszyczek, nie miał zamiaru się nimi interesować. Swoje życie dedykował łamaniu ich serc. Bawiły go wyrazy twarzy osób, które wyznawały mu miłość, a on mówił im, że nie mają na co liczyć. Nieraz doprowadził do płaczu jakąś cnotkę, która miała nadzieję na szkolny romansik.  No cóż, źle trafiały. Jeśli chciały przeżyć wielkie love story, to powinny poszukać sobie jakiegoś lalusia, jak na przykład przewodniczącego, którego zdążył poznać już pierwszego dnia szkoły. Przedstawił się jako Myungsoo, ale każdy w skrócie zwracał się do niego L.

                                                                      ***


Oh spędził już w tamtej szkole kilka miesięcy. Powoli zaczął przyzwyczajać się do białego mundurka i panujących tam zasad. Na początku starał się nie zadawać z innymi, bo wiedział, że nie ma to sensu. Przecież każdy przyjaciel może być potencjalnym wrogiem, a tych nie chciał mieć. Oczywiście znalazło się kilka wyjątkowych osób, które potrafiły przełamać jego barierę stworzoną z niechęci do innych ludzi.



           ~ Suigintou

środa, 21 października 2015

Aktywność i posty

Cześć. Ostatnio nie dodawałam żadnych nowych rozdziałów, ale było to spowodowane najpierw moją chorobą, a potem nauką.
Pracuję już nad nowym rozdziałem dziedziców, więc lada dzień powinnam go dodać. 
Myślałam też nad jakimś one shotem z U-Kiss lub UP10TION. Na razie nie mam jeszcze żadnego pomysłu na fabułę, ale na pewno pojawi się coś z tymi zespołami.


środa, 23 września 2015

Dziedzice część 5.

        Następnego ranka Baekhyun po ubraniu się i wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności wyszedł ze swojego pokoju. Od razu jego oczom ukazał się właściciel, który schodził na dół mając założony plecak. Gdy był już tylko kilka kroków od niego, zaczął rozmowę.
- Twój dom wygląda bardzo ładnie o poranku. – Nie usłyszał odpowiedzi i poczuł się nieco zignorowany.  – Wychodzisz gdzieś?
- Do szkoły.
- Więc jednak nie jesteś żadnym dilerem narkotyków, tylko uczniem… - Bae jakby nagle zrozumiał całą sytuację.  - Zawsze chciałem zobaczyć, jak wygląda szkoła w innym kraju. Zaczekaj na mnie moment. – Szybkim krokiem skierował się w stronę swojego pokoju.
- Gdzie się wybierasz? – Zatrzymał go w ostatniej chwili.
- Przecież nie możesz zostawić obcej osoby samej w domu, więc pójdę z tobą. Poczekaj chwilę, wezmę tylko parę rzeczy.
- Zostań. – Chanyeol krzyknął w jego kierunku, gdy ten chciał już przekroczyć próg pokoju.- Zostań, dopóki nie wrócę ze szkoły. W końcu i tak nie masz dokąd pójść.
- Mogę iść do brata…
- Wiesz, że bar otwierają dopiero na wieczór? – Byun pokiwał niemrawo głową.  – A tutaj nawet nie jeżdżą żadne autobusy, bo wszyscy mają swoje samochody... Więc chyba naprawdę najlepszą opcją będzie, żebyś pojechał ze mną do szkoły.
- W porządku. – Zniknął za drzwiami z szerokim uśmiechem na ustach.


                                                                   ***


Tak jak spodziewał się Baekhyun, szkoła wyglądała jak wyjęta z pierwszego lepszego serialu amerykańskiego. Budynek był dość okazały i  gdzieniegdzie można było dostrzec skąpo ubrane cheerleaderki. Niektóre osoby wyróżniały się ekstrawagandzkim wyglądem i różnorodnymi dodatkami. Nie sposób było nie zwrócić na nich uwagi. Widocznie popularne były kolorowe włosy i ciemne ubrania.

Baekhyun obserwował otoczenie siedząc na jednej z ławek przed szkołą. Czekał na Chanyeola, który w tamtej chwili miał wykłady i nie mógł być razem z nim. Obserwując tych studentów zdał sobie sprawę, że trochę im zazdrościł. W końcu kto nie chciałby studiować w Stanach i to jeszcze na tak prestiżowej uczelni? Zapewne było tam dużo nauki, jednak każdy wyglądał, jakby mimo wszystko cieszył się, że tam przebywał.

- Na co tak patrzysz? – Od razu wstał i odwrócił się w stronę osoby, której głos usłyszał.
- Po prostu przyglądam się szczęśliwym dzieciakom.  – Znów skierował całą swoją uwagę na uczniów.  - Powinienem już iść. Dziękuję, że pokazałeś mi szkołę. Po bagaż wrócę do ciebie wieczorem.
- Pójdziesz do brata? – Zapytał nieco bardziej zainteresowany.
- Tak, powinienem.  I muszę odzyskać pieniądze mamy. – Kiedy zauważył, że wyższy jedynie na niego spogląda i się nie odzywa, zaczął mówić dalej. – Więc, do zobaczenia. – Odwrócił się na pięcie i zaczął wspinać się po schodach, przy których przed chwilą się znajdował.
- Na pewno wiesz, w którą stronę masz iść? – Baekhyun z przekonaniem pokiwał głową i wskazał ręką przed siebie.
 Tak, jasne. – Chanyeol złapał go za ramiona i odwrócił w przeciwną stronę. – Pójdę z tobą.
- Nie masz teraz zajęć?
- I tak nie lubię matematyki, więc nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia.
- Ja uwielbiam matematykę.
- Oszalałeś. – Zaśmiał się pod nosem i przyspieszył kroku.

                                                                         ***

Po kilku godzinach udali się do miejsca, w którym jeszcze niedawno pracował Chen. Po rozmowie z właścicielem okazało się, że jakiś czas temu się zwolnił bez żadnego konkretnego powodu. Wysłał jedynie wiadomość, że nie będzie przychodził do pracy.

- Nie mogę uwierzyć, że po prostu uciekł z tymi pieniędzmi. – Byun powiedział bardziej do siebie, gdy wyszli już z baru.
- Spodziewałeś się czegoś innego? – Chanyeol mimo tego, w jakiej sytuacji teraz byli, nie próbował go pocieszać, ponieważ wiedział, że i tak na nic by się to nie zdało.  Nie było sensu, aby go okłamywać i mówić, że będzie lepiej., skoro wcale się na to nie zapowiadało.
Kilka sekund później rozległ się dźwięk telefonu. Wyższy chłopak sięgnął do swojej kieszeni, aby wyjąć urządzenie, jednak po chwili patrzenia na ekran odrzucił połączenie.
- Nie zamierzasz odebrać?
- To nic szczególnego. Tylko kolejne zamówienie na prochy.

                                                                           ***


  Kai zatrzymał się w jednym z najdroższych hoteli w Stanach. Pochodził z bogatej rodziny, więc przebywanie w luksusowych miejscach było dla niego codziennością. Przyjechał tam zaledwie kilka dni temu, a już była pewna osoba, która zaczynała go lekko irytować. Mianowicie był to Chanyeol, który nie fatygował się nawet, aby odebrać od niego telefon. Mimo, że niedługo miała być rocznica ich zaręczyn, to widocznie tylko jedna ze stron była tym zainteresowana. 



                           ~ Suigintou


środa, 16 września 2015

Dziedzice część 4.

  Po kilku minutach jazdy byli już przed domem Chena i Baekhyun wyciągał swoją walizkę z tylnego siedzenia samochodu.
- Zadzwonię do ciebie trzy razy, żeby wiedzieć, kiedy będę mógł odebrać mój paszport. I dziękuję za podwózkę.  – Zamknął drzwi auta i ruszył w kierunku głównego wejścia do domu. Zapukał, ale odpowiedziała mu jedynie głucha cisza. Wyglądało na to, że nikogo nie było w środku.
Chanyeol uważnie go obserwował i po chwili wyszedł z samochodu. W pewnym stopniu czuł się za niego odpowiedzialny. Nie chciał go zostawiać na pastwię losu jak nie chciał również, aby stała mu się krzywda. Gdyby coś się wydarzyło, to miałby go na sumieniu przez to, że po prostu go zostawił – Masz zamiar tu czekać, nawet jeśli nie ma nikogo w domu?
- Na pewno zaraz wróci. Może poszedł do sklepu.
- Słyszałeś o tym, że ulice nocą w Stanach nie wyglądają zbyt ciekawie i przyjaźnie? – Byun już otwierał buzię, aby się odezwać, ale ten od razu mu przerwał. – Myślisz, że on wróci do domu po tym jak zwiał z pieniędzmi?
- Na pewno wróci… - W jego głosie słychać było niepewność.
- Więc w porządku. Czekaj dalej. – Z powrotem znalazł się w swoim samochodzie. Zapiął pas bezpieczeństwa i odjechał nie spoglądając nawet na stojącego niedaleko chłopaka. Przynajmniej próbował mu pomóc. To już nie jego problem, jeśli ta pomoc została odrzucona.
Zaczynało się już ściemniać, a Baekhyun został sam przed domem osoby, której najwyżej nie śpieszyło się z powrotem. Tak jak mówił Chanyeol, okolica nie była przyjazna. Obskurną ulicę oświecały jedynie rzadko ustawione latarnie, ale nawet dzięki nim nie można było dostrzec tego, co skrywało się w mrocznych zakamarkach. Chłopak usiadł na ziemi i nie mając lepszego zajęcia, zaczął wpatrywać się w gwiazdy. Tej nocy lśniły jasno na nieboskłonie i przypominały mu o tych najgorszych rzeczach. O wyjeździe z Korei, kłótni z matką, potem z bratem. Znów zaczął wprawiać się w nostalgiczny nastrój i rozmyślać o swojej przyszłości, która kolorowo się nie zapowiadała. W pewnym sensie przypominała tą pokrytą mrokiem noc. Nie widzisz, co jest przed tobą i jedyne, co ci pozostaje, to błądzenie bez celu. Na niebie jedynie możesz dostrzec gwiazdy, które oświetlają twoją sylwetkę. W pewnym sensie takimi gwiazdami mogą być twoi bliscy, którzy zawsze potrzymają ci latarkę, abyś się w tym mroku nie potknął i nie zrobił sobie krzywdy.
Te pseudo głębokie rozważania przerwała mu grupka osób, która była najzwyczajniej w świecie wstawiona. Rzucali w jego stronę jakieś pijackie teksty, które ledwo można było zrozumieć. Byunowi w ogóle się to nie podobało. Najchętniej wróciłby teraz do domu, do Korei oczywiście. Już bardziej podobała mu się opcja spędzenia całego dnia pracując w kawiarni, niż nocy na tej ulicy z jakimś nieciekawym towarzystwem. Na całe szczęście nie zatrzymali się na długo i już po kilku chwilach poszli dalej.
Bae usłyszał odgłos jadącego samochodu i jasne światła reflektorów. Podniósł się i zobaczył nikogo innego, tylko Chanyeola. Ten zatrzymał się tuż obok chodnika.
- Chcesz do mnie pojechać? – Zaproponował to z dość obojętnym wyrazem twarzy.
Baekhyun nie spodziewał takich słów. Chłopak, którego poznał raptem kilka godzin temu, teraz proponował mu nocleg. Z jednej strony dalej pozostawał nieznajomym, który był niewiadomo do czego zdolny, ale z drugiej lepsze spędzenie nocy u niego, niż na chodniku. Pokiwał więc tylko głową, nie będąc zdolnym do żadnej innej reakcji.

                                                                           ***

Gdy dotarli na miejsce, Baekhyun był w niemałym szoku. Nigdy nie przypuszczałby, że chłopak może mieszkać w tak drogim i luksusowym domu. Przez duże okna można było zobaczyć całą okolicę. Podążał za właścicielem, nadal nie mogąc wyjść z podziwu.
- Nie ma tu twojej rodziny? – Odezwał się, gdy weszli do salonu.
- Nie, mieszkam sam. – Powiedział to w taki sposób, jakby było najnormalniejszą rzeczą na świecie. No tak, w końcu każdy nastolatek w tych czasach mieszka w luksusowym apartamencie. Sam. Bez rodziców. To zupełnie normalne.
- Kim ty jesteś?
- Co masz na myśli?
- To nie jest normalne, że masz tyle pieniędzy, aby mieszkać w takim miejscu. Jesteś jakimś dilerem narkotyków?  - Powoli zaczynał żałować, że w ogóle przyjechał do tego domu. Ten chłopak na pewno był jakimś przestępcą lub kimś podobnym. Może nawet handel ludźmi? Kto wie, co takim osobom chodzi po głowie. Zaczynał martwić się o własne życie i zdrowie.
- Teraz masz zamiar zrobić ze mnie dilera narkotyków? – Był wyraźnie rozbawiony tymi oskarżeniami.
- To całkiem prawdopodobne. Nawet znałeś tego policjanta, który zabrał mój paszport.
- Masz rację.. – Wstał z kanapy, na której wcześniej przysiadł i ruszył w stronę niższego chłopaka cały czas patrząc mu prosto w oczy. Z pewnym siebie wyrazem twarzy zaczął podchodzić coraz bliżej. - Ale dlaczego uważasz, że tylko tym się zajmuję?
W tamtej chwili Baekhyun był już na sto procent pewny, że przebywanie Chanyeolem nie było dobrym wyjściem. Jego twarz w tamtej chwili na pewno wyrażała jedno, wielkie ’’co?”. Park zdecydowanie do normalnych nie należał. Można nawet rzec, że jego zachowanie było lekko niepokojące.
- Obie nerki masz zdrowe?
- Ostrzegam cię. Jeśli zrobisz jeszcze jeden krok, to tego pożałujesz. – Z przerażonym spojrzeniem zaczął cofać się do tyłu i po kilku krokach poczuł drzwi za swoimi plecami.
- Tu jest twój pokój. – Chanyeol pociągnął za klamkę i otworzył drzwi wpuszczając drugiego do środka. – Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebować.
Byun od razu wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Rozejrzał się w środku i musiał przyznać, że wnętrze było bardzo przytulne i dobrze urządzone. Jego uwagę przykuł telefon, który leżał na szafce przy łóżku. Od razu pomyślał, że powinien zadzwonić do swojej matki. Nawet, jeśli wcześniej się pokłócili, to pewnie teraz się o niego martwiła. Wziął urządzenie do ręki i szybko wybrał numer. Po drugim sygnale usłyszał głos swojej rodzicielki.
- Mamo, przepraszam, że nie dzwoniłem tak długo. Spotkałem się z Chenem i niewiele się zmienił od czasu, kiedy ostatni raz się widzieliśmy. Jestem teraz u niego w domu. – Wiedział, że nie powinien kłamać, ale czy miał inne wyjście? Przecież nie mógł powiedzieć prawdy, bo kobieta by się załamała. Żadna matka nie chciałaby usłyszeć, że jej syn jest kłamcą. Lepiej było skłamać ten jeden raz dla jej dobra. Nim się obejrzał, zaczął dalej brnąć w swoje kłamstwa. Ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Zakończyła się po paru minutach, ponieważ Baekhyun nie był pewny, czy będzie w stanie zapanować nad swoim drżącym głosem.
Po rozłączeniu się i odłożeniu telefonu zauważył, że nie jest sam w pokoju. W drzwiach stał Chanyeol i opierał się o ich framugę.
- Co ty robisz? Nawet nie zapukasz? – Powiedział od razu, gdy go dostrzegł.  – Wiem, że jesteś w swoim domu, ale mimo wszystko wypadałoby pukać.
Chanyeol podał mu talerz, na którym znajdowała się apetycznie wyglądająca kanapka. Chłopak od razu ją wziął.
- Jak masz na imię?
- Zapomniałem ci podziękować za nocleg i jedzenie…  - W jego głowie od razu pojawiła się myśl, że psychopatom i seryjnym mordercom nie można podawać swoich danych osobowych, więc wymyślił jakiś pretekst, aby zmienić temat. Podasz tylko swoje imię, a oni cię znajdą nawet na drugim końcu świata.
- To dosyć długie imię. – Nie był zbyt zadowolony faktem, że chłopak nie chciał nawet powiedzieć, jakie jest jego imię, ale nie mógł nic na to poradzić. Przecież siłą go zmuszać nie będzie. – I nie musisz mi dziękować. Robię to w ramach rekompensaty za sytuację z mączką i paszportem.  A poza tym, to niezły z ciebie kłamca.
- Podsłuchiwałeś? Dlaczego to zrobiłeś? – Tak, on na pewno był dziwny. Zaprosił do swojego domu i podsłuchuje rozmowy.
- Po prostu rzadko słyszę tu czyjś głos. – Powoli zaczął zmierzać w stronę wyjścia z pokoju.- Powinieneś szybko zjeść tą kanapkę. Jest dobra na nerki.
- Przestań mówić takie rzeczy!

Chanyeol z wielkim uśmiechem na twarzy wyszedł zamykając  za sobą drzwi. 


          ~ Suigintou

poniedziałek, 14 września 2015

Dziedzice część 3

To już trzeci rozdział. Co prawda pisany na szybko, ale starałam się, żeby wyszedł jak najlepszy. Trochę smuci mnie, że nikt nie zostawia po sobie śladu w postaci komentarza (nawet nie wiem, czy komuś w ogóle chce się to czytać), ale chyba będę musiała jakoś to przeboleć ;.; 


   Dwie godziny później Baekhyun wraz z Chanyeolem czekali w szpitalu. Po incydencie na plaży i po przyjeździe pogotowia, ratownicy medyczni zabrali Xiumina do szpitala. Baek nie miał innego wyjścia, jak również się tam udać. Z jednej strony martwił się o chłopaka, a z drugiej nadal źle czuł się z tym, że został okradziony.  Mimo wszystko wygrało ludzkie współczucie. Nieznajomy naprawdę nie wyglądał za dobrze w tamtej chwili.
Po dłuższym oczekiwaniu, obok nich pojawił się lekarz. Okazało się, że ten atak spowodowany był alergią i była to reakcja organizmu na mączkę. Na szczęście nie stało się nic poważnego. Medycy stwierdzili, że za góra trzy dni powinien dojść do siebie i odzyskać siły.

- Dlaczego miałeś to ze sobą?- Zapytał Chanyeol, gdy lekarza nie było już w zasięgu wzroku.
- Sądzisz, że to moja wina? Przecież to twój przyjaciel mnie okradł! – Baekhyun czuł się zirytowany tym, że teraz cała wina spadnie na niego. – To ja tu jestem poszkodowany gdybyś zapomniał.
- Zawracasz mi tylko głowę. – Odwrócił się i udał w stronę sali, w której leżał Xiumin. Baekhyun patrzył w jego stronę jeszcze przez krótką chwilę, dopóki nie dostrzegł obok siebie dobrze zbudowanego, czarnoskórego policjanta.
- Czy to pana? – Zapytał trzymając w dłoni woreczek z białym proszkiem.
- Tak…  Ale to tylko mączka fasolowa do jedzenia. To nie są narkotyki, ani nic takiego. – Od razu zaczął się usprawiedliwiać.  Bał się, że to nieporozumienie może spowodować duże zamieszanie.
- Być może, ale nadal musimy to sprawdzić. – Mężczyzna miał wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło i widocznie nie miał zamiaru zmieniać zdania. – Niech poda mi pan swój adres.
- Adres? Nie pochodzę stąd, jestem Koreańczykiem.
– W takim razie proszę paszport. – Baekhyun bez chwili zawahania wyjął go ze swojego plecaka i podał policjantowi. – Gdzie się zatrzymujesz? Chyba nie jesteś tu nielegalnie.
Byun powoli zaczynał być coraz bardziej zestresowany. Nigdy nie był w takiej sytuacji, a na dodatek został zalany masą pytań.
- W porządku, kochanie. – Baekhyun po chwili poczuł, że ktoś oplata go swoim ramieniem. To wywołało u niego ogromny szok. Po pierwsze, ktoś nagle go obejmuje, a po drugie nazywa w taki sposób.  – To mój chłopak, nie ma powodów do obaw. Przyjechał tu tylko na kilka dni – Zauważył, że osobą będącą zdecydowanie za blisko jest Chanyeol. Zaczął rozmawiać z policjantem jak gdyby nigdy nic i na dodatek udawał, że byli parą. Co było nie tak z tym chłopakiem? Przecież oni nawet się nie znali. Sądził, że już nic nie mogło go zaskoczyć, ale widocznie się pomylił.
- Długo się nie widzieliśmy, Chanyeol. Mogłem się spodziewać, że jesteś w to zamieszany.
- Tak czy inaczej, to nie są narkotyki i bardzo dobrze o tym wiesz.
- Co z tego? Nawet, jeśli początkowo tak myślałem, to jeśli zjawiłeś się ty, to nabrałem większych podejrzeń. – Schował dokumenty do kieszeni. – Na razie zatrzymam sobie paszport twojego chłopaka i poczekamy na wyniki.
Czarnoskóry mężczyzna wyciągnął swoją wizytówkę i podał ją Baekhunowi. – Na razie nigdzie nie wyjeżdżaj. Dam znać, gdy będzie coś wiadomo. – Odwrócił się w przeciwną stronę i ruszył schodami w dół w stronę głównej ulicy.

- Kiedy odzyskam swój paszport? – Skierował swoje pytanie w stronę Chanyeola, który widocznie nie przejął się jego sytuacją. Można było wywnioskować to po jego postawie i sposobie mówienia. 
- W odpowiednim czasie.
- Czyli kiedy dokładnie? - Brak dokumentów był w tamtej chwili jego największym problemem, ponieważ bez nich nie mógł wrócić do swojego kraju. 
- Kiedy ten czas nadejdzie.
- Dobra, nieważne.. – Baekhyun wiedział, że nie dowie się niczego konkretnego, więc stwierdził, że w tej sytuacji lepiej odpuścić. I tak nic by z niego nie wyciągnął, a jedynie popsułby sobie nerwy. 
Po kilkusekundowej ciszy, Chanyeol zwrócił się do niższego chłopaka.- Masz zamiar tak tu sterczeć? Gdzie jest twój dom? - Widząc jego nieufne spojrzenie od razu zaczął kontynuować. -  Muszę to wiedzieć, żeby dać ci znać, kiedy zadzwoni policjant, a wcześniej mówiłeś, że nie masz telefonu.
- Oh, właśnie. Pożyczysz mi na chwilę swój telefon? W okolicy mieszka mój brat.
- I sądzisz, że odbierze po takiej kłótni i przywita cię z otwartymi ramionami. – Dodał nieco sarkastycznie.
Byun był zaskoczony tym, że chłopak wiedział o tej małej sprzeczce z bratem. Bądź co bądź kłócili się na środku ulicy, tuż przy barze, ale mimo to nie sądził, że ktoś mógłby zwrócić na nich wtedy uwagę. I ten ktoś będzie z nim teraz rozmawiał. 
- Chyba nie chcesz do niego teraz dzwonić i zostać na noc?
- To nie twoja sprawa. – Powiedział po chwili zawahania. Wiedział, że pójście do Chena nie było najlepszym rozwiązaniem, ale nie miał innej opcji. On był jedyną osobą w Stanach, którą znał. Hotel też nie wchodził w opcję, bo po prostu za dużo by go to kosztowało. - Powinieneś po prostu odwieźć mnie do domu. Zapłacę ci za to. 
- Jak masz zamiar poradzić sobie w życiu, skoro wszystko chcesz załatwiać kasą? – Chanyeol ustał nieco swobodniej i spojrzał w oczy towarzysza. – Masz jej aż tak dużo? - Był nieco rozbawiony jego postawą. Nie wyglądał na osobę, która może sobie szastać kasą na lewo i prawo, a tu nagle oferuje mu pieniądze w zamian za podwózkę.
- Miałem nadzieję, że po prostu sobie pójdziesz…

Chanyeol już nie dopowiedział.  Jedynie złapał za jego dłoń i skierowali się w stronę zaparkowanego samochodu. Podróż trwała tylko kilkanaście minut i minęła im w prawie zupełnej ciszy. Chanyeol skupiony był na drodze i prowadzeniu pojazdu, a Byun po tym, jak podał adres zajął się podziwianiem przemijających budynków i obserwowaniem przechodniów.


Wprowadziłam małe poprawki do tego rozdziału, bo w niektórych momentach było to niezrozumiałe. 

                                                                                  ~ Suigintou

środa, 9 września 2015

Dziedzice część 2.

 Drugi rozdział serii Dziedzice.

                                                                          ***

Kalifornia jest miejscem, do którego zostałem wysłany przez moją rodzinę. W aktualnej chwili jestem niczym uczony na wygnaniu. Już nieraz myślałem, że powinienem się zbuntować, jednak po dłuższym rozmyślaniu przychodziła mi do głowy kolejna myśl. Co by mi to dało? Mimo, że byłem z dala od moich bliskich, to niczego poza tym mi nie brakowało. Mieszkałem w dużym domu, na którego kupno stać jedynie najbogatszych biznesmenów z Seulu. Swój własny samochód, opłacone studia. Uczelnia, o której prości ludzie mogli jedynie pomarzyć.
Mimo, że miałem wszystko, czego zapragnąłem, to jak każdy nastolatek lubiłem imprezować. Przez niektóre z moich wybryków zacząłem mieć drobne problemy z prawem. W pewnym momencie pojawił się nawet gliniarz, który wiecznie miał mnie na oku. Na dodatek zawsze ściągałem na siebie uwagę w szkole. Ostatnio nawet nauczyłem się, jak doprowadzać moją matkę z Seulu do płaczu.

Z rozmyślań wyrwał go Xiumin, który bez pukania wszedł do pokoju. Był zaufanym przyjacielem, więc posiadał klucze od domu i dość często w nim przebywał.
- Chanyeol, ktoś od dłuższego czasu do ciebie wydzwania. – Rzucił telefon w stronę młodszego, który sprawnie go złapał. – Leżał w salonie.
- Dzięki. – Spojrzał na ekran komórki, ale od razu odrzucił połączenie, kiedy zauważył, że Kai znów do niego dzwonił. Nie miał ochoty z nim rozmawiać, więc nieodbieranie było w tym przypadku najlepszą opcją.
- Nie zamierzasz odbierać? – Xiumin spojrzał na niego lekko zdziwiony.
- Nie. I tak wiem , kto dzwoni.  – Chanyeol zamknął swój pamiętnik i podniósł się z łóżka. – To mój narzeczony i albo wsiada do samolotu, albo już w nim jest, albo właśnie wylądował. Zapewne przyjeżdża tutaj, bo niedługo zbliża się rocznica naszych zaręczyn. Żadna niespodzianka, więc nawet nie muszę odbierać.
Xiumin nie odpowiedział. Przytaknął jedynie głową na znak tego, że rozumie, co przyjaciel miał na myśli.
                                                                                       ***

Po kilkunastu minutach marszu, Baekhyun dotarł pod dom swojego brata. W pierwszym momencie był lekko rozczarowany, ponieważ inaczej wyobrażał sobie miejsce, w którym mieszka Chena. Uschnięte i powiędłe kwiaty w ogóle nie pasowały mu do otoczenia. Nie chciał jednak wysnuwać zbyt pochopnych wniosków, więc po chwili patrzenia na budynek od zewnątrz, zapukał do drzwi.
- Hyung, to ja. Otwórz drzwi.
Kilka chwil później drzwi otworzyły się i ujrzał w nich młodą kobietę. Na oko wyglądała na dwadzieścia, może maksymalnie dwadzieścia pięć lat. Ubrana była w różową bluzkę i krótką spódniczkę. Baekhyun stał oszołomiony wpatrując się w nieznajomą. Nie spodziewał się takiego widoku. Był pewien, że drzwi otworzy mu brat.
- C-Czy mieszka tu Chen? – To było jedyne, co udało mu się wydukać, gdy minął pierwszy szok.
- Ty jesteś Baekhyun? – Kobieta po chwili samego patrzenia prosto w oczy, odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Również wyglądała na zdziwioną, ale wydawało się, że kojarzyła kim jest chłopak.
Ten mruknął jedynie ciche ‘’tak’’ i gestem ręki został zaproszony do środka. Gdy przekroczył próg domu, był jeszcze bardziej zawiedziony. Wnętrze było nieposprzątane, wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu i ubrania. Nawet obrazy nie były na swoim miejscu, tylko leżały gdzieś na podłodze. Nie było też za wiele miejsca, aby swobodnie się poruszać, o żadnym krześle już nie wspominając. Baekhyun rozglądał się na wszystkie strony. To przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Nieraz, gdy rozmawiał z Chenem przez telefon, to ten opowiadał mu, w jakim pięknym domu mieszka. Jego opowieści różniły się od rzeczywistości. Różniły się to nawet mało powiedziane. Nie odzwierciedlały tego miejsca w ani jednym procencie.
Dopiero po krótkiej chwili zauważył, że w środku jest też jakiś mężczyzna. Wyglądał na pijanego i awanturował się z kobietą, która wpuściła go do środka. Nie obchodziło go za bardzo, dlaczego urządzali taką wymianę zdań, ale mógł wywnioskować, że chodziło o niego. Bowiem mężczyzna był zazdrosny o swoją dziewczynę i posądzał ją o zdradę z Baekhyunem. Po skończeniu swojej kłótni, mężczyzna wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
- Czy ty… jesteś żoną Chena? – zapytał, gdy zauważył, że dziewczyna kieruje się w jego stronę.
- Żoną? – prychnęła zastanawiając się, czy dobrze usłyszała.  – Chyba sobie żartujesz. Dlaczego miałabym być jego żoną? – Dodała akcentując ostatnie słowo. – My tylko mieszkamy razem.
Baekhyun z niedowierzaniem zaczął zadawać kolejne pytania. Czuł, że coraz bardziej się irytuje, ale nic nie mógł na to poradzić. – Gdzie jest uniwersytet Chena?
- Uniwersytet? Przecież on się nie uczy.
- Więc kłamał też w sprawie szkoły? – Powiedział bardziej do siebie. – Gdzie on teraz jest?! – Mimo, że próbował, to nie potrafił już powstrzymać swojej złości. Po prostu chciał porozmawiać z osobą, która naopowiadała mu tyle kłamstw.
- On… - Dziewczyna zatrzymała się na chwilę, nie będą pewną, czy powinna udzielać takiej informacji, jednak gdy zauważyła wściekły wzrok chłopaka, to uległa i powiedziała wszystko o czym wiedziała. – Pracuje w barze Tutti Frutti. Mogę podać ci adres.

                                                                                   ***
Chanyeol siedział przy jednym ze stolików w barze. Często tam przychodził i zazwyczaj wtedy zaczynał pisać coś w swoim notatniku. Jako, że miejsce było położone niedaleko piaszczystej plaży, to miło spędzało się tam czas nawet na samym popijaniu drinków czy innych napojów. Tego dnia pogoda była bardzo dobra i słońce przyjemnie grzało. Idealny dzień, aby spędzić go na siedzeniu przy stoliku, obserwowaniu okolicy i zapisywaniu różnych rzeczy w notesie.
- Dlaczego zawsze gdy tu przychodzisz, to coś piszesz w swoim notatniku? – Usłyszał głos kelnera podchodzącego do niego.
- To zadanie domowe. Esej. – Rozpoznał głos chłopaka nawet bez patrzenia na niego. Chen był jednym z kilku kelnerów tego baru i lubili porozmawiać ze sobą od czasu do czasu.
- Nie wyglądasz na takiego, który lubi odrabiać prace domowe.
- Właśnie przez to mam zamiar je odrobić. To coś jakby rodzaj buntu. – Zaśmiał się widząc zdezorientowaną minę Chena. W końcu tylko nieliczni potrafili zrozumieć jego logikę, a chłopak do tych osób widocznie się nie zaliczał.
- Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował. – Odszedł od stolika udając się w stronę innego klienta.
Chanyeol znów miał zamiar zatracić się w pisaniu, jednak coś innego przykuło jego uwagę. Był to chłopak stojący niedaleko wejścia do baru. Normalnie nie zwracałby na to uwagi, jednak nieznajomy wyglądał, jakby kogoś obserwował. Po chwili zorientował się, że jego wzrok był utkwiony w Chenie, który właśnie zabawiał dwie klientki. Nie krył się z tym jakoś szczególnie. Po prostu na oczach wszystkich z nimi flirtował. Chan odwrócił swoją głowę w przeciwnym kierunku i dostrzegł, że w oczach chłopaka zaczynają pojawiać się łzy.
Chen chwilę potem znalazł się przy jego stoliku. – Dolać ci kawy?
Chanyeol nie zdążył nic odpowiedzieć, zauważył jedynie Chena szybkim krokiem idącego w stronę płaczącego chłopaka.

                                                                                      ***

- Baekhyun… - Chen podszedł do niego, gdy tylko go zauważył. – Co ty tutaj robisz? – Kontynuował, gdy ten odwrócił się w jego stronę. – Co z mamą?
- Z mamą? Możesz w ogóle wypowiadać słowo „mama”? – Odpowiedział ledwo powstrzymując swoje łzy. Nie mógł się przecież w tej chwili rozkleić. Najpierw musiał powiedzieć wszystko, co dusił w sobie od dłuższego czasu.
- Powinieneś był zadzwonić, że przyjeżdżasz. – Chen zignorował jego słowa i po prostu dalej kontynuował tak, jakby to spotkanie w ogóle go nie zdziwiło.
- Dzwoniłem, ale nie odbierałeś. Poza tym, opowiadałeś, że się tu uczysz.
- Kto ci powiedział, że tutaj pracuję?
- A kto mógł mi powiedzieć? To oczywiste, że dziewczyna, z którą mieszkasz! – Podniósł swój głos, ponieważ nie mógł znieść jego obojętnego tonu.
- Byłeś w moim domu?!
- Tak, byłem. – Odpowiedział niemal natychmiast. – Żyjesz w takiej melinie… Jak długo miałeś zamiar kłamać? Naopowiadałeś nam bzdur o małżeństwie, ślubie i studiach. Skoro masz możliwość, aby żyć w Stanach, to powinieneś mieć cudowne życie i znaleźć sobie idealną dziewczynę! Na co były te wszystkie niestworzone historie?!
Chłopak nie odpowiedział. Może po prostu nie wiedział, co powinien w takiej sytuacji powiedzieć, ani jak się zachować. Po prostu wyrwał z ręki Baekhyuna walizkę i zaczął ją otwierać. Młodszy zaczął wpatrywać się w niego z niedowierzaniem. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Chen zaczął przeglądać zawartość bagażu w celu znalezienia tylko jednej rzeczy. Pieniędzy.
- Przywiozłeś moje pieniądze? – Zaczął wyrzucać ze środka ubrania i inne niepotrzebne mu rzeczy.
- Masz zamiar posunąć się aż tak daleko? – W jego głosie można było usłyszeć desperację. -  Będę błagać o karę za to, że opuściłem matkę, aby przyjechać do mojego hyunga. – Czuł, że pod powiekami zaczyna zbierać mu się coraz więcej łez. – Powinienem zostać za to ukarany.
- Gdzie one są? – Chen całkowicie go zignorował będąc sfrustrowany tym, że nie mógł znaleźć pieniędzy.
- Wystarczy. – Podszedł do niego, próbując odciągnąć go od walizki. – Powiedziałem, żebyś przestał! Od zawsze byłeś moją jedyną nadzieją i największym marzeniem. W każdym razie, ludzki los jest z góry zapisany i nie mamy wpływu na to, czy osiągniemy sukces. Zrezygnowałam ze wszystkich moich marzeń i nawet poszłam do szkoły publicznej. Chwytałem się każdej dorywczej pracy tylko po to, abyśmy mogli z mamą jakoś przeżyć do kolejnego miesiąca. I na co to wszystko było? Ponieważ musieliśmy jakoś żyć do czasu, aż ty wrócisz?!
- Wybacz… - Wyjął z walizki kopertę z pieniędzmi. – Kryj mnie ten jeden raz. – Odwrócił się i zaczął iść przed siebie zostawiając Baekhyuna z porozrzucanymi na chodniku ubraniami i zranionym sercem.
Bae nie mógł nic poradzić na to, że łzy mimowolnie zaczęły wypływać z jego oczu.

                                                                           ***
Chanyeol obserwował całą tą sytuację z daleka. Po chwili zauważył, że do jego stolika dosiada się Xiumin.
- Słuchaj, Chanyeol. Chodzi o tą jutrzejszą imprezę… - Wyższy uciszył go i przerwał jego wypowiedź.
- Kim jest ta laska? – Xiumin podążając za wzrokiem przyjaciela zauważył chłopaka klęczącego przy swojej walizce. – Zawsze jesteś o krok przede mną, ale teraz ja zajmę się resztą. – Wybiegł z baru kierując się w stronę nieznajomego. Chanyeol po chwili zrobił to samo szybko podążając za przyjacielem.
Starszy podbiegł do Baekhyuna pytając się, czy wszystko z nim w porządku. Po krótkiej wymianie zdań złapał woreczek z mąką z fasoli, który leżał przy ubraniach i zaczął z nim biec w stronę plaży.
- Hej, stój w tej chwili! – Nim się zorientował, Bae został okradziony. Nie dość, że pierwszego dnia w Stanach dowiedział się, że jego brat jest kłamcą, to teraz jeszcze jakiś złodziejaszek zabrał mu jego własność. Bez zawahania zaczął biec za nim, aby odzyskać to, co należało do niego. Po krótkiej chwili dogonił go, jednak woreczek rozdarł się i jego zawartość wylądowała na pisaku. Wielkim zaskoczeniem było to, że złodziej zaczął się dusić i wyglądał, jakby miał alergię na proszek.
-  Xiumin? – Chanyeol podbiegł do niego przejęty jego stanem. Próbował ocucić przyjaciela, ale na nic się to zdało.- Ej, wyciągnij telefon i  zadzwoń po karetkę! – Zwrócił się do zdezorientowanego chłopaka, który stał jak wryty obserwując całą tą sytuację.
- Nie mam telefonu. – Okradziony chłopak szybko odpowiedział na to polecenie.
Wokół nich zaczął zbierać się tłum gapiów i to jedna ze starszych pań zadzwoniła po pomoc.

  

                        ~ Suigintou


niedziela, 6 września 2015

Dziedzice część 1.

Zachęcam do przeczytania pierwszego rozdziału z serii ''Dziedzice''. Opowiadanie jest napisane na podstawie koreańskiej dramy o tym samym tytule, więc jeśli komuś to nie pasuje, to proszę po prostu nie czytać. Głównym pairingiem jest Baekyeol, jednak pojawią się też pary poboczne i na pewno będzie tu kilka osób z BTS. 
Miłego czytania ~

                                                                         ***

Na świecie są miliony ludzi, ale niezależnie o tego, ilu ich jest ,każdy z nich ma swoje powołanie.  Jedni urodzili się, żeby być dziedzicami, a inni, aby stawiać czoła przeciwnościom losu i mimo wszelkich trudności iść do przodu. Jedną z takich osób był Byun Baekhyun. Urodzony w małej koreańskiej wiosce i w przeciętnej rodzinie nieraz zastanawiał się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby przyszedł na świat się jako ktoś zupełnie inny. Jednak żaden człowiek nie ma wpływu na to, w jakiej rodzinie się urodzi, w jakim mieście i jakie jest jego przeznaczenie. Można jedynie dawać z siebie wszystko, aby mieć jak najlepsze życie i przyszłość.
Baekhyun nigdy nie miał łatwo. Już w wieku sześciu lat doświadczył, jak okrutne potrafi być życie. Zmarł wtedy jego ojciec, a on został na świecie jedynie ze swoją matką. Mimo że byli biedni, to zawsze starali się, aby ich życie było jak najszczęśliwsze. Najważniejsze było to, że mogli być razem i spędzać ze sobą każdy dzień. W końcu czy może być coś piękniejszego niż to? Gdy był w wieku licealnym poszedł do państwowej szkoły i został jednym z najlepszych uczniów w szkole. Nauka nigdy nie sprawiała mu większych problemów. Można przyznać, że była dla niego przyjemnością, a nie obowiązkiem. Potrafił pogodzić szkołę i dorywcze prace, aby chociaż trochę odciążyć finansowo swoją matkę. Ta pracowała jako gosposia u bogatych rodzin. Baekhyun od zawsze nienawidził tej niesprawiedliwości losu. Dlaczego jedni ludzie muszą liczyć każdy grosz, aby przetrwać do kolejnego miesiąca, a inni bez skrupułów wydają swoje pieniądze nie musząc martwić się o to, co przyniesie jutro? Jednak nie mógł nic na to poradzić, dlatego próbował zaakceptować swoje przeznaczenie i nie przejmować się tym.

                                                                           ***


Baekhyun po szkole pracował w jednej z pobliskich kawiarni. Jego zadaniem było przyjmowanie zamówień i usługiwanie klientom. Nie była to praca, o której marzył, jednak nie była aż tak wymagająca i czasochłonna, a wynagrodzenie było dosyć duże. Nigdy na nią nie narzekał i właściwie to cieszył się, że może pracować w tak przyjaznym miejscu.
Do domu zazwyczaj wracał, gdy zaczynało się ściemniać. Tak było i tym razem. Gdy przekroczył próg domu, zaczął zdejmować swoje buty i prawie od razu zauważył swoją matkę siedzącą przy stole.
- Już wróciłem, mamo. – Kobieta odwróciła się w jego stronę posyłając mu słaby uśmiech.
- Dobrze, że już jesteś. – Podniosła się z krzesła i podchodząc do niego podała mu białą kopertę. Ten jedynie spojrzał na nią lekko zdezorientowany.
- Co to jest?
- Pieniądze, które mam zamiar przelać na konto Chena. – Chłopak otworzył kopertę i był zaskoczony sumą, która tam widniała.
- Wszystko to? Dlaczego? Mówił, że ma jakieś kłopoty?
- Dzwoniłam dziś do niego i powiedział, że za kilka dni bierze ślub. Podobno jego dziewczyna pochodzi z dobrej rodziny, jest mądra i pracowita, więc  nie powinniśmy tam jechać, żeby nie popsuć mu tego wyjątkowego dnia i go nie zawstydzić. Wyślemy mu chociaż pieniądze, żeby coś sobie kupił.
- O czym ty mówisz? Sądzisz, że go zawstydzimy? Nie możemy tam pojechać tylko dlatego, że pochodzimy z biedniejszej rodziny? – Baekhyun nie mógł ukryć swojej frustracji. Nie dość, że jego brat żył w luksusach i nawet nie wspomniał mu ani słowem o tym, że się żeni, to jeszcze suma pieniędzy, które uzbierała jego matka nie była mała. Zapewne odkładała je już od kilku dobrych miesięcy.
- Nie… Po prostu uważam, że nie będziemy tam pasować, a skoro jest ze swoją narzeczoną, to będzie szczęśliwy i bez nas. Poza tym nawet gdybym chciała, to i tak nie mogłabym pojechać z powodu mojej pracy.
- Więc ja tam pojadę. – Zauważył, że rodzicielka chce coś powiedzieć, ale od razu jej przerwał.- I przekażę mu osobiście pieniądze, nie musisz się o to martwić. Wypadałoby, żeby na ślubie był chociaż jeden z członków rodziny pana młodego.
Jego matka nie była tym pomysłem zachwycona, jednak wiedziała, że nawet gdyby chciała, to nie przekonałaby Baekhyuna do zmiany decyzji. Od zawsze było tak, że gdy coś postanowił, to nigdy swojego zdania nie zmieniał. Pokiwała jedynie głową wiedząc, że na nic zdałyby się rozmowy i znów zajęła miejsce przy stole.
- Chen jest na tyle odpowiedzialny, że studiuje w Stanach. Na pewno podjął słuszną decyzję.
Baekhyun nie odpowiedział tylko skierował się w stronę swojego pokoju trzymając w dłoni kopertę. Miał zamiar od razu zarezerwować bilet do Stanów i zacząć się pakować.


                                                                          ***


W dniu wyjazdu Bae miał już spakowaną walizkę i był gotowy do wylotu. Samolot miał zarezerwowany na ósmą rano. Wstał dwie godziny wcześniej, aby zdążyć się ubrać i dotrzeć na lotnisko. Ostatnią rzeczą, jaką chciał zrobić przed wyjazdem z Korei, było przeproszenie swojej matki. Miał wyrzuty sumienia, że potraktował ją ostatnio tak szorstko, a przecież nie zrobiła ona nic złego. Po prostu martwiła się o swojego starszego syna i chciała mu jakoś pomóc. Baekhyun wiedział, że nie powinien reagować w taki sposób. Nawet, jeśli chciał przeprosić ją tego dnia było to niemożliwe, ponieważ gdy wstał, to jego matki nie było już w domu. Był przekonany, że zdąży porozmawiać  przed jej wyjściem do pracy, ale widocznie się pomylił. 
Nie mając innego wyboru udał się na lotnisko, gdzie bez problemów przeszedł odprawę. To był pierwszy raz, gdy wybierał się do Stanów, jednak nie przeżywał tego jakoś szczególnie. Jego angielski był na przyzwoitym poziomie, a skoro był na trzecim miejscu w szkole, to był pewny, że sobie poradzi. W końcu nie będzie sam, tylko ze swoim bratem, który mieszka tam już od kilku dobrych lat. Przecież nie mogło stać się nic nieprzewidzianego, prawda?


                                                                         ***


Po długim i męczącym locie w końcu dotarł na miejsce. Nie informował Chena o swoim przybyciu, ponieważ uznał to za zbędne. Chciał zrobić mu niespodziankę. Nie widzieli się już od dwóch lat, więc sądził, że ten będzie mile zaskoczony jego przybyciem.
Wiedział mniej więcej, w którą stronę powinien się kierować. W razie czego, zawsze mógł zapytać któregoś z przechodniów o drogę. W końcu ktoś na pewno będzie znał drogę.
Z optymistycznym podejściem opuścił lotnisko i udał się w kierunku miejsca, w którym powinien stać dom Chena. Idąc chodnikiem zauważył, że kilkanaście kroków dalej znajduje się plaża. Nie śpieszyło mu się jakoś szczególnie, więc ruszył w jej stronę. Obserwował z daleka ludzi, którzy przebywali na piaszczystym terenie. Jedni się opalali, inni surfowali w wodzie, rozmawiali z przyjaciółmi, bądź grali w piłkę plażową. Baekhyun od razu mógł stwierdzić, że to niesamowite miejsce i kiedyś chciałby tutaj zamieszkać. Słońce przyjemnie grzało, a widoki zapierały dech w piersiach. Po paru chwilach rozmyślań zauważył chłopaka wychodzącego z wody z deską surfingową. Od razu podeszła do niego grupka dziewczyn. Stał bardzo blisko nich, więc mógł bez problemu usłyszeć ich rozmowę.
- Chanyeol, to było niesamowite. Nie mogłam oderwać od ciebie wzroku. – Baekhyun spojrzał w kierunku jednej z blondynek skąpo odzianej w niebieski stój kąpielowy. Wpatrywała się w nieznajomego, który jak się okazało, miał na imię Chanyeol.  Chłopak odpowiedział jej przyjaznym uśmiechem i ruszyli przed siebie. Byun poczuł miłe uczucie w sercu. Nie był jedynym Koreańczykiem, który przyjechał w to miejsce. Od razu poczuł się pewniej i spojrzał na swój zegarek na ręce. Zaczynało robić się późno, więc stwierdził, że najwyższa pora, aby ruszać dalej. Złapał za rączkę od swojej walizki i przed zrobieniem pierwszego kroku jeszcze obejrzał się za siebie. Napotkał tam wzrok chłopaka, który przed chwilą wychodził z wody. Od razu odwrócił głowę i szybkim krokiem ruszył przed siebie.
Mimo wszystko musiał przyznać, że Chanyeol był całkiem przystojny.


                                                                                        ~ Suigintou