Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dziedzice część 6.

Umieram przez tych Dziedziców, ale w końcu napisałam kolejny rozdział. 
Po pierwsze, przyznam się bez bicia, że kompletnie zapomniałam o tej serii. Po drugie, gdy już chciałam zabrać się za pisanie, to w ogóle nie wiedziałam na czym skończyłam i musiałam czytać wszystko od początku.  Poza tym co ja tam wymyślałam. „Bar Tutti Frutti” xD 
Zapraszam do czytania. 



środa, 23 września 2015

Dziedzice część 5.

        Następnego ranka Baekhyun po ubraniu się i wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności wyszedł ze swojego pokoju. Od razu jego oczom ukazał się właściciel, który schodził na dół mając założony plecak. Gdy był już tylko kilka kroków od niego, zaczął rozmowę.
- Twój dom wygląda bardzo ładnie o poranku. – Nie usłyszał odpowiedzi i poczuł się nieco zignorowany.  – Wychodzisz gdzieś?
- Do szkoły.
- Więc jednak nie jesteś żadnym dilerem narkotyków, tylko uczniem… - Bae jakby nagle zrozumiał całą sytuację.  - Zawsze chciałem zobaczyć, jak wygląda szkoła w innym kraju. Zaczekaj na mnie moment. – Szybkim krokiem skierował się w stronę swojego pokoju.
- Gdzie się wybierasz? – Zatrzymał go w ostatniej chwili.
- Przecież nie możesz zostawić obcej osoby samej w domu, więc pójdę z tobą. Poczekaj chwilę, wezmę tylko parę rzeczy.
- Zostań. – Chanyeol krzyknął w jego kierunku, gdy ten chciał już przekroczyć próg pokoju.- Zostań, dopóki nie wrócę ze szkoły. W końcu i tak nie masz dokąd pójść.
- Mogę iść do brata…
- Wiesz, że bar otwierają dopiero na wieczór? – Byun pokiwał niemrawo głową.  – A tutaj nawet nie jeżdżą żadne autobusy, bo wszyscy mają swoje samochody... Więc chyba naprawdę najlepszą opcją będzie, żebyś pojechał ze mną do szkoły.
- W porządku. – Zniknął za drzwiami z szerokim uśmiechem na ustach.


                                                                   ***


Tak jak spodziewał się Baekhyun, szkoła wyglądała jak wyjęta z pierwszego lepszego serialu amerykańskiego. Budynek był dość okazały i  gdzieniegdzie można było dostrzec skąpo ubrane cheerleaderki. Niektóre osoby wyróżniały się ekstrawagandzkim wyglądem i różnorodnymi dodatkami. Nie sposób było nie zwrócić na nich uwagi. Widocznie popularne były kolorowe włosy i ciemne ubrania.

Baekhyun obserwował otoczenie siedząc na jednej z ławek przed szkołą. Czekał na Chanyeola, który w tamtej chwili miał wykłady i nie mógł być razem z nim. Obserwując tych studentów zdał sobie sprawę, że trochę im zazdrościł. W końcu kto nie chciałby studiować w Stanach i to jeszcze na tak prestiżowej uczelni? Zapewne było tam dużo nauki, jednak każdy wyglądał, jakby mimo wszystko cieszył się, że tam przebywał.

- Na co tak patrzysz? – Od razu wstał i odwrócił się w stronę osoby, której głos usłyszał.
- Po prostu przyglądam się szczęśliwym dzieciakom.  – Znów skierował całą swoją uwagę na uczniów.  - Powinienem już iść. Dziękuję, że pokazałeś mi szkołę. Po bagaż wrócę do ciebie wieczorem.
- Pójdziesz do brata? – Zapytał nieco bardziej zainteresowany.
- Tak, powinienem.  I muszę odzyskać pieniądze mamy. – Kiedy zauważył, że wyższy jedynie na niego spogląda i się nie odzywa, zaczął mówić dalej. – Więc, do zobaczenia. – Odwrócił się na pięcie i zaczął wspinać się po schodach, przy których przed chwilą się znajdował.
- Na pewno wiesz, w którą stronę masz iść? – Baekhyun z przekonaniem pokiwał głową i wskazał ręką przed siebie.
 Tak, jasne. – Chanyeol złapał go za ramiona i odwrócił w przeciwną stronę. – Pójdę z tobą.
- Nie masz teraz zajęć?
- I tak nie lubię matematyki, więc nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia.
- Ja uwielbiam matematykę.
- Oszalałeś. – Zaśmiał się pod nosem i przyspieszył kroku.

                                                                         ***

Po kilku godzinach udali się do miejsca, w którym jeszcze niedawno pracował Chen. Po rozmowie z właścicielem okazało się, że jakiś czas temu się zwolnił bez żadnego konkretnego powodu. Wysłał jedynie wiadomość, że nie będzie przychodził do pracy.

- Nie mogę uwierzyć, że po prostu uciekł z tymi pieniędzmi. – Byun powiedział bardziej do siebie, gdy wyszli już z baru.
- Spodziewałeś się czegoś innego? – Chanyeol mimo tego, w jakiej sytuacji teraz byli, nie próbował go pocieszać, ponieważ wiedział, że i tak na nic by się to nie zdało.  Nie było sensu, aby go okłamywać i mówić, że będzie lepiej., skoro wcale się na to nie zapowiadało.
Kilka sekund później rozległ się dźwięk telefonu. Wyższy chłopak sięgnął do swojej kieszeni, aby wyjąć urządzenie, jednak po chwili patrzenia na ekran odrzucił połączenie.
- Nie zamierzasz odebrać?
- To nic szczególnego. Tylko kolejne zamówienie na prochy.

                                                                           ***


  Kai zatrzymał się w jednym z najdroższych hoteli w Stanach. Pochodził z bogatej rodziny, więc przebywanie w luksusowych miejscach było dla niego codziennością. Przyjechał tam zaledwie kilka dni temu, a już była pewna osoba, która zaczynała go lekko irytować. Mianowicie był to Chanyeol, który nie fatygował się nawet, aby odebrać od niego telefon. Mimo, że niedługo miała być rocznica ich zaręczyn, to widocznie tylko jedna ze stron była tym zainteresowana. 



                           ~ Suigintou


środa, 16 września 2015

Dziedzice część 4.

  Po kilku minutach jazdy byli już przed domem Chena i Baekhyun wyciągał swoją walizkę z tylnego siedzenia samochodu.
- Zadzwonię do ciebie trzy razy, żeby wiedzieć, kiedy będę mógł odebrać mój paszport. I dziękuję za podwózkę.  – Zamknął drzwi auta i ruszył w kierunku głównego wejścia do domu. Zapukał, ale odpowiedziała mu jedynie głucha cisza. Wyglądało na to, że nikogo nie było w środku.
Chanyeol uważnie go obserwował i po chwili wyszedł z samochodu. W pewnym stopniu czuł się za niego odpowiedzialny. Nie chciał go zostawiać na pastwię losu jak nie chciał również, aby stała mu się krzywda. Gdyby coś się wydarzyło, to miałby go na sumieniu przez to, że po prostu go zostawił – Masz zamiar tu czekać, nawet jeśli nie ma nikogo w domu?
- Na pewno zaraz wróci. Może poszedł do sklepu.
- Słyszałeś o tym, że ulice nocą w Stanach nie wyglądają zbyt ciekawie i przyjaźnie? – Byun już otwierał buzię, aby się odezwać, ale ten od razu mu przerwał. – Myślisz, że on wróci do domu po tym jak zwiał z pieniędzmi?
- Na pewno wróci… - W jego głosie słychać było niepewność.
- Więc w porządku. Czekaj dalej. – Z powrotem znalazł się w swoim samochodzie. Zapiął pas bezpieczeństwa i odjechał nie spoglądając nawet na stojącego niedaleko chłopaka. Przynajmniej próbował mu pomóc. To już nie jego problem, jeśli ta pomoc została odrzucona.
Zaczynało się już ściemniać, a Baekhyun został sam przed domem osoby, której najwyżej nie śpieszyło się z powrotem. Tak jak mówił Chanyeol, okolica nie była przyjazna. Obskurną ulicę oświecały jedynie rzadko ustawione latarnie, ale nawet dzięki nim nie można było dostrzec tego, co skrywało się w mrocznych zakamarkach. Chłopak usiadł na ziemi i nie mając lepszego zajęcia, zaczął wpatrywać się w gwiazdy. Tej nocy lśniły jasno na nieboskłonie i przypominały mu o tych najgorszych rzeczach. O wyjeździe z Korei, kłótni z matką, potem z bratem. Znów zaczął wprawiać się w nostalgiczny nastrój i rozmyślać o swojej przyszłości, która kolorowo się nie zapowiadała. W pewnym sensie przypominała tą pokrytą mrokiem noc. Nie widzisz, co jest przed tobą i jedyne, co ci pozostaje, to błądzenie bez celu. Na niebie jedynie możesz dostrzec gwiazdy, które oświetlają twoją sylwetkę. W pewnym sensie takimi gwiazdami mogą być twoi bliscy, którzy zawsze potrzymają ci latarkę, abyś się w tym mroku nie potknął i nie zrobił sobie krzywdy.
Te pseudo głębokie rozważania przerwała mu grupka osób, która była najzwyczajniej w świecie wstawiona. Rzucali w jego stronę jakieś pijackie teksty, które ledwo można było zrozumieć. Byunowi w ogóle się to nie podobało. Najchętniej wróciłby teraz do domu, do Korei oczywiście. Już bardziej podobała mu się opcja spędzenia całego dnia pracując w kawiarni, niż nocy na tej ulicy z jakimś nieciekawym towarzystwem. Na całe szczęście nie zatrzymali się na długo i już po kilku chwilach poszli dalej.
Bae usłyszał odgłos jadącego samochodu i jasne światła reflektorów. Podniósł się i zobaczył nikogo innego, tylko Chanyeola. Ten zatrzymał się tuż obok chodnika.
- Chcesz do mnie pojechać? – Zaproponował to z dość obojętnym wyrazem twarzy.
Baekhyun nie spodziewał takich słów. Chłopak, którego poznał raptem kilka godzin temu, teraz proponował mu nocleg. Z jednej strony dalej pozostawał nieznajomym, który był niewiadomo do czego zdolny, ale z drugiej lepsze spędzenie nocy u niego, niż na chodniku. Pokiwał więc tylko głową, nie będąc zdolnym do żadnej innej reakcji.

                                                                           ***

Gdy dotarli na miejsce, Baekhyun był w niemałym szoku. Nigdy nie przypuszczałby, że chłopak może mieszkać w tak drogim i luksusowym domu. Przez duże okna można było zobaczyć całą okolicę. Podążał za właścicielem, nadal nie mogąc wyjść z podziwu.
- Nie ma tu twojej rodziny? – Odezwał się, gdy weszli do salonu.
- Nie, mieszkam sam. – Powiedział to w taki sposób, jakby było najnormalniejszą rzeczą na świecie. No tak, w końcu każdy nastolatek w tych czasach mieszka w luksusowym apartamencie. Sam. Bez rodziców. To zupełnie normalne.
- Kim ty jesteś?
- Co masz na myśli?
- To nie jest normalne, że masz tyle pieniędzy, aby mieszkać w takim miejscu. Jesteś jakimś dilerem narkotyków?  - Powoli zaczynał żałować, że w ogóle przyjechał do tego domu. Ten chłopak na pewno był jakimś przestępcą lub kimś podobnym. Może nawet handel ludźmi? Kto wie, co takim osobom chodzi po głowie. Zaczynał martwić się o własne życie i zdrowie.
- Teraz masz zamiar zrobić ze mnie dilera narkotyków? – Był wyraźnie rozbawiony tymi oskarżeniami.
- To całkiem prawdopodobne. Nawet znałeś tego policjanta, który zabrał mój paszport.
- Masz rację.. – Wstał z kanapy, na której wcześniej przysiadł i ruszył w stronę niższego chłopaka cały czas patrząc mu prosto w oczy. Z pewnym siebie wyrazem twarzy zaczął podchodzić coraz bliżej. - Ale dlaczego uważasz, że tylko tym się zajmuję?
W tamtej chwili Baekhyun był już na sto procent pewny, że przebywanie Chanyeolem nie było dobrym wyjściem. Jego twarz w tamtej chwili na pewno wyrażała jedno, wielkie ’’co?”. Park zdecydowanie do normalnych nie należał. Można nawet rzec, że jego zachowanie było lekko niepokojące.
- Obie nerki masz zdrowe?
- Ostrzegam cię. Jeśli zrobisz jeszcze jeden krok, to tego pożałujesz. – Z przerażonym spojrzeniem zaczął cofać się do tyłu i po kilku krokach poczuł drzwi za swoimi plecami.
- Tu jest twój pokój. – Chanyeol pociągnął za klamkę i otworzył drzwi wpuszczając drugiego do środka. – Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebować.
Byun od razu wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Rozejrzał się w środku i musiał przyznać, że wnętrze było bardzo przytulne i dobrze urządzone. Jego uwagę przykuł telefon, który leżał na szafce przy łóżku. Od razu pomyślał, że powinien zadzwonić do swojej matki. Nawet, jeśli wcześniej się pokłócili, to pewnie teraz się o niego martwiła. Wziął urządzenie do ręki i szybko wybrał numer. Po drugim sygnale usłyszał głos swojej rodzicielki.
- Mamo, przepraszam, że nie dzwoniłem tak długo. Spotkałem się z Chenem i niewiele się zmienił od czasu, kiedy ostatni raz się widzieliśmy. Jestem teraz u niego w domu. – Wiedział, że nie powinien kłamać, ale czy miał inne wyjście? Przecież nie mógł powiedzieć prawdy, bo kobieta by się załamała. Żadna matka nie chciałaby usłyszeć, że jej syn jest kłamcą. Lepiej było skłamać ten jeden raz dla jej dobra. Nim się obejrzał, zaczął dalej brnąć w swoje kłamstwa. Ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Zakończyła się po paru minutach, ponieważ Baekhyun nie był pewny, czy będzie w stanie zapanować nad swoim drżącym głosem.
Po rozłączeniu się i odłożeniu telefonu zauważył, że nie jest sam w pokoju. W drzwiach stał Chanyeol i opierał się o ich framugę.
- Co ty robisz? Nawet nie zapukasz? – Powiedział od razu, gdy go dostrzegł.  – Wiem, że jesteś w swoim domu, ale mimo wszystko wypadałoby pukać.
Chanyeol podał mu talerz, na którym znajdowała się apetycznie wyglądająca kanapka. Chłopak od razu ją wziął.
- Jak masz na imię?
- Zapomniałem ci podziękować za nocleg i jedzenie…  - W jego głowie od razu pojawiła się myśl, że psychopatom i seryjnym mordercom nie można podawać swoich danych osobowych, więc wymyślił jakiś pretekst, aby zmienić temat. Podasz tylko swoje imię, a oni cię znajdą nawet na drugim końcu świata.
- To dosyć długie imię. – Nie był zbyt zadowolony faktem, że chłopak nie chciał nawet powiedzieć, jakie jest jego imię, ale nie mógł nic na to poradzić. Przecież siłą go zmuszać nie będzie. – I nie musisz mi dziękować. Robię to w ramach rekompensaty za sytuację z mączką i paszportem.  A poza tym, to niezły z ciebie kłamca.
- Podsłuchiwałeś? Dlaczego to zrobiłeś? – Tak, on na pewno był dziwny. Zaprosił do swojego domu i podsłuchuje rozmowy.
- Po prostu rzadko słyszę tu czyjś głos. – Powoli zaczął zmierzać w stronę wyjścia z pokoju.- Powinieneś szybko zjeść tą kanapkę. Jest dobra na nerki.
- Przestań mówić takie rzeczy!

Chanyeol z wielkim uśmiechem na twarzy wyszedł zamykając  za sobą drzwi. 


          ~ Suigintou

środa, 9 września 2015

Dziedzice część 2.

 Drugi rozdział serii Dziedzice.

                                                                          ***

Kalifornia jest miejscem, do którego zostałem wysłany przez moją rodzinę. W aktualnej chwili jestem niczym uczony na wygnaniu. Już nieraz myślałem, że powinienem się zbuntować, jednak po dłuższym rozmyślaniu przychodziła mi do głowy kolejna myśl. Co by mi to dało? Mimo, że byłem z dala od moich bliskich, to niczego poza tym mi nie brakowało. Mieszkałem w dużym domu, na którego kupno stać jedynie najbogatszych biznesmenów z Seulu. Swój własny samochód, opłacone studia. Uczelnia, o której prości ludzie mogli jedynie pomarzyć.
Mimo, że miałem wszystko, czego zapragnąłem, to jak każdy nastolatek lubiłem imprezować. Przez niektóre z moich wybryków zacząłem mieć drobne problemy z prawem. W pewnym momencie pojawił się nawet gliniarz, który wiecznie miał mnie na oku. Na dodatek zawsze ściągałem na siebie uwagę w szkole. Ostatnio nawet nauczyłem się, jak doprowadzać moją matkę z Seulu do płaczu.

Z rozmyślań wyrwał go Xiumin, który bez pukania wszedł do pokoju. Był zaufanym przyjacielem, więc posiadał klucze od domu i dość często w nim przebywał.
- Chanyeol, ktoś od dłuższego czasu do ciebie wydzwania. – Rzucił telefon w stronę młodszego, który sprawnie go złapał. – Leżał w salonie.
- Dzięki. – Spojrzał na ekran komórki, ale od razu odrzucił połączenie, kiedy zauważył, że Kai znów do niego dzwonił. Nie miał ochoty z nim rozmawiać, więc nieodbieranie było w tym przypadku najlepszą opcją.
- Nie zamierzasz odbierać? – Xiumin spojrzał na niego lekko zdziwiony.
- Nie. I tak wiem , kto dzwoni.  – Chanyeol zamknął swój pamiętnik i podniósł się z łóżka. – To mój narzeczony i albo wsiada do samolotu, albo już w nim jest, albo właśnie wylądował. Zapewne przyjeżdża tutaj, bo niedługo zbliża się rocznica naszych zaręczyn. Żadna niespodzianka, więc nawet nie muszę odbierać.
Xiumin nie odpowiedział. Przytaknął jedynie głową na znak tego, że rozumie, co przyjaciel miał na myśli.
                                                                                       ***

Po kilkunastu minutach marszu, Baekhyun dotarł pod dom swojego brata. W pierwszym momencie był lekko rozczarowany, ponieważ inaczej wyobrażał sobie miejsce, w którym mieszka Chena. Uschnięte i powiędłe kwiaty w ogóle nie pasowały mu do otoczenia. Nie chciał jednak wysnuwać zbyt pochopnych wniosków, więc po chwili patrzenia na budynek od zewnątrz, zapukał do drzwi.
- Hyung, to ja. Otwórz drzwi.
Kilka chwil później drzwi otworzyły się i ujrzał w nich młodą kobietę. Na oko wyglądała na dwadzieścia, może maksymalnie dwadzieścia pięć lat. Ubrana była w różową bluzkę i krótką spódniczkę. Baekhyun stał oszołomiony wpatrując się w nieznajomą. Nie spodziewał się takiego widoku. Był pewien, że drzwi otworzy mu brat.
- C-Czy mieszka tu Chen? – To było jedyne, co udało mu się wydukać, gdy minął pierwszy szok.
- Ty jesteś Baekhyun? – Kobieta po chwili samego patrzenia prosto w oczy, odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Również wyglądała na zdziwioną, ale wydawało się, że kojarzyła kim jest chłopak.
Ten mruknął jedynie ciche ‘’tak’’ i gestem ręki został zaproszony do środka. Gdy przekroczył próg domu, był jeszcze bardziej zawiedziony. Wnętrze było nieposprzątane, wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu i ubrania. Nawet obrazy nie były na swoim miejscu, tylko leżały gdzieś na podłodze. Nie było też za wiele miejsca, aby swobodnie się poruszać, o żadnym krześle już nie wspominając. Baekhyun rozglądał się na wszystkie strony. To przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Nieraz, gdy rozmawiał z Chenem przez telefon, to ten opowiadał mu, w jakim pięknym domu mieszka. Jego opowieści różniły się od rzeczywistości. Różniły się to nawet mało powiedziane. Nie odzwierciedlały tego miejsca w ani jednym procencie.
Dopiero po krótkiej chwili zauważył, że w środku jest też jakiś mężczyzna. Wyglądał na pijanego i awanturował się z kobietą, która wpuściła go do środka. Nie obchodziło go za bardzo, dlaczego urządzali taką wymianę zdań, ale mógł wywnioskować, że chodziło o niego. Bowiem mężczyzna był zazdrosny o swoją dziewczynę i posądzał ją o zdradę z Baekhyunem. Po skończeniu swojej kłótni, mężczyzna wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
- Czy ty… jesteś żoną Chena? – zapytał, gdy zauważył, że dziewczyna kieruje się w jego stronę.
- Żoną? – prychnęła zastanawiając się, czy dobrze usłyszała.  – Chyba sobie żartujesz. Dlaczego miałabym być jego żoną? – Dodała akcentując ostatnie słowo. – My tylko mieszkamy razem.
Baekhyun z niedowierzaniem zaczął zadawać kolejne pytania. Czuł, że coraz bardziej się irytuje, ale nic nie mógł na to poradzić. – Gdzie jest uniwersytet Chena?
- Uniwersytet? Przecież on się nie uczy.
- Więc kłamał też w sprawie szkoły? – Powiedział bardziej do siebie. – Gdzie on teraz jest?! – Mimo, że próbował, to nie potrafił już powstrzymać swojej złości. Po prostu chciał porozmawiać z osobą, która naopowiadała mu tyle kłamstw.
- On… - Dziewczyna zatrzymała się na chwilę, nie będą pewną, czy powinna udzielać takiej informacji, jednak gdy zauważyła wściekły wzrok chłopaka, to uległa i powiedziała wszystko o czym wiedziała. – Pracuje w barze Tutti Frutti. Mogę podać ci adres.

                                                                                   ***
Chanyeol siedział przy jednym ze stolików w barze. Często tam przychodził i zazwyczaj wtedy zaczynał pisać coś w swoim notatniku. Jako, że miejsce było położone niedaleko piaszczystej plaży, to miło spędzało się tam czas nawet na samym popijaniu drinków czy innych napojów. Tego dnia pogoda była bardzo dobra i słońce przyjemnie grzało. Idealny dzień, aby spędzić go na siedzeniu przy stoliku, obserwowaniu okolicy i zapisywaniu różnych rzeczy w notesie.
- Dlaczego zawsze gdy tu przychodzisz, to coś piszesz w swoim notatniku? – Usłyszał głos kelnera podchodzącego do niego.
- To zadanie domowe. Esej. – Rozpoznał głos chłopaka nawet bez patrzenia na niego. Chen był jednym z kilku kelnerów tego baru i lubili porozmawiać ze sobą od czasu do czasu.
- Nie wyglądasz na takiego, który lubi odrabiać prace domowe.
- Właśnie przez to mam zamiar je odrobić. To coś jakby rodzaj buntu. – Zaśmiał się widząc zdezorientowaną minę Chena. W końcu tylko nieliczni potrafili zrozumieć jego logikę, a chłopak do tych osób widocznie się nie zaliczał.
- Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował. – Odszedł od stolika udając się w stronę innego klienta.
Chanyeol znów miał zamiar zatracić się w pisaniu, jednak coś innego przykuło jego uwagę. Był to chłopak stojący niedaleko wejścia do baru. Normalnie nie zwracałby na to uwagi, jednak nieznajomy wyglądał, jakby kogoś obserwował. Po chwili zorientował się, że jego wzrok był utkwiony w Chenie, który właśnie zabawiał dwie klientki. Nie krył się z tym jakoś szczególnie. Po prostu na oczach wszystkich z nimi flirtował. Chan odwrócił swoją głowę w przeciwnym kierunku i dostrzegł, że w oczach chłopaka zaczynają pojawiać się łzy.
Chen chwilę potem znalazł się przy jego stoliku. – Dolać ci kawy?
Chanyeol nie zdążył nic odpowiedzieć, zauważył jedynie Chena szybkim krokiem idącego w stronę płaczącego chłopaka.

                                                                                      ***

- Baekhyun… - Chen podszedł do niego, gdy tylko go zauważył. – Co ty tutaj robisz? – Kontynuował, gdy ten odwrócił się w jego stronę. – Co z mamą?
- Z mamą? Możesz w ogóle wypowiadać słowo „mama”? – Odpowiedział ledwo powstrzymując swoje łzy. Nie mógł się przecież w tej chwili rozkleić. Najpierw musiał powiedzieć wszystko, co dusił w sobie od dłuższego czasu.
- Powinieneś był zadzwonić, że przyjeżdżasz. – Chen zignorował jego słowa i po prostu dalej kontynuował tak, jakby to spotkanie w ogóle go nie zdziwiło.
- Dzwoniłem, ale nie odbierałeś. Poza tym, opowiadałeś, że się tu uczysz.
- Kto ci powiedział, że tutaj pracuję?
- A kto mógł mi powiedzieć? To oczywiste, że dziewczyna, z którą mieszkasz! – Podniósł swój głos, ponieważ nie mógł znieść jego obojętnego tonu.
- Byłeś w moim domu?!
- Tak, byłem. – Odpowiedział niemal natychmiast. – Żyjesz w takiej melinie… Jak długo miałeś zamiar kłamać? Naopowiadałeś nam bzdur o małżeństwie, ślubie i studiach. Skoro masz możliwość, aby żyć w Stanach, to powinieneś mieć cudowne życie i znaleźć sobie idealną dziewczynę! Na co były te wszystkie niestworzone historie?!
Chłopak nie odpowiedział. Może po prostu nie wiedział, co powinien w takiej sytuacji powiedzieć, ani jak się zachować. Po prostu wyrwał z ręki Baekhyuna walizkę i zaczął ją otwierać. Młodszy zaczął wpatrywać się w niego z niedowierzaniem. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Chen zaczął przeglądać zawartość bagażu w celu znalezienia tylko jednej rzeczy. Pieniędzy.
- Przywiozłeś moje pieniądze? – Zaczął wyrzucać ze środka ubrania i inne niepotrzebne mu rzeczy.
- Masz zamiar posunąć się aż tak daleko? – W jego głosie można było usłyszeć desperację. -  Będę błagać o karę za to, że opuściłem matkę, aby przyjechać do mojego hyunga. – Czuł, że pod powiekami zaczyna zbierać mu się coraz więcej łez. – Powinienem zostać za to ukarany.
- Gdzie one są? – Chen całkowicie go zignorował będąc sfrustrowany tym, że nie mógł znaleźć pieniędzy.
- Wystarczy. – Podszedł do niego, próbując odciągnąć go od walizki. – Powiedziałem, żebyś przestał! Od zawsze byłeś moją jedyną nadzieją i największym marzeniem. W każdym razie, ludzki los jest z góry zapisany i nie mamy wpływu na to, czy osiągniemy sukces. Zrezygnowałam ze wszystkich moich marzeń i nawet poszłam do szkoły publicznej. Chwytałem się każdej dorywczej pracy tylko po to, abyśmy mogli z mamą jakoś przeżyć do kolejnego miesiąca. I na co to wszystko było? Ponieważ musieliśmy jakoś żyć do czasu, aż ty wrócisz?!
- Wybacz… - Wyjął z walizki kopertę z pieniędzmi. – Kryj mnie ten jeden raz. – Odwrócił się i zaczął iść przed siebie zostawiając Baekhyuna z porozrzucanymi na chodniku ubraniami i zranionym sercem.
Bae nie mógł nic poradzić na to, że łzy mimowolnie zaczęły wypływać z jego oczu.

                                                                           ***
Chanyeol obserwował całą tą sytuację z daleka. Po chwili zauważył, że do jego stolika dosiada się Xiumin.
- Słuchaj, Chanyeol. Chodzi o tą jutrzejszą imprezę… - Wyższy uciszył go i przerwał jego wypowiedź.
- Kim jest ta laska? – Xiumin podążając za wzrokiem przyjaciela zauważył chłopaka klęczącego przy swojej walizce. – Zawsze jesteś o krok przede mną, ale teraz ja zajmę się resztą. – Wybiegł z baru kierując się w stronę nieznajomego. Chanyeol po chwili zrobił to samo szybko podążając za przyjacielem.
Starszy podbiegł do Baekhyuna pytając się, czy wszystko z nim w porządku. Po krótkiej wymianie zdań złapał woreczek z mąką z fasoli, który leżał przy ubraniach i zaczął z nim biec w stronę plaży.
- Hej, stój w tej chwili! – Nim się zorientował, Bae został okradziony. Nie dość, że pierwszego dnia w Stanach dowiedział się, że jego brat jest kłamcą, to teraz jeszcze jakiś złodziejaszek zabrał mu jego własność. Bez zawahania zaczął biec za nim, aby odzyskać to, co należało do niego. Po krótkiej chwili dogonił go, jednak woreczek rozdarł się i jego zawartość wylądowała na pisaku. Wielkim zaskoczeniem było to, że złodziej zaczął się dusić i wyglądał, jakby miał alergię na proszek.
-  Xiumin? – Chanyeol podbiegł do niego przejęty jego stanem. Próbował ocucić przyjaciela, ale na nic się to zdało.- Ej, wyciągnij telefon i  zadzwoń po karetkę! – Zwrócił się do zdezorientowanego chłopaka, który stał jak wryty obserwując całą tą sytuację.
- Nie mam telefonu. – Okradziony chłopak szybko odpowiedział na to polecenie.
Wokół nich zaczął zbierać się tłum gapiów i to jedna ze starszych pań zadzwoniła po pomoc.

  

                        ~ Suigintou