Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sehun. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sehun. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dziedzice część 6.

Umieram przez tych Dziedziców, ale w końcu napisałam kolejny rozdział. 
Po pierwsze, przyznam się bez bicia, że kompletnie zapomniałam o tej serii. Po drugie, gdy już chciałam zabrać się za pisanie, to w ogóle nie wiedziałam na czym skończyłam i musiałam czytać wszystko od początku.  Poza tym co ja tam wymyślałam. „Bar Tutti Frutti” xD 
Zapraszam do czytania. 



środa, 6 stycznia 2016

Droga przez mękę

Hej, z tej strony Suigintou. Po długiej przerwie mamy powrót z one shotem, który został napisany przez ciityn'ę. *brawa, brawa* Zapewne będzie częściej pisać jakieś fanfiki, a wtedy na pewno je tu opublikuje. Historia opowiada o miłości pomiędzy Sehunem a Chanyeolem. Nadałam taki tytuł, ponieważ utożsamiam się z cierpieniem Sehiego. Nawet nie wiecie, przez jakie męki musiałam przejść ;-; Gdy dostałam to ff do poprawki, to niemalże się załamałam. Po wklejeniu do Worda prawie wszystko było podkreślone na czerwono, a ja cierpiałam przez brak przecinków i polskich znaków. Ale na szczęście dzielnie wytrwałam do końca i udało mi się wszystko poprawić. Także teraz zapraszam do czytania.


                                                                              ***

Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo cie nienawidzę. Nienawidzę cię. Nienawidzę tego, jak się uśmiechasz. Jak możesz być tak szczęśliwy? Jak kurwa możesz być taki szczęśliwy, gdy ja kolejny, pierdolony dzień walczę ze sobą, gdy kolejny dzień rozpieprzam się psychicznie myśląc o tobie. O tym, że mógłbyś być mój. Oczywiście nigdy nie będziesz, bo co? Bo jestem młodszy? Bo każde moje wyznanie jest dla ciebie tylko dziecinną zabawą? Jesteś idiotą, dupkiem i skurwysynem. Tyle razy mówiłem, pisałem o moich uczuciach. O tym, że coś jest ze mną nie tak, gdy jesteś blisko. Ale ty oczywiście jak zwykle miałeś to w dupie. Masz mnie gdzieś. Masz gdzieś moje uczucia. Pewnie uważasz, że wcale nie mam uczuć, skoro ciągle mówisz, że to dziecięce bełkotanie. Nienawidzę cię.

Jego rozmyślenia o wzlotach i upadkach miłosnych przerwało pukanie do drzwi. Upłynęło trochę czasu, zanim zdołał wstać z łóżka i owinąć swoje nagie biodra hotelowym ręcznikiem. Kilkakrotnie zabił w myślach osobę, która śmiała przerywać mu użalanie sie nad życiem, po czym w końcu zaszczycił otwarciem drzwi natarczywie pukającego gościa.
- Sehi, o czym ty myślisz? Zostawiłeś swój telefon w moim pokoju. Miałem ci go oddać jutro, ale nie chciałem, żebyś się niepokoił. - Jak zwykle rozpromieniony Chan położył dłoń na ramieniu maknae i poklepał go kilka razy. Sehun nie wykazał większego zadowolenia zaistniałą sytuacją, a jedynie jeszcze bardziej się zdenerwował. Gdyby mógł, to z miejsca wyjebałby Chanowi w tą wiecznie szczęśliwą twarz, ale po tylu latach nauczył się kontrolować swoją złość. Obrócił się zrzucając dłoń Chana ze swojego ramienia i kiwnąwszy dłonią, zamknął drzwi. Sekundę później znów rozległo się pukanie do drzwi. -Jeszcze czegoś zapomniałem? -Rzucił beznamiętnym głosem, patrząc ślepo w punkt na przeciwległej ścianie. Zaniepokojony Chanyeol bez zaproszenia wszedł do pokoju. Wyminął Sehuna i stając na środku pokoju popatrzył na niego z przejęciem i matczyną troską.-Hunnie, stało się coś? Nie wyglądasz za dobrze, martwię sie o ciebie. -Podszedł do niższego chłopaka i objął go od tylu, kładąc głowę na jego ramieniu. -Powiedz mi.  -Nic się nie stało. Po prostu jestem zmęczony po koncercie. Dziękuje za telefon, ale możesz już wracać do swojego pokoju, hyung.Szczęście, rozpacz, złość, miłość i nienawiść. Jak te wszystkie uczucia można czuć jednocześnie? Chciał jak najszybciej pozbyć sie obiektu zarówno miłości, jak i nienawiści ze swojego pokoju. Nie czekając na odpowiedź wyplątał się z jego objęć, podszedł do drzwi i po prostu wyprosił go ze swojego pokoju. Hyung nie był szczególnie zachwycony takim obrotem sprawy, ale Sehuna mało to obchodziło. Po chwili zamknął drzwi na wszystkie możliwe spusty i oparł czoło o zimna framugę. Cały trząsł się pod wpływem emocji, które w tak krótkiej chwili zawładnęły jego ciąłem. -Dlaczego? Dlaczego mi to robisz...? Aż tak bardzo mnie nienawidzisz? -Wyszeptał z trudem, ponieważ trząsł się, jakby wypuszczono go nagiego na potworny mróz. Uderzył dłonią w drzwi i zrzuciwszy ręcznik,  wrócił do swojego miękkiego łóżka. Od razu nakrył się kołdrą aż posadą szyję. -Jak ty możesz to robić? Jak możesz tak się mną bawić...? W jednej chwili stwierdzasz, że plotę bzdury, a na wywiadach mówisz o mnie dobre rzeczy. Na koncertach próbujesz mnie przytulać, martwisz się o mnie... Dlaczego mnie nie kochasz? Przecież tak sie mną opiekujesz…  Chan...  Dlaczego ty nic nie rozumiesz, mimo że mówię to tak wprost? Dlaczego jesteś takim idiota? Kocham cię, Chan. - Monolog prowadzony nocą w myślach jest najbardziej zabijająca i dobijającą rzeczą. Sehun czuł to. Wiedział,  że się zabija, że zabija swoją psychikę, ale tego nie da sie zatrzymać. Pozostawiony sam ze swoimi rozczarowaniami i smutkami zaczął płakać. Ciepłe łzy płynęły bezładnie i mimowolnie po jego bladych, wychudzonych policzkach, a on nie mógł temu zaradzić, Kolejne pojawiające się wspomnienia i myśli powodowały nowy potok łez. –Zresztą… Ty każdego przytulasz, każdym sie opiekujesz... Nigdy nie traktowałeś mnie wyjątkowo… Nigdy nie byłem dla ciebie kimś. Nigdy nie będę kimś. Już zawsze pozostanę śmieciem, którego na koncertach musisz przytulać, bo fanki tego chcą. Śmieciem, którym sie zajmujesz bo producent tak każe... Nigdy nie zrozumiesz tego, co do ciebie czuję. Nienawidzę cię, Park. Tak bardzo cię kocham. -Długo jeszcze nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, próbując uspokoić myśli, powstrzymać płynące łzy, opanować emocje, które targały nim tak mocno, że trząsł się przy każdej nowej fali wspomnień. Nad ranem w końcu udało mu się zasnąć, jednak nie na długo, gdyż po chwili zadzwonił budził, a on znów musiał założyć maskę szczęśliwego Sehuna, fanserwisującego się z każdym kolegą z zespołu.

Budzik dzwoniący o świcie był prawdziwym przekleństwem. Po nieprzespanej nocy spędzonej na płaczu i rozmyślaniu o niespełnionej miłości, Sehun nie był w stanie nawet otworzyć oczu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek innej czynności. Po kilkakrotnym ustawieniu drzemki, musiał jednak w końcu zwlec się z łóżka. Po wejściu do łazienki i spojrzeniu w duże, podświetlane lustro, prawie dostał zawału. Wyglądał beznadziejnie. Zapuchnięte, czerwone oczy, pogryzione do krwi usta.
– Patrz, co się ze mną dzieje przez ciebie. – Mruknął pod nosem, wyjmując z szafeczki wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne jakie posiadał. Kilkanaście minut spędzonych na nakładaniu na twarz różnych kremów i maseczek niewiele dało. Mimo wszystko wciąż wyglądał okropnie. Zrezygnowany wziął prysznic, założył na siebie najlepsze ubrania mając nadzieję, że markowe ciuchy odwrócą uwagę od jego twarzy. Od razu po koncercie miał lecieć do Tajwanu na promocję marki odzieżowej i sesję zdjęciową. Nie zwracając uwagi na to, że coś może się pognieść, wpakował wszystkie rzeczy jakie miał do dużej torby. Na końcu położył na wierzch zapakowane jedzenie, które rano przyniosła obsługa hotelowa. Założył maseczkę zasłaniającą twarz i czapeczkę z daszkiem, by chociaż trochę zakryć swoją twarz. Zarzucił torbę na ramie i rozejrzawszy się, czy nikogo nie ma na korytarzu, wyszedł z pokoju. Od razu skierował się w stronę przestrzennej windy. Tuż przed zasunięciem się drzwi ,do windy wpadł Chan. Jak zwykle był roztrzepany i pełen pozytywnej energii.
 – Jeeeej, Sehi, mówię ci, mało brakowało, a bym nie zdążył. Na szczęście nie jestem ostatnim, który będzie w aucie. – Zaśmiał się i szturchnął ramieniem Sehiego, który w tamtym momencie stał odwrócony bokiem, z głowa zwieszoną ku dołowi. W odpowiedzi jedynie mruknął, nie wysilając się nawet, by spojrzeć na zespołowego „kolegę”.
– Widzę, że ktoś tutaj znów nie w humorze. Hunnie, co się dzieje?  Dzisiaj mamy koncert, spotkamy fanów. Czym ty się przejmujesz? Przecież na pewno wszystko wyjdzie dobrze. – Objął młodszego ramieniem i poklepał go, uśmiechając się przy tym jak wariat.
 Ta radość zamiast pocieszyć, jeszcze bardziej dobiła Sehuna. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Chanyeol jest taki szczęśliwy, podczas gdy on tak cierpi. Powrót tych niechcianych myśli wywołał odczuwalny dreszcz, a ciepło pod powiekami sugerowało napływające łzy. Sehun stanowczo odsunął się od Chana i niby poprawiając maseczkę na swojej twarzy, otarł łzy zbierające się w kącikach oczu. Gdy tylko drzwi windy otworzyły się, Sehun mocniej zacisnął dłoń na torbie i szybkim kokiem wyszedł z windy. Zostawił oszołomionego Chana samego. Nim starszy zdążył dojść do siebie po tym zajściu, Sehun był już w czarnym vanie, który miał zawieźć ich na miejsce koncertu. Sehun odetchnął z ulgą widząc, że van, do którego wsiadł był już zapełniony i osoba uprzykrzająca mu życie musiała jechać drugim autem. Włożył do swoich uszu słuchawki i włączając spokojną muzykę, zamknął oczy. Po chwili siedział oparty o wygodny fotel. Jego relaks po windowych emocjach nie trwał zbyt długo, ponieważ po chwili poczuł wibracje swojego telefonu. Niechętnie spojrzał na ekran. Wiadomość od Chana – Co się z tobą dzieje? – Nawet nie miał zamiaru odpisywać. Wyłączył podświetlenie ekranu i zaczął wpatrywać się w mijające krajobrazy za szybą samochodu. – Nie ignoruj mnie. Martwię się o ciebie. – Kolejna wiadomość  pozostawiona bez odpowiedzi spowodowała, że kolejne przychodziły jedna po drugiej.– Nie zachowuj się jak rozpieszczony bachor. – Napisz coś do cholery, martwię się. – Hunnie, proszę cię, powiedz co się dzieje. Myślisz, że jak nie będziesz nikomu mówił, to problem tak po prostu zniknie? Nie zamykaj się i porozmawiaj ze mną! Pomogę ci. Zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Sehun zasnął dłonie w pięści, nie mógł tego znieść. Nie mógł znieść tej udawanej opiekuńczości, tego ciągłego okłamywania. Przecież nie są razem, przecież Chan ciągle odrzuca jego wszystkie wyznania, więc dlaczego do cholery zachowuje się tak, jak gdyby ze sobą chodzili? Kolejna fala łez była blisko, ale to nie mogło tak dłużej trwać. Nie mógł ciągle płakać i się załamywać, tego było już za dużo. Postanowił wyciągnąć telefon i napisać nową wiadomość. - Nie możesz mi pomóc. Zostaw mnie w spokoju. Nie pisz do mnie i przestań się nade mną użalać jak nad dzieckiem. Mam tego dość, ciebie mam dość. Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić, to udawaj, że mnie nie znasz. Żegnam. – Sehun wziął głęboki wdech i wypuszczając powietrze, zaczął się powoli relaksować. Wiedział, że to będzie najlepsze wyjście z tej chorej sytuacji. To jedyny sposób, żeby było dobrze. Co chwila czuł wibracje telefonu w kieszeni, ale nie chciał tego czytać. Nie mógł. Nie miał już na to wszystko siły. Pierwszy raz od długiego czasu poczuł niewielka ulgę w swoim cierpieniu, zamknął oczy i resztę drogi spędził na myśleniu o dzisiejszym koncercie. Po dotarciu na miejsce szybko wyszedł z samochodu i prawie pobiegł do budynku, aby tylko uniknąć obecności Chana. Podczas prób cały czas panował chaos, było tak dużo rzeczy które musieli przećwiczyć, by wszystko tego wieczoru było idealne. Chan co chwila próbował porozmawiać z Sehunem, jednak podczas takiego zamieszania unikane tego natrętnego osobnika nie było czymś nadzwyczaj trudnym. Gdy już nadszedł czas koncertu, Chan co chwila próbował przytulić Sehuna, coś do niego powiedzieć, jednak za każdym razem maknae wyrywał się z jego objęć i nie raczył nawet obdarzyć swojego hyunga spojrzeniem. Było ciężko. Podczas każdej takiej sytuacji Sehun załamywał się na nowo, Miał ochotę uciec stamtąd, wrócić do rodzinnego domu i tam przeczekać ten ciężki okres. Wiedział jednak, że nie może. Fani byli najważniejsi, więc zaciskał zęby i grał wesołego mimo całego swojego bólu, który czuł w sercu. Po koncercie zbiegł pierwszy ze sceny, najszybciej jak mógł przebrał się w swoje ubrania i chwytając torbę niemalże wybiegł z budynku. Odetchnął z ulgą i rozsiadł się na jednym z pustych siedzeń. Manager siedział już w samochodzie, czekali więc tylko na Kaia, który także miał lecieć na promocję do Tajwanu. Słychać było trzask zamykającego się bagażnika i po chwili do samochodu wszedł Chan. Sehun widząc go, prawie dostał zawału, otworzył szeroko oczy i szybko przesiadł się na pojedyncze siedzenie. Chan zajął miejsce na tyle samochodu, złapał Sehuna za rękę i mocno pociągnął go w swoją stronę. Młodszy długo stawiał opór, udając że nic nie czuje, jednak po pewnym czasie siły osłabły i Chan zdołał zaciągnąć go na sąsiednie siedzenie. W samochodzie było ciemno, manager i kierowca siedzieli z przodu, nie było więc powodów do skrępowania. Chan mocno zacisnął ramiona wokół skulonego Sehiego i oparł podbródek na czubku jego głowy.
- Kilka dni temu plany się zmieniły i zamiast Kaia lecę ja. Moje wyjaśnienia otrzymałeś, więc teraz mógłbyś mi powiedzieć, co ty odpierdalasz? Cały dzień próbowałem z tobą porozmawiać, ale mnie unikałeś. Wiesz jak cholernie się o ciebie martwiłem?
Sehun wiedział że przy takim obrocie spraw nie będzie w stanie unikać Chana przez te trzy dni które mieli spędzić razem. Był wykończony po całym dniu prób, koncercie, nieprzespanej nocy. Nie miał siły szarpać się i uciekać. Oparł czoło o ramię straszego i odetchnął głośno, odprężając się.
- Porozmawiamy później, jak będziemy już na miejscu. Teraz jestem zmęczony, chce odpocząć.
- Jak wolisz, Hunnie. – Połozył dłoń na głowie młodszego z czułością przeczesując jego włosy. Chwila czułości nie trwała długo, po kilku minutach byli już na lotnisku. Fani nie znali szczegółów lotu, także obyło się bez zbędnego zamieszania. Mimo że w samolocie zajmowali miejsca obok siebie to nie rozmawiali ze sobą, ponieważ Sehun udawał że śpi, a Chan nie miał sumienia go budzić. Ułożył jedynie głowę maknae na swoim ramieniu i przez cały lot gładził jego włosy i policzek. Sehun tak bardzo chciał mieć chwilę spokoju, tak bardzo chciał zasnąć, ale nie mógł. W głowie układał tysiące scenariuszy rozmowy. - O czym my mamy rozmawiać? Jak? Przecież on wie, że go kocham, nie mogę się ośmieszać i znów mówić tego samego, wystawiając się na kolejne rozczarowanie. Ale trzeba to w końcu wyjaśnić. Muszę wszytko powiedzieć. I tak nie mam już nic do stracenia... I tak nic już mnie bardziej nie zabije..
Godzinę po przybyciu do hotelu w pokoju rozległo się głośne pukanie do drzwi. Sehun nie musiał nawet zgadywać, kto postanowił złożyć mu wizytę. Niechętnie podszedł do drzwi i otworzył je na oścież, szybko zamykając, gdy tylko Chan wszedł do środka.
- Jesteś głodny? Przyniosłem dla ciebie makaron, twój ulubiony. – Postawił paczuszkę na stoliku nocnym i usiadł na wielkim łóżku uważnie patrząc na Sehuna, który ze spuszczoną głową podszedł do krzesła znajdującego się w bezpiecznej odległości od łóżka i usiadł na nim. Chan nie miał zamiaru kolejny raz tolerować ucieczki. Wstał, chwycił Sehuna za rękę i mocno pociągnął, prawie rzucając na łóżko. Szybko położył się obok i przytrzymując głowę młodszego tak, by ich oczy były naprzeciwko siebie. Czekał w milczeniu, aż maknae zacznie coś mówić. Młodszy nie mógł znieść tego spojrzenia, więc  zamknął oczy i zaczął mówić cichym, stłumionym głosem.
- Doskonale wiesz, co mi jest. Nie ma sensu o czymkolwiek rozmawiać. Tracisz jedynie czas.
- Gdybym wiedział, to bym się nie pytał. Nie poznaje cię,  Hunnie. Przecież zawsze mi wszystko mówiłeś. Co się nagle z tobą stało? Przestań myśleć o sobie, powiedz co ci jest. Zobacz, jak się o ciebie martwię.
Sehun nie wytrzymał, wyrwał głowę z dłoni Chana i poderwał się z łóżka, cały się trzęsąc. Próbował się uspokoić, ale na próżno. Zaczął płakać jak małe dziecko. – Ty mnie oskarżasz o egoizm!? Jak ty śmiesz mówić takie rzeczy? Mówiłem ci tyle razy, tyle razy ci to mówiłem, a ty tyle razy mnie odrzucałeś.. A teraz udajesz, że nic nie wiesz.. Jak ty tak możesz? Nienawidzę cię... – Niemal wykrzyczał wszystko, na koniec rzucając w Chana dużą poduszką. Opadł bezsilnie na podłogę i schował twarz w podkulonych nogach, nie mogąc powstrzymać płynących łez. Chan był tak zaskoczony, że na chwilę zamarł w bezruchu. Wstał ze swojego miejsca  i wziął Sehuna na ręce. Położył go na łóżku i mocno przytulił do siebie. Sehun zaczął histeryzować, okładał starszego pięściami, co chwila powtarzając, że go nienawidzi.
– Nienawidzę cię... Nie mogę na ciebie patrzeć, nie mogę patrzeć na twoje szczęście. Wynoś się stąd! Nie mogę na ciebie patrzeć. – Mimo wielu takich komentarzy, Chan ani na chwilę nie puścił Sehuna. Co jakiś czas tylko kojącym głosem szeptał, by się uspokoił. Trzymał mocno Sehuna, który co chwila zalewał się łzami. Po kilkunastu minutach Sehun zamarł w bezruchu, nie miał siły już siły płakać, nie miał już siły na nic. Stracił wiarę we wszystko co dobre, stracił wiarę w to, że kiedykolwiek może być szczęśliwy.
– Tyle razy mówiłem ci o moich uczuciach.. Tyle razy mówiłem ci, że cię kocham. A ty co? Za każdym razem spławiałeś mnie. Za każdym razem powtarzałeś że jestem dzieckiem, że mówię głupoty! Ale to nie były głupoty! Tyle lat to ukrywałem, ale w końcu zebrałem się na odwagę, by to powiedzieć. Jednak to był błąd, bo ty za każdym razem mnie odrzucałeś. A ja mam już tego dość! Nie możesz mi pomóc, a swoim zachowaniem jedynie mnie niszczysz. Musisz dać mi spokój Chan. – Popatrzył prosto w jego oczy, ale po chwili odwrócił wzrok czując kolejny potok napływających łez. – Musisz zostawić mnie w spokoju. Ja nie mogę tak żyć, nie mogę na ciebie patrzeć, nie mogę patrzeć na to, jaki jesteś szczęśliwy. Twoje zachowanie jedynie pogarsza mój stan... Wolę żebyś mnie nienawidził, niż masz się o mnie troszczyć i rozbudzać moje nadzieje na coś, co jest niemożliwe.
Miał zamiar kontynuować swój monolog, który tworzył w głowie od miesięcy, ale uniemożliwił mu to Chan, który ułożył dłonie po obydwu stronach jego głowy i z czułością wpił się w jego usta. Sehun zesztywniał oszołomiony tym, co się dzieje. To, na co czekał tyle czasu. To, o czym marzył i uważał, że niemożliwe właśnie się działo. Czuł to. Chanyeol był tak blisko, całował go. Sehun zacisnął swoje długie palce na włosach hyunga i rozchylił usta przyciągając go do dłuższego pocałunku. Przecież skoro to ich pożegnanie, to musi wykorzystać okazję i nacieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Pocałunek był zachłanny, wypełniony uczuciami, które były tyle czasu skrywane. Po kilku minutach wyczerpującego pocałunku Chan zszedł na szyję Sehuna, pieszcząc ją swoim zwinnym językiem. Sehun drgnął odczuwalnie i mruknął, przyciągając ciało starszego jeszcze bliżej swojego.
– Chan.. Co ty robisz? – wymruczał cicho, zagryzając wargi i opanowując swój rozszalały oddech. Chanyeol podniósł się na rękach, patrząc z góry na młodszego . – Kocham cię. – Wyszeptał cicho, całując z czułością jego czoło, następnie policzki, czubek nosa i usta. – Przepraszam cię, Hunnie, że to tak długo trwało. Wiem, że kochasz każdego z członków zespołu. Nie sądziłem, że miłość do mnie jest czymś wyjątkowym. Przepraszam cię. Przepraszam, że tak przeze mnie cierpiałeś. Jestem zły na siebie, powinienem się domyśleć wcześniej. Przepraszam cię – szeptał cicho, załamującym się głosem. Nie wyobrażał sobie, jak mógł tak bardzo krzywdzić istotę, którą tak bardzo kocha. – Kocham cię.. – pogładził dłonią po klatce piersiowej Sehuna. Położył się obok na łóżku i przyciągnął do siebie młodszego, rozpaczliwie trzymając go przy sobie, całując każdy fragment jego głowy i twarzy. – Przepraszam cię.. Proszę, wybacz mi ,że tak cierpiałeś przeze mnie.
- Nie odrzucaj mnie już... – Wyszeptał Hunnie, wtulając twarz w klatkę piersiową Chana i ściskając go najmocniej jak umiał
- Nie odrzucę, obiecuję. Kocham cię.



Edit: To prawdziwa droga przez mękę... nie mam pojęcia, dlaczego to do jasnej cholery jest na białym tle, ale proszę, po prostu to zignorujcie.

                                                                                         ~ By ciityna

czwartek, 19 listopada 2015

Puszysty internat część 2.

W końcu napisałam kolejny rozdział. Trochę długo mi się z tym zeszło, ale jakoś nie miałam natchnienia do pisania, a jak już zaczęłam, to rozbolała mnie ręka. ;_; Rozdziały są trochę krótkie, ale sądzę, że dzięki temu będą pojawiać się częściej.

                                                                        ***


Przez ostatnich kilka dni w szkole było niemałe zamieszanie. Dyrektor ogłosił pierwsze zadanie, które uczniowie mieli zaliczyć, a przecież każdy chciał wypaść jak najlepiej i zostać doceniony przez nauczycieli. Podczas ostatniego szkolnego apelu pan Choi  zaczął swoją przemowę dość monotonnie. Zaczęto go słuchać dopiero w momencie, kiedy wspomniał o zaliczeniach. Powiedział znudzonym już głosem, że uczniowie z klasy kompozytorskiej muszą wybrać sobie po jednej osobie z grupy wokalnej i napisać dla niej piosenkę. Dodał również, że o szczegółach poinformują ich wychowawcy. Najważniejszą rzeczą w tym wszystkim było dobranie sobie partnera. Współpraca musiała dobrze przebiegać, aby stworzyć utwór, który na długo zapadnie w pamięci słuchaczy. W końcu oceniać owoce ich pracy miały osoby z innych klas, a te mogły być dość wybredne.

Po zakończeniu się apelu każdy zaczął szukać odpowiedniego partnera dla siebie. Takiego, który miałby podobny gust muzyczny i potrafił chociaż cokolwiek zaśpiewać bądź skomponować. Oczywiście nie obeszło się bez przepychanek i małych sporów pomiędzy uczennicami, które koniecznie chciały być w parze z najprzystojniejszymi chłopcami z innych klas.

W momencie, gdy Kiseop wstał, wokół niego pojawiła się spora grupka dziewczyn. Każda z nich zachęcała go, aby wspólnie stworzyli piosenkę. Ten jedynie się uśmiechnął i zwrócił do nich z uprzejmością.
- Wybaczcie, drogie panie. Mam już osobę, z którą chciałbym stworzyć niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju utwór. – Spojrzał w stronę niewysokiego blondyna, który kierował się w ich stronę. Od razu złapał go za rękę, przyciągnął do siebie i objął od tyłu zanurzając się w zagłębieniu jego szyi.
- Kiseooop... – Jeknął przedłużając imię starszego i przejechał dłonią po jego włosach. - Już nawet pomyślałem, że będziesz mnie chciał zastąpić kimś innym
- Przecież wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił. – Wymownie spojrzał na grupkę dziewczyn, które nie wyglądały na zadowolone. Powoli zaczęły kierować się w stronę wyjścia lub do swojej kolejnej ofiary, którą już zdążyły sobie upatrzeć.
Kiseop odwrócił chłopaka tak, że teraz stali twarzą w twarz. Po chwili bezczynnego wpatrywania się w siebie, odezwał się jako pierwszy. - Myślałeś już nad piosenką?
- Jeszcze nie, potem się tym zajmę. – Pokręcił przecząco głową, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Zresztą to i tak nieważne. Z chęcią zaśpiewam każdą piosenkę napisaną przez ciebie.  – Zaśmiał się i złożył krótki pocałunek na jego ustach.

                                                                          ***

Sehun podczas długiej przerwy bezsensownie przechadzał się szkolnymi korytarzami. Wooshin i Taehyung jak zwykle gdzieś zniknęli, a Kevin przymilał się Kiseopowi, więc nie miał nawet z kim porozmawiać. W sumie to każdy z jego znajomych gdzieś wtedy wybywał i nikt nie wiedział gdzie. Ale przecież Oh nie będzie nad tym rozpaczał. Wystarczy mu kilkugodzinne siedzenie razem w ławce. A skoro miał choć chwilę wolnego czasu, to postanowił przeznaczyć ją na trening. W końcu każda okazja jest dobra, żeby poprawić swoje umiejętności. Nawet jeśli taniec wychodził mu bardzo dobrze, to zawsze mógł znaleźć się ktoś lepszy, a tego oczywiście nie chciał. Zawsze pragnął być najlepszy we wszystkim co robił i dążył do wyznaczonych sobie celów.

Skierował się w stronę sali treningowej i od razu przy wejściu zostawił swoją torbę. Po kilkunastominutowej rozgrzewce włączył muzykę i zaczął poruszać się w jej rytm. Jego ruchy były płynne i idealnie pasowały do spokojnego podkładu. Całkowicie zatracił się w tańcu i sam już nie wiedział, jak dużo czasu tam spędził. Liczyła się dla niego tylko teraźniejsza chwila i nic innego nie zaprzątało jego głowy. Z rytmu wybiło go ciche skrzypnięcie drzwi, które usłyszał. Od razu odwrócił się w stronę, z której pochodził dźwięk. W progu ujrzał chłopaka o delikatnych rysach twarzy. Widział do kilka razy na korytarzu i chyba nawet kiedyś przedstawiał mu go Kevin. Nie dałby sobie ręki uciąć, ale chyba był to Baekhyun czy jakaś inna osoba z imieniem zaczynającym się na B. Cóż, nie miał pamięci do imion, a poza tym nie to było w tamtym momencie najważniejsze. Od razu poczuł przypływ irytacji, że ktoś śmiał mu przeszkodzić w treningu.
- Ej, nie wchodź tutaj jak do siebie. – Posłał w jego kierunku niezadowolone spojrzenie. – Poza tym przed otwarciem drzwi wypadałoby zapukać.
- Przepraszam. – Odpowiedział lekko zmieszany chłopak i delikatnie się ukłonił. – I pukałem, tylko widocznie tego nie usłyszałeś.
Oh chciał zrobić krok w jego stronę, jednak nim to wykonał chłopak wyszedł już z sali.


Mieć okazję do porozmawiania z Sehunem i z niej tak łatwo zrezygnować? Musiał przyznać, że mimo wszystko nieznajomy go zainteresował.

                                                                    ***

Po powrocie do swojego pokoju w internacie Sehun od razu zanurzył się w miękkiej pościeli swojego łóżka. Miał ambitny plan, ażeby pójść za chwilę spać, jednak widocznie nie było mu to dane. Już po chwili usłyszał rozlegające się pukanie do drzwi. Nie zareagował, ale widocznie gościowi to nie przeszkadzało i wszedł do środka. Może powinien udać, że już śpi? Nie, to nie wchodziło w grę, bo już po kilku krótkich chwilach Kevin odebrał okrywającą go kołdrę.
- Masz coś konkretnego do powiedzenia, czy po prostu chcesz marnować mój czas? - Od razu się do niego zwrócił.
- Raczej to drugie, bo nic konkretniejszego do powiedzenia nie mam. - Podszedł bliżej i położył się obok niego na łóżku. - Po prostu się za tobą stęskniłem. 
Oh jedynie mruknął coś niewyraźnego w odpowiedzi. 



                      ~ Suigintou

niedziela, 1 listopada 2015

Internat puszystych - rozdział 1.

Postanowiłam zacząć nową serię, ale nie oznacza to, że porzucam pisanie Dziedziców. Po prostu od dłuższego czasu się do tego zbierałam i w końcu zaczęłam działać. Muszę przyznać, że znudziły mi się już te popularne pairingi jak Baekyeole czy Vkooki, więc tym razem trochę pomieszałam. Szczegółów dowiecie się w trakcie czytania, ale na pewno pojawią się tutaj członkowie BTS, EXO, U-Kiss.
Teraz trochę na temat fabuły... Więc historia opowiada o życiu w internacie naszych licealnych bohaterów. Dlaczego jest puszysty? Ano dlatego, bo wszyscy są tam uroczy i słodcy (bynajmniej będę się starać, żeby tacy byli). Nie mam pojęcia, ile będzie rozdziałów. To zależy od mojej weny.
Pierwszy rozdział jest trochę krótki, więc w sumie można go potraktować jako prolog.


                                                                 ***
Seulskie liceum artystyczne było miejscem, do którego każdy, kto wiązał swoją przyszłość ze światłami reflektorów chciałby trafić. Ukończenie tej prestiżowej szkoły dawało gwarancję dostania się do show biznesu, jednak najtrudniejszą rzeczą już na samym początku było przejście egzaminów wstępnych. Trzeba było zaprezentować swoje umiejętności i pokazać się z jak najlepszej strony przed surowym jury, a potem czekać kilka tygodni na decyzję czy się dostałeś, czy oblałeś. Konkurencja była olbrzymia, więc tylko nieliczni byli w stanie rozpocząć naukę w tym liceum. Inni mogli jedynie pomarzyć o sławie i bogactwie.

                                                                   ***
Sehun wraz z rodzicami siedział w salonie ich dużego domu. Wyglądało na to, że przed nimi była dość poważna rozmowa, ponieważ nieczęsto spotykali się w trójkę, aby porozmawiać. Odkąd tylko usiedli, panowała niezręczna cisza. Dopiero po dłuższej chwili pani Oh nie zauważając żadnej inicjatywy ze strony swojego męża zwróciła się w stronę syna.
- Sehun, musimy powiedzieć ci coś ważnego. – Zaczęła mówić spokojnym głosem, jednak wyglądało na to, że nastolatek nie był zainteresowany tą rozmową. Siedział wygodnie w fotelu i tylko myślał, kiedy będzie mógł wrócić do swojego pokoju i w końcu odpocząć.
- Widzę, że ci się nudzi, więc powiem to prosto i dosadnie. Po wakacjach przenosisz się do nowej szkoły. – Ojciec zwrócił się bezpośrednio do syna. – Naprawdę mamy już dość ciągłych skarg i twojego zachowania.
Prawdą było to, że Sehun nigdy nie przejmował się szkołą ani nauką. W sumie nie musiał nawet tego robić, bo jako syn bogatego biznesmena, który sponsorował szkołę, za każdym razem miał taryfy ulgowe. Ponadto zawsze ‘’dziwnym trafem’’ dostawał dobre oceny, nawet jeśli nie zajrzał do podręcznika ani zeszytu. Od małego miał świadomość, że jest lepszy od wszystkich innych osób stąpających po tym świecie. Nie musiał się martwić ani teraźniejszością, ani przyszłością. Miał ją zapewnioną, ponieważ ojciec po swojej śmierci na pewno przepisze na niego swoją firmę. W końcu to przywilej bycia jedynakiem.
- Mamy nadzieję, że może dzięki temu chociaż trochę zmieni się twoja postawa. – Matka sama nie do końca wierzyła w swoje słowa, ale miała nadzieję, że ta decyzja będzie dobra. Chciała, żeby jej jedyny i ukochany, ale zarazem brutalny i cyniczny syn odrobinę się zmienił. Z jednej strony kochała go całym sercem, ale wiedziała, że jego osobowość i zachowanie są nieodpowiednie. – Sehun, poroszę cię, powiedz coś.
- W porządku. I tak nie robi mi to różnicy. – Wiedział, że nowa szkoła na pewno niczym nie różni się od poprzedniej, więc nawet nie było powodu, żeby się tym przejmować.
- Jeśli tak mówisz… - Kobieta westchnęła cicho i kontynuowała. – To liceum artystyczne. Musisz jedynie przejść egzaminy wstępne, ale sądzę, że z twoim talentem do tańca nie będzie to żadnym problemem.
Sehun już nie odpowiedział, tylko pokiwał głową na znak zrozumienia. Jeśli to szkoła artystyczna, to przynajmniej nie będzie musiał męczyć się z fizyką czy chemią. Nawet mu to odpowiadało, bo mimo, że był zdolnym dzieckiem, to nie chciał całymi dniami męczyć się z równaniami i zadaniami.
Po skończonej rozmowie w końcu mógł iść do swojego pokoju. Nie miał zamiaru robić niczego ambitnego, po prostu najzwyczajniej w świecie położył się spać.

                                                                        ***

Prawdę mówiąc, gdy nic się nie robi, to czas mija bardzo szybko. Tak samo było z wakacjami. Nim Sehun się spostrzegł, już stał przed drzwiami internatu. Szkoła oddalona była od jego domu dobrych paręset kilometrów, a nie mając ochoty na codzienne dojazdy, postanowił zamieszkać w tymże internacie. Jedyną pocieszającą rzeczą było to, że pokoje urządzone były w bardzo dobrym stylu. Zazwyczaj były one dwuosobowe, ale na specjalne życzenie, Oh dostał pokój jednoosobowy. Wszystkie sypialnie na drugim piętrze przeznaczone były dla uczniów uczęszczających do pierwszych klas. Wychowawcy mieli nadzieję, że to bardziej ich zintegruje.
Tak jak się spodziewał, szkoła nie była jakoś szczególnie dla niego interesująca. Klasy były podzielone według profilów, które przy przesłuchaniach kandydat sobie wybierał. Czarnowłosy należał do klasy tanecznej, ale były też takie kierunki jak kompozytorstwo i klasy dla wokalistów. Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie i dopasować się do odpowiedniej grupy.
Jak zwykle napotykał dziewczyny, a nawet i chłopaków, którzy po cichu do niego wzdychali. W sumie im się nie dziwił. Czasami miał te swoje narcystyczne zapędy i przyznawał wtedy, że jest naprawdę przystojny. Na nieszczęście dla tych niewiast i niewinnych duszyczek, nie miał zamiaru się nimi interesować. Swoje życie dedykował łamaniu ich serc. Bawiły go wyrazy twarzy osób, które wyznawały mu miłość, a on mówił im, że nie mają na co liczyć. Nieraz doprowadził do płaczu jakąś cnotkę, która miała nadzieję na szkolny romansik.  No cóż, źle trafiały. Jeśli chciały przeżyć wielkie love story, to powinny poszukać sobie jakiegoś lalusia, jak na przykład przewodniczącego, którego zdążył poznać już pierwszego dnia szkoły. Przedstawił się jako Myungsoo, ale każdy w skrócie zwracał się do niego L.

                                                                      ***


Oh spędził już w tamtej szkole kilka miesięcy. Powoli zaczął przyzwyczajać się do białego mundurka i panujących tam zasad. Na początku starał się nie zadawać z innymi, bo wiedział, że nie ma to sensu. Przecież każdy przyjaciel może być potencjalnym wrogiem, a tych nie chciał mieć. Oczywiście znalazło się kilka wyjątkowych osób, które potrafiły przełamać jego barierę stworzoną z niechęci do innych ludzi.



           ~ Suigintou

poniedziałek, 14 września 2015

Candle

Postanowiłam napisać historię na faktach autentycznych. To, co opisałam wydarzyło się naprawdę w mojej bursie i w moim pokoju. Po prostu zmieniłam bohaterów na tych z EXO i BTS :D 
Teraz pośmiejmy się z naszej głupoty i naiwności. 

Sehun wrócił do busy po długim i dość męczącym dniu w szkole. Mimo, że dopiero dwa tygodnie temu rozpoczął się nowy rok szkolny, to miał już zapowiedzianych kilka sprawdzianów i kartkówek. Jakby tego było mało, nauczyciele pytali na każdej lekcji i stawiali z tego oceny. Program nauczania w liceum był nieco przerażający w porównaniu do gimnazjum. Materiał do nauki był o wiele bardziej obszerny, a żeby odpowiedzieć na pytania z testu, trzeba było wykazać się logicznym myśleniem i inteligencją. Samo nauczenie się na pamięć kilku regułek już nie wystarczało. Czuł, że czeka go cudowne, licealne życie z zarwanymi nocami i stosem książek na biurku. Nawet nie miał czasu, aby wyjść gdzieś z przyjaciółmi ze starej szkoły, z którymi kiedyś był bardzo blisko. Bądź co bądź, nawet jeśli kiedyś ich relacje były bardzo dobre, to duża odległość i jedynie wymienienie kilku wiadomości na portalach społecznościowych sprawiły, że zaczynali się od siebie oddalać. Na szczęście nowa szkoła i nowe miejsce mogą sprawić, że poznamy więcej osób, z którymi znajdziemy wspólny język. Sehun od razu na rozpoczęciu roku poznał nowe osoby, więc na samotność w klasie nie mógł narzekać.  
Jako, że szkoła była oddalona o czterdzieści kilometrów od jego domu, to był zmuszony, aby zamieszkać w bursie. Wróć, szkolnym schronisku młodzieżowym, bo tak to się ładnie nazywa.  Już pod koniec wakacji niesamowicie się stresował tym, że nie zaklimatyzuje się w nowym miejscu i w głowie miał najgorsze scenariusze. Całe szczęście okazało się, że wychowawcy byli mili i skorzy do pomocy, a on sam zamieszkał w pokoju z niejakim Taehyungiem, który już od pierwszego dnia otoczył go opieką. Wszystko było zupełnie inne, niż to sobie pierwotnie wyobrażał. Ich pokój był mały, ale przytulny. Wystarczyło kilka drobiazgów i wnętrze stało się bardziej przekonujące. Zaraz po przyjeździe zapoznał się z większością osób z sąsiadujących pokojów. Co prawda, nie zapamiętał prawie żadnego z imion, ale starał się to nadrobić. W końcu z czasem będzie musiał ich zapamiętać, skoro widują się codziennie i często rozmawiają.
Jak już wcześniej było wspomniane, rok szkolny dopiero co się zaczął, ale Sehun już stworzył wiele bardziej lub mniej ciekawych wspomnień. Nigdy nie spodziewał się, że mieszkanie w bursie może być takim cudownym przeżyciem.

                                                                                ***
Po kolacji i wieczornym prysznicu Oh był już w swoim pokoju. Była niedziela, więc przyjechał dopiero po osiemnastej i miał jeszcze dużo czasu, aby w spokoju zająć się zadaniami domowymi. Jego współlokator robił to samo. Był w klasie matematycznej, więc oczywistym było, że miał więcej nauki z przedmiotów ścisłych niż Sehun, który dołączył do grupy humanistycznej i dzień w dzień uczył się o Pierwszej Wojnie Światowej. Ile można wałkować przyczyny i skutki? Trzy lekcje? Nie, to zdecydowanie za mało. Wychowawczyni zapewne chciała, żeby jej uczniowie wiedzieli wszystko to, co zupełnie niepotrzebne. W końcu komu do szczęścia potrzebne wynalazki wojenne? Mniejsza o to. Gdy skończyli to, co mieli zrobić, oboje usiedli na łóżku i zaczęli się niesamowicie nudzić. Mimo wszystko, nawet tutaj człowieka mogła dopaść nuda. Po chwili jednak rozległo się pukanie do drzwi.
- Otwarte. – Taehyung powiedział zerkając w stronę drzwi. Do pokoju weszli dwaj chłopacy, którzy mieszkali w pokoju obok.
- Widzę, że i wy nie macie nic ciekawego do roboty. – Zaśmiał się brunet, którego imię zostało zapamiętane – Hoseok.
- To chyba normalne. Jeszcze wszyscy nie przyjechali, więc aktualnie jedyne co nam pozostaje, to siedzenie przed ekranem laptopa, bądź ewentualnie wyświetlaczem telefonu. – Hoseok spojrzał na Sehuna i usiadł przy niedużym stoliku w rogu pokoju. Jego przyjaciel uczynił to samo i zaczął bawić się świeczką, która tam stała.
- Jesteś Jimin, co nie? – Oh wolał zapytać tak dla pewności. W sumie lepsze to, niż nazwanie go potem jakimś Zygmuntem.
- Tak. Widzę, że ciężko ci przychodzi zapamiętywanie imion.
- Każdemu morze się zdarzyć, gdy nagle musi zapamiętać trzydzieści osób. – Odparł bez wyrzutów.
- Już, już. Skończcie to, bo za chwilę będzie nieciekawie. Jeszcze nam brakuje tego, żeby Jimin rzucił jakiś urok. – Taehyung wyszczerzył się i wygodniej usiadł na łóżku. Po chwili zauważył zdezorientowany wzrok Sehuna i stwierdził, że powinien mu wytłumaczyć, co miał na myśli. – Chodziło mi o to, że Park praktykuje magię. W sumie wróżył mi już kilka razy i według niego nie powinienem żyć dłużej, niż sześćdziesiąt lat. W sumie szkoda, bo mam jeszcze sporo do zrobienia w życiu.
- Naprawdę bawisz się w wróżenie, magię, karty tarota i inne takie? – Zapytał nieco bardziej zaciekawiony.
- To całkiem zabawne. Rzucanie uroków, widzenie ludzkiej aury. Może nawet czytanie w myślach? – Powiedział bardziej do siebie, niż do zgromadzonych.
- Oh, widzę, że szafa wam się popsuła. – Wszyscy spojrzeli na Hoseoka, który ni stąd ni zowąd zaczął mówić o meblach. Podszedł do niej i zaczął ją uważniej oglądać. – Może wam ją naprawić? – Gdy nie usłyszał sprzeciwu sięgnął do klamki od drzwi. – Tylko pójdę po młotek.
Wrócił po kilku minutach z narzędziem w ręku. Siedzieli dosyć długo i nim się obejrzeli, było już po północy. Podczas rozmowy, Hoseok przypomniał sobie o tym, co miał zrobić. Nikt normalny nie naprawiałby szały o tej porze, ale w tym miejscu nikt do normalnych nie należał. Jung zaczął uderzać młotkiem o mebel, co spowodowało głośny hałas. Wywołało to falę śmiechu i nikt nie przejmował się osobami, które być może próbowały teraz usnąć. Gdy Hobi był już w końcowej fazie reperowania szafy, w pomieszczeniu rozległo się pukanie.
- Otwórzcie drzwi. – Każdy ze zgromadzonych oniemiał, gdy usłyszał głos wychowawczyni. Każdy już zorientował się, że pewnie spotkają się z kolejną nieprzyjemną sytuacją. Jimin szybko schował się za drugą z szaf, a Hoseok położył młotek w niewidocznym miejscu i przekręcił zamek, wpuszczając kobietę do środka.
- Czy wy jesteście normalni? Aż na dole was słychać. – Zdecydowanie nie wyglądała na zadowoloną. Widocznie został zakłócony jej sen. – Jutro składam na was skargę do dyrekcji.  – Nie czekała na żadną odpowiedź i po swoim monologu wyszła na korytarz. Drzwi zostały z powrotem zamknięte i rozległa się fala śmiechu.
- Znów będziemy mieć problemy… - Tae podniósł się z łóżka i spojrzał na Jimina, który wyłaniał się zza szafy i przeszedł obok stolika.
- Już się do tego przyzwyczailiśmy. Mam tylko nadzieję, że tym razem nas nie wyrzucą.
- Dobra, dobra. Idźcie już, bo znów się o coś przyczepią. – Sehun wyprosił gości z pomieszczenia i został w pokoju sam z Tae.  – Chyba powinniśmy już iść spać.
Taehyung jedynie przytaknął głową i położył się w łóżku. Blondyn zgasił światło i zrobił to samo, kładąc się przy starszym.
 - Muszę jeszcze wstać po telefon. – Rudowłosy wygrzebał się z pościeli i ruszył w stronę stolika, na którym leżała jego komórka. Chwilę później w pokoju rozległ się jego krzyk.
- Co się stało? -  Sehun teraz już rozbudzony zmienił swoją pozycję na siedzącą.
- Ten stolik się poruszył. – Tae czując na sobie nieufne spojrzenie kontynuował dalej. – No naprawdę. Ja tam sobie stoję, biorę ten telefon, a on się przysunął do ściany. – Od razu to zademonstrował i wrócił z przerażeniem na swoje miejsce.
Po krótkiej wymianie zdań doszli do wniosku, że coś musiało być nie tak. W końcu meble same się nie poruszają, a rudowłosy zarzekał się, że nawet go nie dotknął, tylko stał obok. Z jednej strony wydawało się to śmieszne, ale z drugiej strony, gdy byli sami w pokoju, wydawało się to z lekka przerażające i niepokojące.
Koniec końców stwierdzili, że winowajcą musi być Jimin, który był najdziwniejszy z całego grona. W końcu nie można było ufać tym jego czarom i klątwom. Kto wie, co on zrobił z tym stołem. Chociaż nie o sam stolik tutaj chodziło. Ważniejsza była świeczka, która wcześniej na nim stała, a ów chłopak cały czas się nią bawił i widocznie coś na niej rysował. Taehyung wziął do ręki świeczkę, ale nie dostrzegłszy na niej nic dziwnego, skierował się do pokoju Jimina. Niemal siłą go wyciągnął i przyprowadził na miejsce tajemniczego wypadku. Ze szczegółami opowiedział wszystko i czekał na reakcję przybysza.
- Nie zrobiłem nic szczególnego. Narysowałem tylko sześć linii na świeczce. – Stwierdził z uśmiechem na twarzy obracając świeczkę w ręce.
- Jakich sześć linii? O czym ty mówisz? – Jimin widocznie nie był skory do udzielenia tej informacji. Odstawił przedmiot na swoje miejsce i miał zamiar wyjść z pokoju.
- Gdzie idziesz? Zabieraj ze sobą tą świeczkę. – Taehyung wyciągnął ją w jego stronę, ale widząc brak reakcji, dodał nieco ostrzej. – Zabieraj to, albo wywalę ją przez okno.
- Dobra, dobra. – Park zabrał świeczkę i wrócił do swojego pokoju.
Sehun obserwował całą sytuację z daleka i jedyne co mu pozostało, to śmianie się z własnej głupoty i naiwności. W tamtej chwili sam nie wiedział, jak powinien się zachować. Przez głupią świeczkę i stolik najedli się strachu i wyszli na tchórzy. Ale cóż, stwierdzili, że lepiej być tchórzem, niż spać w jednym miejscu z nawiedzonym stołem.
W pewnym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i pojawił się w nich Kai.
- Hej, nie żeby coś, ale wy tak na serio z tymi urokami? – Spojrzał na nich nieco zdegustowany. Jedyne, co im pozostało, to wbicie swojego wzroku w podłogę.
- No przecież każdy by się przestraszył. – Sehun postanowił przerwać krępującą ciszę.

- Byłem przed chwilą u chłopaków i mówili, że Jimin przez przypadek przekręcił stolik, gdy wychodził zza szafy. Jak przechodził obok, to go trącił i niestabilnie postawił. Przez to potem się przesunął. 

                            ~ Suigintou