Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chanyeol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chanyeol. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Dziedzice część 6.

Umieram przez tych Dziedziców, ale w końcu napisałam kolejny rozdział. 
Po pierwsze, przyznam się bez bicia, że kompletnie zapomniałam o tej serii. Po drugie, gdy już chciałam zabrać się za pisanie, to w ogóle nie wiedziałam na czym skończyłam i musiałam czytać wszystko od początku.  Poza tym co ja tam wymyślałam. „Bar Tutti Frutti” xD 
Zapraszam do czytania. 



środa, 6 stycznia 2016

Droga przez mękę

Hej, z tej strony Suigintou. Po długiej przerwie mamy powrót z one shotem, który został napisany przez ciityn'ę. *brawa, brawa* Zapewne będzie częściej pisać jakieś fanfiki, a wtedy na pewno je tu opublikuje. Historia opowiada o miłości pomiędzy Sehunem a Chanyeolem. Nadałam taki tytuł, ponieważ utożsamiam się z cierpieniem Sehiego. Nawet nie wiecie, przez jakie męki musiałam przejść ;-; Gdy dostałam to ff do poprawki, to niemalże się załamałam. Po wklejeniu do Worda prawie wszystko było podkreślone na czerwono, a ja cierpiałam przez brak przecinków i polskich znaków. Ale na szczęście dzielnie wytrwałam do końca i udało mi się wszystko poprawić. Także teraz zapraszam do czytania.


                                                                              ***

Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo cie nienawidzę. Nienawidzę cię. Nienawidzę tego, jak się uśmiechasz. Jak możesz być tak szczęśliwy? Jak kurwa możesz być taki szczęśliwy, gdy ja kolejny, pierdolony dzień walczę ze sobą, gdy kolejny dzień rozpieprzam się psychicznie myśląc o tobie. O tym, że mógłbyś być mój. Oczywiście nigdy nie będziesz, bo co? Bo jestem młodszy? Bo każde moje wyznanie jest dla ciebie tylko dziecinną zabawą? Jesteś idiotą, dupkiem i skurwysynem. Tyle razy mówiłem, pisałem o moich uczuciach. O tym, że coś jest ze mną nie tak, gdy jesteś blisko. Ale ty oczywiście jak zwykle miałeś to w dupie. Masz mnie gdzieś. Masz gdzieś moje uczucia. Pewnie uważasz, że wcale nie mam uczuć, skoro ciągle mówisz, że to dziecięce bełkotanie. Nienawidzę cię.

Jego rozmyślenia o wzlotach i upadkach miłosnych przerwało pukanie do drzwi. Upłynęło trochę czasu, zanim zdołał wstać z łóżka i owinąć swoje nagie biodra hotelowym ręcznikiem. Kilkakrotnie zabił w myślach osobę, która śmiała przerywać mu użalanie sie nad życiem, po czym w końcu zaszczycił otwarciem drzwi natarczywie pukającego gościa.
- Sehi, o czym ty myślisz? Zostawiłeś swój telefon w moim pokoju. Miałem ci go oddać jutro, ale nie chciałem, żebyś się niepokoił. - Jak zwykle rozpromieniony Chan położył dłoń na ramieniu maknae i poklepał go kilka razy. Sehun nie wykazał większego zadowolenia zaistniałą sytuacją, a jedynie jeszcze bardziej się zdenerwował. Gdyby mógł, to z miejsca wyjebałby Chanowi w tą wiecznie szczęśliwą twarz, ale po tylu latach nauczył się kontrolować swoją złość. Obrócił się zrzucając dłoń Chana ze swojego ramienia i kiwnąwszy dłonią, zamknął drzwi. Sekundę później znów rozległo się pukanie do drzwi. -Jeszcze czegoś zapomniałem? -Rzucił beznamiętnym głosem, patrząc ślepo w punkt na przeciwległej ścianie. Zaniepokojony Chanyeol bez zaproszenia wszedł do pokoju. Wyminął Sehuna i stając na środku pokoju popatrzył na niego z przejęciem i matczyną troską.-Hunnie, stało się coś? Nie wyglądasz za dobrze, martwię sie o ciebie. -Podszedł do niższego chłopaka i objął go od tylu, kładąc głowę na jego ramieniu. -Powiedz mi.  -Nic się nie stało. Po prostu jestem zmęczony po koncercie. Dziękuje za telefon, ale możesz już wracać do swojego pokoju, hyung.Szczęście, rozpacz, złość, miłość i nienawiść. Jak te wszystkie uczucia można czuć jednocześnie? Chciał jak najszybciej pozbyć sie obiektu zarówno miłości, jak i nienawiści ze swojego pokoju. Nie czekając na odpowiedź wyplątał się z jego objęć, podszedł do drzwi i po prostu wyprosił go ze swojego pokoju. Hyung nie był szczególnie zachwycony takim obrotem sprawy, ale Sehuna mało to obchodziło. Po chwili zamknął drzwi na wszystkie możliwe spusty i oparł czoło o zimna framugę. Cały trząsł się pod wpływem emocji, które w tak krótkiej chwili zawładnęły jego ciąłem. -Dlaczego? Dlaczego mi to robisz...? Aż tak bardzo mnie nienawidzisz? -Wyszeptał z trudem, ponieważ trząsł się, jakby wypuszczono go nagiego na potworny mróz. Uderzył dłonią w drzwi i zrzuciwszy ręcznik,  wrócił do swojego miękkiego łóżka. Od razu nakrył się kołdrą aż posadą szyję. -Jak ty możesz to robić? Jak możesz tak się mną bawić...? W jednej chwili stwierdzasz, że plotę bzdury, a na wywiadach mówisz o mnie dobre rzeczy. Na koncertach próbujesz mnie przytulać, martwisz się o mnie... Dlaczego mnie nie kochasz? Przecież tak sie mną opiekujesz…  Chan...  Dlaczego ty nic nie rozumiesz, mimo że mówię to tak wprost? Dlaczego jesteś takim idiota? Kocham cię, Chan. - Monolog prowadzony nocą w myślach jest najbardziej zabijająca i dobijającą rzeczą. Sehun czuł to. Wiedział,  że się zabija, że zabija swoją psychikę, ale tego nie da sie zatrzymać. Pozostawiony sam ze swoimi rozczarowaniami i smutkami zaczął płakać. Ciepłe łzy płynęły bezładnie i mimowolnie po jego bladych, wychudzonych policzkach, a on nie mógł temu zaradzić, Kolejne pojawiające się wspomnienia i myśli powodowały nowy potok łez. –Zresztą… Ty każdego przytulasz, każdym sie opiekujesz... Nigdy nie traktowałeś mnie wyjątkowo… Nigdy nie byłem dla ciebie kimś. Nigdy nie będę kimś. Już zawsze pozostanę śmieciem, którego na koncertach musisz przytulać, bo fanki tego chcą. Śmieciem, którym sie zajmujesz bo producent tak każe... Nigdy nie zrozumiesz tego, co do ciebie czuję. Nienawidzę cię, Park. Tak bardzo cię kocham. -Długo jeszcze nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, próbując uspokoić myśli, powstrzymać płynące łzy, opanować emocje, które targały nim tak mocno, że trząsł się przy każdej nowej fali wspomnień. Nad ranem w końcu udało mu się zasnąć, jednak nie na długo, gdyż po chwili zadzwonił budził, a on znów musiał założyć maskę szczęśliwego Sehuna, fanserwisującego się z każdym kolegą z zespołu.

Budzik dzwoniący o świcie był prawdziwym przekleństwem. Po nieprzespanej nocy spędzonej na płaczu i rozmyślaniu o niespełnionej miłości, Sehun nie był w stanie nawet otworzyć oczu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek innej czynności. Po kilkakrotnym ustawieniu drzemki, musiał jednak w końcu zwlec się z łóżka. Po wejściu do łazienki i spojrzeniu w duże, podświetlane lustro, prawie dostał zawału. Wyglądał beznadziejnie. Zapuchnięte, czerwone oczy, pogryzione do krwi usta.
– Patrz, co się ze mną dzieje przez ciebie. – Mruknął pod nosem, wyjmując z szafeczki wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne jakie posiadał. Kilkanaście minut spędzonych na nakładaniu na twarz różnych kremów i maseczek niewiele dało. Mimo wszystko wciąż wyglądał okropnie. Zrezygnowany wziął prysznic, założył na siebie najlepsze ubrania mając nadzieję, że markowe ciuchy odwrócą uwagę od jego twarzy. Od razu po koncercie miał lecieć do Tajwanu na promocję marki odzieżowej i sesję zdjęciową. Nie zwracając uwagi na to, że coś może się pognieść, wpakował wszystkie rzeczy jakie miał do dużej torby. Na końcu położył na wierzch zapakowane jedzenie, które rano przyniosła obsługa hotelowa. Założył maseczkę zasłaniającą twarz i czapeczkę z daszkiem, by chociaż trochę zakryć swoją twarz. Zarzucił torbę na ramie i rozejrzawszy się, czy nikogo nie ma na korytarzu, wyszedł z pokoju. Od razu skierował się w stronę przestrzennej windy. Tuż przed zasunięciem się drzwi ,do windy wpadł Chan. Jak zwykle był roztrzepany i pełen pozytywnej energii.
 – Jeeeej, Sehi, mówię ci, mało brakowało, a bym nie zdążył. Na szczęście nie jestem ostatnim, który będzie w aucie. – Zaśmiał się i szturchnął ramieniem Sehiego, który w tamtym momencie stał odwrócony bokiem, z głowa zwieszoną ku dołowi. W odpowiedzi jedynie mruknął, nie wysilając się nawet, by spojrzeć na zespołowego „kolegę”.
– Widzę, że ktoś tutaj znów nie w humorze. Hunnie, co się dzieje?  Dzisiaj mamy koncert, spotkamy fanów. Czym ty się przejmujesz? Przecież na pewno wszystko wyjdzie dobrze. – Objął młodszego ramieniem i poklepał go, uśmiechając się przy tym jak wariat.
 Ta radość zamiast pocieszyć, jeszcze bardziej dobiła Sehuna. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Chanyeol jest taki szczęśliwy, podczas gdy on tak cierpi. Powrót tych niechcianych myśli wywołał odczuwalny dreszcz, a ciepło pod powiekami sugerowało napływające łzy. Sehun stanowczo odsunął się od Chana i niby poprawiając maseczkę na swojej twarzy, otarł łzy zbierające się w kącikach oczu. Gdy tylko drzwi windy otworzyły się, Sehun mocniej zacisnął dłoń na torbie i szybkim kokiem wyszedł z windy. Zostawił oszołomionego Chana samego. Nim starszy zdążył dojść do siebie po tym zajściu, Sehun był już w czarnym vanie, który miał zawieźć ich na miejsce koncertu. Sehun odetchnął z ulgą widząc, że van, do którego wsiadł był już zapełniony i osoba uprzykrzająca mu życie musiała jechać drugim autem. Włożył do swoich uszu słuchawki i włączając spokojną muzykę, zamknął oczy. Po chwili siedział oparty o wygodny fotel. Jego relaks po windowych emocjach nie trwał zbyt długo, ponieważ po chwili poczuł wibracje swojego telefonu. Niechętnie spojrzał na ekran. Wiadomość od Chana – Co się z tobą dzieje? – Nawet nie miał zamiaru odpisywać. Wyłączył podświetlenie ekranu i zaczął wpatrywać się w mijające krajobrazy za szybą samochodu. – Nie ignoruj mnie. Martwię się o ciebie. – Kolejna wiadomość  pozostawiona bez odpowiedzi spowodowała, że kolejne przychodziły jedna po drugiej.– Nie zachowuj się jak rozpieszczony bachor. – Napisz coś do cholery, martwię się. – Hunnie, proszę cię, powiedz co się dzieje. Myślisz, że jak nie będziesz nikomu mówił, to problem tak po prostu zniknie? Nie zamykaj się i porozmawiaj ze mną! Pomogę ci. Zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Sehun zasnął dłonie w pięści, nie mógł tego znieść. Nie mógł znieść tej udawanej opiekuńczości, tego ciągłego okłamywania. Przecież nie są razem, przecież Chan ciągle odrzuca jego wszystkie wyznania, więc dlaczego do cholery zachowuje się tak, jak gdyby ze sobą chodzili? Kolejna fala łez była blisko, ale to nie mogło tak dłużej trwać. Nie mógł ciągle płakać i się załamywać, tego było już za dużo. Postanowił wyciągnąć telefon i napisać nową wiadomość. - Nie możesz mi pomóc. Zostaw mnie w spokoju. Nie pisz do mnie i przestań się nade mną użalać jak nad dzieckiem. Mam tego dość, ciebie mam dość. Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić, to udawaj, że mnie nie znasz. Żegnam. – Sehun wziął głęboki wdech i wypuszczając powietrze, zaczął się powoli relaksować. Wiedział, że to będzie najlepsze wyjście z tej chorej sytuacji. To jedyny sposób, żeby było dobrze. Co chwila czuł wibracje telefonu w kieszeni, ale nie chciał tego czytać. Nie mógł. Nie miał już na to wszystko siły. Pierwszy raz od długiego czasu poczuł niewielka ulgę w swoim cierpieniu, zamknął oczy i resztę drogi spędził na myśleniu o dzisiejszym koncercie. Po dotarciu na miejsce szybko wyszedł z samochodu i prawie pobiegł do budynku, aby tylko uniknąć obecności Chana. Podczas prób cały czas panował chaos, było tak dużo rzeczy które musieli przećwiczyć, by wszystko tego wieczoru było idealne. Chan co chwila próbował porozmawiać z Sehunem, jednak podczas takiego zamieszania unikane tego natrętnego osobnika nie było czymś nadzwyczaj trudnym. Gdy już nadszedł czas koncertu, Chan co chwila próbował przytulić Sehuna, coś do niego powiedzieć, jednak za każdym razem maknae wyrywał się z jego objęć i nie raczył nawet obdarzyć swojego hyunga spojrzeniem. Było ciężko. Podczas każdej takiej sytuacji Sehun załamywał się na nowo, Miał ochotę uciec stamtąd, wrócić do rodzinnego domu i tam przeczekać ten ciężki okres. Wiedział jednak, że nie może. Fani byli najważniejsi, więc zaciskał zęby i grał wesołego mimo całego swojego bólu, który czuł w sercu. Po koncercie zbiegł pierwszy ze sceny, najszybciej jak mógł przebrał się w swoje ubrania i chwytając torbę niemalże wybiegł z budynku. Odetchnął z ulgą i rozsiadł się na jednym z pustych siedzeń. Manager siedział już w samochodzie, czekali więc tylko na Kaia, który także miał lecieć na promocję do Tajwanu. Słychać było trzask zamykającego się bagażnika i po chwili do samochodu wszedł Chan. Sehun widząc go, prawie dostał zawału, otworzył szeroko oczy i szybko przesiadł się na pojedyncze siedzenie. Chan zajął miejsce na tyle samochodu, złapał Sehuna za rękę i mocno pociągnął go w swoją stronę. Młodszy długo stawiał opór, udając że nic nie czuje, jednak po pewnym czasie siły osłabły i Chan zdołał zaciągnąć go na sąsiednie siedzenie. W samochodzie było ciemno, manager i kierowca siedzieli z przodu, nie było więc powodów do skrępowania. Chan mocno zacisnął ramiona wokół skulonego Sehiego i oparł podbródek na czubku jego głowy.
- Kilka dni temu plany się zmieniły i zamiast Kaia lecę ja. Moje wyjaśnienia otrzymałeś, więc teraz mógłbyś mi powiedzieć, co ty odpierdalasz? Cały dzień próbowałem z tobą porozmawiać, ale mnie unikałeś. Wiesz jak cholernie się o ciebie martwiłem?
Sehun wiedział że przy takim obrocie spraw nie będzie w stanie unikać Chana przez te trzy dni które mieli spędzić razem. Był wykończony po całym dniu prób, koncercie, nieprzespanej nocy. Nie miał siły szarpać się i uciekać. Oparł czoło o ramię straszego i odetchnął głośno, odprężając się.
- Porozmawiamy później, jak będziemy już na miejscu. Teraz jestem zmęczony, chce odpocząć.
- Jak wolisz, Hunnie. – Połozył dłoń na głowie młodszego z czułością przeczesując jego włosy. Chwila czułości nie trwała długo, po kilku minutach byli już na lotnisku. Fani nie znali szczegółów lotu, także obyło się bez zbędnego zamieszania. Mimo że w samolocie zajmowali miejsca obok siebie to nie rozmawiali ze sobą, ponieważ Sehun udawał że śpi, a Chan nie miał sumienia go budzić. Ułożył jedynie głowę maknae na swoim ramieniu i przez cały lot gładził jego włosy i policzek. Sehun tak bardzo chciał mieć chwilę spokoju, tak bardzo chciał zasnąć, ale nie mógł. W głowie układał tysiące scenariuszy rozmowy. - O czym my mamy rozmawiać? Jak? Przecież on wie, że go kocham, nie mogę się ośmieszać i znów mówić tego samego, wystawiając się na kolejne rozczarowanie. Ale trzeba to w końcu wyjaśnić. Muszę wszytko powiedzieć. I tak nie mam już nic do stracenia... I tak nic już mnie bardziej nie zabije..
Godzinę po przybyciu do hotelu w pokoju rozległo się głośne pukanie do drzwi. Sehun nie musiał nawet zgadywać, kto postanowił złożyć mu wizytę. Niechętnie podszedł do drzwi i otworzył je na oścież, szybko zamykając, gdy tylko Chan wszedł do środka.
- Jesteś głodny? Przyniosłem dla ciebie makaron, twój ulubiony. – Postawił paczuszkę na stoliku nocnym i usiadł na wielkim łóżku uważnie patrząc na Sehuna, który ze spuszczoną głową podszedł do krzesła znajdującego się w bezpiecznej odległości od łóżka i usiadł na nim. Chan nie miał zamiaru kolejny raz tolerować ucieczki. Wstał, chwycił Sehuna za rękę i mocno pociągnął, prawie rzucając na łóżko. Szybko położył się obok i przytrzymując głowę młodszego tak, by ich oczy były naprzeciwko siebie. Czekał w milczeniu, aż maknae zacznie coś mówić. Młodszy nie mógł znieść tego spojrzenia, więc  zamknął oczy i zaczął mówić cichym, stłumionym głosem.
- Doskonale wiesz, co mi jest. Nie ma sensu o czymkolwiek rozmawiać. Tracisz jedynie czas.
- Gdybym wiedział, to bym się nie pytał. Nie poznaje cię,  Hunnie. Przecież zawsze mi wszystko mówiłeś. Co się nagle z tobą stało? Przestań myśleć o sobie, powiedz co ci jest. Zobacz, jak się o ciebie martwię.
Sehun nie wytrzymał, wyrwał głowę z dłoni Chana i poderwał się z łóżka, cały się trzęsąc. Próbował się uspokoić, ale na próżno. Zaczął płakać jak małe dziecko. – Ty mnie oskarżasz o egoizm!? Jak ty śmiesz mówić takie rzeczy? Mówiłem ci tyle razy, tyle razy ci to mówiłem, a ty tyle razy mnie odrzucałeś.. A teraz udajesz, że nic nie wiesz.. Jak ty tak możesz? Nienawidzę cię... – Niemal wykrzyczał wszystko, na koniec rzucając w Chana dużą poduszką. Opadł bezsilnie na podłogę i schował twarz w podkulonych nogach, nie mogąc powstrzymać płynących łez. Chan był tak zaskoczony, że na chwilę zamarł w bezruchu. Wstał ze swojego miejsca  i wziął Sehuna na ręce. Położył go na łóżku i mocno przytulił do siebie. Sehun zaczął histeryzować, okładał starszego pięściami, co chwila powtarzając, że go nienawidzi.
– Nienawidzę cię... Nie mogę na ciebie patrzeć, nie mogę patrzeć na twoje szczęście. Wynoś się stąd! Nie mogę na ciebie patrzeć. – Mimo wielu takich komentarzy, Chan ani na chwilę nie puścił Sehuna. Co jakiś czas tylko kojącym głosem szeptał, by się uspokoił. Trzymał mocno Sehuna, który co chwila zalewał się łzami. Po kilkunastu minutach Sehun zamarł w bezruchu, nie miał siły już siły płakać, nie miał już siły na nic. Stracił wiarę we wszystko co dobre, stracił wiarę w to, że kiedykolwiek może być szczęśliwy.
– Tyle razy mówiłem ci o moich uczuciach.. Tyle razy mówiłem ci, że cię kocham. A ty co? Za każdym razem spławiałeś mnie. Za każdym razem powtarzałeś że jestem dzieckiem, że mówię głupoty! Ale to nie były głupoty! Tyle lat to ukrywałem, ale w końcu zebrałem się na odwagę, by to powiedzieć. Jednak to był błąd, bo ty za każdym razem mnie odrzucałeś. A ja mam już tego dość! Nie możesz mi pomóc, a swoim zachowaniem jedynie mnie niszczysz. Musisz dać mi spokój Chan. – Popatrzył prosto w jego oczy, ale po chwili odwrócił wzrok czując kolejny potok napływających łez. – Musisz zostawić mnie w spokoju. Ja nie mogę tak żyć, nie mogę na ciebie patrzeć, nie mogę patrzeć na to, jaki jesteś szczęśliwy. Twoje zachowanie jedynie pogarsza mój stan... Wolę żebyś mnie nienawidził, niż masz się o mnie troszczyć i rozbudzać moje nadzieje na coś, co jest niemożliwe.
Miał zamiar kontynuować swój monolog, który tworzył w głowie od miesięcy, ale uniemożliwił mu to Chan, który ułożył dłonie po obydwu stronach jego głowy i z czułością wpił się w jego usta. Sehun zesztywniał oszołomiony tym, co się dzieje. To, na co czekał tyle czasu. To, o czym marzył i uważał, że niemożliwe właśnie się działo. Czuł to. Chanyeol był tak blisko, całował go. Sehun zacisnął swoje długie palce na włosach hyunga i rozchylił usta przyciągając go do dłuższego pocałunku. Przecież skoro to ich pożegnanie, to musi wykorzystać okazję i nacieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Pocałunek był zachłanny, wypełniony uczuciami, które były tyle czasu skrywane. Po kilku minutach wyczerpującego pocałunku Chan zszedł na szyję Sehuna, pieszcząc ją swoim zwinnym językiem. Sehun drgnął odczuwalnie i mruknął, przyciągając ciało starszego jeszcze bliżej swojego.
– Chan.. Co ty robisz? – wymruczał cicho, zagryzając wargi i opanowując swój rozszalały oddech. Chanyeol podniósł się na rękach, patrząc z góry na młodszego . – Kocham cię. – Wyszeptał cicho, całując z czułością jego czoło, następnie policzki, czubek nosa i usta. – Przepraszam cię, Hunnie, że to tak długo trwało. Wiem, że kochasz każdego z członków zespołu. Nie sądziłem, że miłość do mnie jest czymś wyjątkowym. Przepraszam cię. Przepraszam, że tak przeze mnie cierpiałeś. Jestem zły na siebie, powinienem się domyśleć wcześniej. Przepraszam cię – szeptał cicho, załamującym się głosem. Nie wyobrażał sobie, jak mógł tak bardzo krzywdzić istotę, którą tak bardzo kocha. – Kocham cię.. – pogładził dłonią po klatce piersiowej Sehuna. Położył się obok na łóżku i przyciągnął do siebie młodszego, rozpaczliwie trzymając go przy sobie, całując każdy fragment jego głowy i twarzy. – Przepraszam cię.. Proszę, wybacz mi ,że tak cierpiałeś przeze mnie.
- Nie odrzucaj mnie już... – Wyszeptał Hunnie, wtulając twarz w klatkę piersiową Chana i ściskając go najmocniej jak umiał
- Nie odrzucę, obiecuję. Kocham cię.



Edit: To prawdziwa droga przez mękę... nie mam pojęcia, dlaczego to do jasnej cholery jest na białym tle, ale proszę, po prostu to zignorujcie.

                                                                                         ~ By ciityna

środa, 23 września 2015

Dziedzice część 5.

        Następnego ranka Baekhyun po ubraniu się i wykonaniu wszystkich niezbędnych czynności wyszedł ze swojego pokoju. Od razu jego oczom ukazał się właściciel, który schodził na dół mając założony plecak. Gdy był już tylko kilka kroków od niego, zaczął rozmowę.
- Twój dom wygląda bardzo ładnie o poranku. – Nie usłyszał odpowiedzi i poczuł się nieco zignorowany.  – Wychodzisz gdzieś?
- Do szkoły.
- Więc jednak nie jesteś żadnym dilerem narkotyków, tylko uczniem… - Bae jakby nagle zrozumiał całą sytuację.  - Zawsze chciałem zobaczyć, jak wygląda szkoła w innym kraju. Zaczekaj na mnie moment. – Szybkim krokiem skierował się w stronę swojego pokoju.
- Gdzie się wybierasz? – Zatrzymał go w ostatniej chwili.
- Przecież nie możesz zostawić obcej osoby samej w domu, więc pójdę z tobą. Poczekaj chwilę, wezmę tylko parę rzeczy.
- Zostań. – Chanyeol krzyknął w jego kierunku, gdy ten chciał już przekroczyć próg pokoju.- Zostań, dopóki nie wrócę ze szkoły. W końcu i tak nie masz dokąd pójść.
- Mogę iść do brata…
- Wiesz, że bar otwierają dopiero na wieczór? – Byun pokiwał niemrawo głową.  – A tutaj nawet nie jeżdżą żadne autobusy, bo wszyscy mają swoje samochody... Więc chyba naprawdę najlepszą opcją będzie, żebyś pojechał ze mną do szkoły.
- W porządku. – Zniknął za drzwiami z szerokim uśmiechem na ustach.


                                                                   ***


Tak jak spodziewał się Baekhyun, szkoła wyglądała jak wyjęta z pierwszego lepszego serialu amerykańskiego. Budynek był dość okazały i  gdzieniegdzie można było dostrzec skąpo ubrane cheerleaderki. Niektóre osoby wyróżniały się ekstrawagandzkim wyglądem i różnorodnymi dodatkami. Nie sposób było nie zwrócić na nich uwagi. Widocznie popularne były kolorowe włosy i ciemne ubrania.

Baekhyun obserwował otoczenie siedząc na jednej z ławek przed szkołą. Czekał na Chanyeola, który w tamtej chwili miał wykłady i nie mógł być razem z nim. Obserwując tych studentów zdał sobie sprawę, że trochę im zazdrościł. W końcu kto nie chciałby studiować w Stanach i to jeszcze na tak prestiżowej uczelni? Zapewne było tam dużo nauki, jednak każdy wyglądał, jakby mimo wszystko cieszył się, że tam przebywał.

- Na co tak patrzysz? – Od razu wstał i odwrócił się w stronę osoby, której głos usłyszał.
- Po prostu przyglądam się szczęśliwym dzieciakom.  – Znów skierował całą swoją uwagę na uczniów.  - Powinienem już iść. Dziękuję, że pokazałeś mi szkołę. Po bagaż wrócę do ciebie wieczorem.
- Pójdziesz do brata? – Zapytał nieco bardziej zainteresowany.
- Tak, powinienem.  I muszę odzyskać pieniądze mamy. – Kiedy zauważył, że wyższy jedynie na niego spogląda i się nie odzywa, zaczął mówić dalej. – Więc, do zobaczenia. – Odwrócił się na pięcie i zaczął wspinać się po schodach, przy których przed chwilą się znajdował.
- Na pewno wiesz, w którą stronę masz iść? – Baekhyun z przekonaniem pokiwał głową i wskazał ręką przed siebie.
 Tak, jasne. – Chanyeol złapał go za ramiona i odwrócił w przeciwną stronę. – Pójdę z tobą.
- Nie masz teraz zajęć?
- I tak nie lubię matematyki, więc nie ma to dla mnie wielkiego znaczenia.
- Ja uwielbiam matematykę.
- Oszalałeś. – Zaśmiał się pod nosem i przyspieszył kroku.

                                                                         ***

Po kilku godzinach udali się do miejsca, w którym jeszcze niedawno pracował Chen. Po rozmowie z właścicielem okazało się, że jakiś czas temu się zwolnił bez żadnego konkretnego powodu. Wysłał jedynie wiadomość, że nie będzie przychodził do pracy.

- Nie mogę uwierzyć, że po prostu uciekł z tymi pieniędzmi. – Byun powiedział bardziej do siebie, gdy wyszli już z baru.
- Spodziewałeś się czegoś innego? – Chanyeol mimo tego, w jakiej sytuacji teraz byli, nie próbował go pocieszać, ponieważ wiedział, że i tak na nic by się to nie zdało.  Nie było sensu, aby go okłamywać i mówić, że będzie lepiej., skoro wcale się na to nie zapowiadało.
Kilka sekund później rozległ się dźwięk telefonu. Wyższy chłopak sięgnął do swojej kieszeni, aby wyjąć urządzenie, jednak po chwili patrzenia na ekran odrzucił połączenie.
- Nie zamierzasz odebrać?
- To nic szczególnego. Tylko kolejne zamówienie na prochy.

                                                                           ***


  Kai zatrzymał się w jednym z najdroższych hoteli w Stanach. Pochodził z bogatej rodziny, więc przebywanie w luksusowych miejscach było dla niego codziennością. Przyjechał tam zaledwie kilka dni temu, a już była pewna osoba, która zaczynała go lekko irytować. Mianowicie był to Chanyeol, który nie fatygował się nawet, aby odebrać od niego telefon. Mimo, że niedługo miała być rocznica ich zaręczyn, to widocznie tylko jedna ze stron była tym zainteresowana. 



                           ~ Suigintou


środa, 16 września 2015

Dziedzice część 4.

  Po kilku minutach jazdy byli już przed domem Chena i Baekhyun wyciągał swoją walizkę z tylnego siedzenia samochodu.
- Zadzwonię do ciebie trzy razy, żeby wiedzieć, kiedy będę mógł odebrać mój paszport. I dziękuję za podwózkę.  – Zamknął drzwi auta i ruszył w kierunku głównego wejścia do domu. Zapukał, ale odpowiedziała mu jedynie głucha cisza. Wyglądało na to, że nikogo nie było w środku.
Chanyeol uważnie go obserwował i po chwili wyszedł z samochodu. W pewnym stopniu czuł się za niego odpowiedzialny. Nie chciał go zostawiać na pastwię losu jak nie chciał również, aby stała mu się krzywda. Gdyby coś się wydarzyło, to miałby go na sumieniu przez to, że po prostu go zostawił – Masz zamiar tu czekać, nawet jeśli nie ma nikogo w domu?
- Na pewno zaraz wróci. Może poszedł do sklepu.
- Słyszałeś o tym, że ulice nocą w Stanach nie wyglądają zbyt ciekawie i przyjaźnie? – Byun już otwierał buzię, aby się odezwać, ale ten od razu mu przerwał. – Myślisz, że on wróci do domu po tym jak zwiał z pieniędzmi?
- Na pewno wróci… - W jego głosie słychać było niepewność.
- Więc w porządku. Czekaj dalej. – Z powrotem znalazł się w swoim samochodzie. Zapiął pas bezpieczeństwa i odjechał nie spoglądając nawet na stojącego niedaleko chłopaka. Przynajmniej próbował mu pomóc. To już nie jego problem, jeśli ta pomoc została odrzucona.
Zaczynało się już ściemniać, a Baekhyun został sam przed domem osoby, której najwyżej nie śpieszyło się z powrotem. Tak jak mówił Chanyeol, okolica nie była przyjazna. Obskurną ulicę oświecały jedynie rzadko ustawione latarnie, ale nawet dzięki nim nie można było dostrzec tego, co skrywało się w mrocznych zakamarkach. Chłopak usiadł na ziemi i nie mając lepszego zajęcia, zaczął wpatrywać się w gwiazdy. Tej nocy lśniły jasno na nieboskłonie i przypominały mu o tych najgorszych rzeczach. O wyjeździe z Korei, kłótni z matką, potem z bratem. Znów zaczął wprawiać się w nostalgiczny nastrój i rozmyślać o swojej przyszłości, która kolorowo się nie zapowiadała. W pewnym sensie przypominała tą pokrytą mrokiem noc. Nie widzisz, co jest przed tobą i jedyne, co ci pozostaje, to błądzenie bez celu. Na niebie jedynie możesz dostrzec gwiazdy, które oświetlają twoją sylwetkę. W pewnym sensie takimi gwiazdami mogą być twoi bliscy, którzy zawsze potrzymają ci latarkę, abyś się w tym mroku nie potknął i nie zrobił sobie krzywdy.
Te pseudo głębokie rozważania przerwała mu grupka osób, która była najzwyczajniej w świecie wstawiona. Rzucali w jego stronę jakieś pijackie teksty, które ledwo można było zrozumieć. Byunowi w ogóle się to nie podobało. Najchętniej wróciłby teraz do domu, do Korei oczywiście. Już bardziej podobała mu się opcja spędzenia całego dnia pracując w kawiarni, niż nocy na tej ulicy z jakimś nieciekawym towarzystwem. Na całe szczęście nie zatrzymali się na długo i już po kilku chwilach poszli dalej.
Bae usłyszał odgłos jadącego samochodu i jasne światła reflektorów. Podniósł się i zobaczył nikogo innego, tylko Chanyeola. Ten zatrzymał się tuż obok chodnika.
- Chcesz do mnie pojechać? – Zaproponował to z dość obojętnym wyrazem twarzy.
Baekhyun nie spodziewał takich słów. Chłopak, którego poznał raptem kilka godzin temu, teraz proponował mu nocleg. Z jednej strony dalej pozostawał nieznajomym, który był niewiadomo do czego zdolny, ale z drugiej lepsze spędzenie nocy u niego, niż na chodniku. Pokiwał więc tylko głową, nie będąc zdolnym do żadnej innej reakcji.

                                                                           ***

Gdy dotarli na miejsce, Baekhyun był w niemałym szoku. Nigdy nie przypuszczałby, że chłopak może mieszkać w tak drogim i luksusowym domu. Przez duże okna można było zobaczyć całą okolicę. Podążał za właścicielem, nadal nie mogąc wyjść z podziwu.
- Nie ma tu twojej rodziny? – Odezwał się, gdy weszli do salonu.
- Nie, mieszkam sam. – Powiedział to w taki sposób, jakby było najnormalniejszą rzeczą na świecie. No tak, w końcu każdy nastolatek w tych czasach mieszka w luksusowym apartamencie. Sam. Bez rodziców. To zupełnie normalne.
- Kim ty jesteś?
- Co masz na myśli?
- To nie jest normalne, że masz tyle pieniędzy, aby mieszkać w takim miejscu. Jesteś jakimś dilerem narkotyków?  - Powoli zaczynał żałować, że w ogóle przyjechał do tego domu. Ten chłopak na pewno był jakimś przestępcą lub kimś podobnym. Może nawet handel ludźmi? Kto wie, co takim osobom chodzi po głowie. Zaczynał martwić się o własne życie i zdrowie.
- Teraz masz zamiar zrobić ze mnie dilera narkotyków? – Był wyraźnie rozbawiony tymi oskarżeniami.
- To całkiem prawdopodobne. Nawet znałeś tego policjanta, który zabrał mój paszport.
- Masz rację.. – Wstał z kanapy, na której wcześniej przysiadł i ruszył w stronę niższego chłopaka cały czas patrząc mu prosto w oczy. Z pewnym siebie wyrazem twarzy zaczął podchodzić coraz bliżej. - Ale dlaczego uważasz, że tylko tym się zajmuję?
W tamtej chwili Baekhyun był już na sto procent pewny, że przebywanie Chanyeolem nie było dobrym wyjściem. Jego twarz w tamtej chwili na pewno wyrażała jedno, wielkie ’’co?”. Park zdecydowanie do normalnych nie należał. Można nawet rzec, że jego zachowanie było lekko niepokojące.
- Obie nerki masz zdrowe?
- Ostrzegam cię. Jeśli zrobisz jeszcze jeden krok, to tego pożałujesz. – Z przerażonym spojrzeniem zaczął cofać się do tyłu i po kilku krokach poczuł drzwi za swoimi plecami.
- Tu jest twój pokój. – Chanyeol pociągnął za klamkę i otworzył drzwi wpuszczając drugiego do środka. – Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebować.
Byun od razu wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Rozejrzał się w środku i musiał przyznać, że wnętrze było bardzo przytulne i dobrze urządzone. Jego uwagę przykuł telefon, który leżał na szafce przy łóżku. Od razu pomyślał, że powinien zadzwonić do swojej matki. Nawet, jeśli wcześniej się pokłócili, to pewnie teraz się o niego martwiła. Wziął urządzenie do ręki i szybko wybrał numer. Po drugim sygnale usłyszał głos swojej rodzicielki.
- Mamo, przepraszam, że nie dzwoniłem tak długo. Spotkałem się z Chenem i niewiele się zmienił od czasu, kiedy ostatni raz się widzieliśmy. Jestem teraz u niego w domu. – Wiedział, że nie powinien kłamać, ale czy miał inne wyjście? Przecież nie mógł powiedzieć prawdy, bo kobieta by się załamała. Żadna matka nie chciałaby usłyszeć, że jej syn jest kłamcą. Lepiej było skłamać ten jeden raz dla jej dobra. Nim się obejrzał, zaczął dalej brnąć w swoje kłamstwa. Ich rozmowa nie trwała zbyt długo. Zakończyła się po paru minutach, ponieważ Baekhyun nie był pewny, czy będzie w stanie zapanować nad swoim drżącym głosem.
Po rozłączeniu się i odłożeniu telefonu zauważył, że nie jest sam w pokoju. W drzwiach stał Chanyeol i opierał się o ich framugę.
- Co ty robisz? Nawet nie zapukasz? – Powiedział od razu, gdy go dostrzegł.  – Wiem, że jesteś w swoim domu, ale mimo wszystko wypadałoby pukać.
Chanyeol podał mu talerz, na którym znajdowała się apetycznie wyglądająca kanapka. Chłopak od razu ją wziął.
- Jak masz na imię?
- Zapomniałem ci podziękować za nocleg i jedzenie…  - W jego głowie od razu pojawiła się myśl, że psychopatom i seryjnym mordercom nie można podawać swoich danych osobowych, więc wymyślił jakiś pretekst, aby zmienić temat. Podasz tylko swoje imię, a oni cię znajdą nawet na drugim końcu świata.
- To dosyć długie imię. – Nie był zbyt zadowolony faktem, że chłopak nie chciał nawet powiedzieć, jakie jest jego imię, ale nie mógł nic na to poradzić. Przecież siłą go zmuszać nie będzie. – I nie musisz mi dziękować. Robię to w ramach rekompensaty za sytuację z mączką i paszportem.  A poza tym, to niezły z ciebie kłamca.
- Podsłuchiwałeś? Dlaczego to zrobiłeś? – Tak, on na pewno był dziwny. Zaprosił do swojego domu i podsłuchuje rozmowy.
- Po prostu rzadko słyszę tu czyjś głos. – Powoli zaczął zmierzać w stronę wyjścia z pokoju.- Powinieneś szybko zjeść tą kanapkę. Jest dobra na nerki.
- Przestań mówić takie rzeczy!

Chanyeol z wielkim uśmiechem na twarzy wyszedł zamykając  za sobą drzwi. 


          ~ Suigintou

poniedziałek, 14 września 2015

Dziedzice część 3

To już trzeci rozdział. Co prawda pisany na szybko, ale starałam się, żeby wyszedł jak najlepszy. Trochę smuci mnie, że nikt nie zostawia po sobie śladu w postaci komentarza (nawet nie wiem, czy komuś w ogóle chce się to czytać), ale chyba będę musiała jakoś to przeboleć ;.; 


   Dwie godziny później Baekhyun wraz z Chanyeolem czekali w szpitalu. Po incydencie na plaży i po przyjeździe pogotowia, ratownicy medyczni zabrali Xiumina do szpitala. Baek nie miał innego wyjścia, jak również się tam udać. Z jednej strony martwił się o chłopaka, a z drugiej nadal źle czuł się z tym, że został okradziony.  Mimo wszystko wygrało ludzkie współczucie. Nieznajomy naprawdę nie wyglądał za dobrze w tamtej chwili.
Po dłuższym oczekiwaniu, obok nich pojawił się lekarz. Okazało się, że ten atak spowodowany był alergią i była to reakcja organizmu na mączkę. Na szczęście nie stało się nic poważnego. Medycy stwierdzili, że za góra trzy dni powinien dojść do siebie i odzyskać siły.

- Dlaczego miałeś to ze sobą?- Zapytał Chanyeol, gdy lekarza nie było już w zasięgu wzroku.
- Sądzisz, że to moja wina? Przecież to twój przyjaciel mnie okradł! – Baekhyun czuł się zirytowany tym, że teraz cała wina spadnie na niego. – To ja tu jestem poszkodowany gdybyś zapomniał.
- Zawracasz mi tylko głowę. – Odwrócił się i udał w stronę sali, w której leżał Xiumin. Baekhyun patrzył w jego stronę jeszcze przez krótką chwilę, dopóki nie dostrzegł obok siebie dobrze zbudowanego, czarnoskórego policjanta.
- Czy to pana? – Zapytał trzymając w dłoni woreczek z białym proszkiem.
- Tak…  Ale to tylko mączka fasolowa do jedzenia. To nie są narkotyki, ani nic takiego. – Od razu zaczął się usprawiedliwiać.  Bał się, że to nieporozumienie może spowodować duże zamieszanie.
- Być może, ale nadal musimy to sprawdzić. – Mężczyzna miał wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło i widocznie nie miał zamiaru zmieniać zdania. – Niech poda mi pan swój adres.
- Adres? Nie pochodzę stąd, jestem Koreańczykiem.
– W takim razie proszę paszport. – Baekhyun bez chwili zawahania wyjął go ze swojego plecaka i podał policjantowi. – Gdzie się zatrzymujesz? Chyba nie jesteś tu nielegalnie.
Byun powoli zaczynał być coraz bardziej zestresowany. Nigdy nie był w takiej sytuacji, a na dodatek został zalany masą pytań.
- W porządku, kochanie. – Baekhyun po chwili poczuł, że ktoś oplata go swoim ramieniem. To wywołało u niego ogromny szok. Po pierwsze, ktoś nagle go obejmuje, a po drugie nazywa w taki sposób.  – To mój chłopak, nie ma powodów do obaw. Przyjechał tu tylko na kilka dni – Zauważył, że osobą będącą zdecydowanie za blisko jest Chanyeol. Zaczął rozmawiać z policjantem jak gdyby nigdy nic i na dodatek udawał, że byli parą. Co było nie tak z tym chłopakiem? Przecież oni nawet się nie znali. Sądził, że już nic nie mogło go zaskoczyć, ale widocznie się pomylił.
- Długo się nie widzieliśmy, Chanyeol. Mogłem się spodziewać, że jesteś w to zamieszany.
- Tak czy inaczej, to nie są narkotyki i bardzo dobrze o tym wiesz.
- Co z tego? Nawet, jeśli początkowo tak myślałem, to jeśli zjawiłeś się ty, to nabrałem większych podejrzeń. – Schował dokumenty do kieszeni. – Na razie zatrzymam sobie paszport twojego chłopaka i poczekamy na wyniki.
Czarnoskóry mężczyzna wyciągnął swoją wizytówkę i podał ją Baekhunowi. – Na razie nigdzie nie wyjeżdżaj. Dam znać, gdy będzie coś wiadomo. – Odwrócił się w przeciwną stronę i ruszył schodami w dół w stronę głównej ulicy.

- Kiedy odzyskam swój paszport? – Skierował swoje pytanie w stronę Chanyeola, który widocznie nie przejął się jego sytuacją. Można było wywnioskować to po jego postawie i sposobie mówienia. 
- W odpowiednim czasie.
- Czyli kiedy dokładnie? - Brak dokumentów był w tamtej chwili jego największym problemem, ponieważ bez nich nie mógł wrócić do swojego kraju. 
- Kiedy ten czas nadejdzie.
- Dobra, nieważne.. – Baekhyun wiedział, że nie dowie się niczego konkretnego, więc stwierdził, że w tej sytuacji lepiej odpuścić. I tak nic by z niego nie wyciągnął, a jedynie popsułby sobie nerwy. 
Po kilkusekundowej ciszy, Chanyeol zwrócił się do niższego chłopaka.- Masz zamiar tak tu sterczeć? Gdzie jest twój dom? - Widząc jego nieufne spojrzenie od razu zaczął kontynuować. -  Muszę to wiedzieć, żeby dać ci znać, kiedy zadzwoni policjant, a wcześniej mówiłeś, że nie masz telefonu.
- Oh, właśnie. Pożyczysz mi na chwilę swój telefon? W okolicy mieszka mój brat.
- I sądzisz, że odbierze po takiej kłótni i przywita cię z otwartymi ramionami. – Dodał nieco sarkastycznie.
Byun był zaskoczony tym, że chłopak wiedział o tej małej sprzeczce z bratem. Bądź co bądź kłócili się na środku ulicy, tuż przy barze, ale mimo to nie sądził, że ktoś mógłby zwrócić na nich wtedy uwagę. I ten ktoś będzie z nim teraz rozmawiał. 
- Chyba nie chcesz do niego teraz dzwonić i zostać na noc?
- To nie twoja sprawa. – Powiedział po chwili zawahania. Wiedział, że pójście do Chena nie było najlepszym rozwiązaniem, ale nie miał innej opcji. On był jedyną osobą w Stanach, którą znał. Hotel też nie wchodził w opcję, bo po prostu za dużo by go to kosztowało. - Powinieneś po prostu odwieźć mnie do domu. Zapłacę ci za to. 
- Jak masz zamiar poradzić sobie w życiu, skoro wszystko chcesz załatwiać kasą? – Chanyeol ustał nieco swobodniej i spojrzał w oczy towarzysza. – Masz jej aż tak dużo? - Był nieco rozbawiony jego postawą. Nie wyglądał na osobę, która może sobie szastać kasą na lewo i prawo, a tu nagle oferuje mu pieniądze w zamian za podwózkę.
- Miałem nadzieję, że po prostu sobie pójdziesz…

Chanyeol już nie dopowiedział.  Jedynie złapał za jego dłoń i skierowali się w stronę zaparkowanego samochodu. Podróż trwała tylko kilkanaście minut i minęła im w prawie zupełnej ciszy. Chanyeol skupiony był na drodze i prowadzeniu pojazdu, a Byun po tym, jak podał adres zajął się podziwianiem przemijających budynków i obserwowaniem przechodniów.


Wprowadziłam małe poprawki do tego rozdziału, bo w niektórych momentach było to niezrozumiałe. 

                                                                                  ~ Suigintou

środa, 9 września 2015

Dziedzice część 2.

 Drugi rozdział serii Dziedzice.

                                                                          ***

Kalifornia jest miejscem, do którego zostałem wysłany przez moją rodzinę. W aktualnej chwili jestem niczym uczony na wygnaniu. Już nieraz myślałem, że powinienem się zbuntować, jednak po dłuższym rozmyślaniu przychodziła mi do głowy kolejna myśl. Co by mi to dało? Mimo, że byłem z dala od moich bliskich, to niczego poza tym mi nie brakowało. Mieszkałem w dużym domu, na którego kupno stać jedynie najbogatszych biznesmenów z Seulu. Swój własny samochód, opłacone studia. Uczelnia, o której prości ludzie mogli jedynie pomarzyć.
Mimo, że miałem wszystko, czego zapragnąłem, to jak każdy nastolatek lubiłem imprezować. Przez niektóre z moich wybryków zacząłem mieć drobne problemy z prawem. W pewnym momencie pojawił się nawet gliniarz, który wiecznie miał mnie na oku. Na dodatek zawsze ściągałem na siebie uwagę w szkole. Ostatnio nawet nauczyłem się, jak doprowadzać moją matkę z Seulu do płaczu.

Z rozmyślań wyrwał go Xiumin, który bez pukania wszedł do pokoju. Był zaufanym przyjacielem, więc posiadał klucze od domu i dość często w nim przebywał.
- Chanyeol, ktoś od dłuższego czasu do ciebie wydzwania. – Rzucił telefon w stronę młodszego, który sprawnie go złapał. – Leżał w salonie.
- Dzięki. – Spojrzał na ekran komórki, ale od razu odrzucił połączenie, kiedy zauważył, że Kai znów do niego dzwonił. Nie miał ochoty z nim rozmawiać, więc nieodbieranie było w tym przypadku najlepszą opcją.
- Nie zamierzasz odbierać? – Xiumin spojrzał na niego lekko zdziwiony.
- Nie. I tak wiem , kto dzwoni.  – Chanyeol zamknął swój pamiętnik i podniósł się z łóżka. – To mój narzeczony i albo wsiada do samolotu, albo już w nim jest, albo właśnie wylądował. Zapewne przyjeżdża tutaj, bo niedługo zbliża się rocznica naszych zaręczyn. Żadna niespodzianka, więc nawet nie muszę odbierać.
Xiumin nie odpowiedział. Przytaknął jedynie głową na znak tego, że rozumie, co przyjaciel miał na myśli.
                                                                                       ***

Po kilkunastu minutach marszu, Baekhyun dotarł pod dom swojego brata. W pierwszym momencie był lekko rozczarowany, ponieważ inaczej wyobrażał sobie miejsce, w którym mieszka Chena. Uschnięte i powiędłe kwiaty w ogóle nie pasowały mu do otoczenia. Nie chciał jednak wysnuwać zbyt pochopnych wniosków, więc po chwili patrzenia na budynek od zewnątrz, zapukał do drzwi.
- Hyung, to ja. Otwórz drzwi.
Kilka chwil później drzwi otworzyły się i ujrzał w nich młodą kobietę. Na oko wyglądała na dwadzieścia, może maksymalnie dwadzieścia pięć lat. Ubrana była w różową bluzkę i krótką spódniczkę. Baekhyun stał oszołomiony wpatrując się w nieznajomą. Nie spodziewał się takiego widoku. Był pewien, że drzwi otworzy mu brat.
- C-Czy mieszka tu Chen? – To było jedyne, co udało mu się wydukać, gdy minął pierwszy szok.
- Ty jesteś Baekhyun? – Kobieta po chwili samego patrzenia prosto w oczy, odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Również wyglądała na zdziwioną, ale wydawało się, że kojarzyła kim jest chłopak.
Ten mruknął jedynie ciche ‘’tak’’ i gestem ręki został zaproszony do środka. Gdy przekroczył próg domu, był jeszcze bardziej zawiedziony. Wnętrze było nieposprzątane, wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu i ubrania. Nawet obrazy nie były na swoim miejscu, tylko leżały gdzieś na podłodze. Nie było też za wiele miejsca, aby swobodnie się poruszać, o żadnym krześle już nie wspominając. Baekhyun rozglądał się na wszystkie strony. To przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Nieraz, gdy rozmawiał z Chenem przez telefon, to ten opowiadał mu, w jakim pięknym domu mieszka. Jego opowieści różniły się od rzeczywistości. Różniły się to nawet mało powiedziane. Nie odzwierciedlały tego miejsca w ani jednym procencie.
Dopiero po krótkiej chwili zauważył, że w środku jest też jakiś mężczyzna. Wyglądał na pijanego i awanturował się z kobietą, która wpuściła go do środka. Nie obchodziło go za bardzo, dlaczego urządzali taką wymianę zdań, ale mógł wywnioskować, że chodziło o niego. Bowiem mężczyzna był zazdrosny o swoją dziewczynę i posądzał ją o zdradę z Baekhyunem. Po skończeniu swojej kłótni, mężczyzna wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
- Czy ty… jesteś żoną Chena? – zapytał, gdy zauważył, że dziewczyna kieruje się w jego stronę.
- Żoną? – prychnęła zastanawiając się, czy dobrze usłyszała.  – Chyba sobie żartujesz. Dlaczego miałabym być jego żoną? – Dodała akcentując ostatnie słowo. – My tylko mieszkamy razem.
Baekhyun z niedowierzaniem zaczął zadawać kolejne pytania. Czuł, że coraz bardziej się irytuje, ale nic nie mógł na to poradzić. – Gdzie jest uniwersytet Chena?
- Uniwersytet? Przecież on się nie uczy.
- Więc kłamał też w sprawie szkoły? – Powiedział bardziej do siebie. – Gdzie on teraz jest?! – Mimo, że próbował, to nie potrafił już powstrzymać swojej złości. Po prostu chciał porozmawiać z osobą, która naopowiadała mu tyle kłamstw.
- On… - Dziewczyna zatrzymała się na chwilę, nie będą pewną, czy powinna udzielać takiej informacji, jednak gdy zauważyła wściekły wzrok chłopaka, to uległa i powiedziała wszystko o czym wiedziała. – Pracuje w barze Tutti Frutti. Mogę podać ci adres.

                                                                                   ***
Chanyeol siedział przy jednym ze stolików w barze. Często tam przychodził i zazwyczaj wtedy zaczynał pisać coś w swoim notatniku. Jako, że miejsce było położone niedaleko piaszczystej plaży, to miło spędzało się tam czas nawet na samym popijaniu drinków czy innych napojów. Tego dnia pogoda była bardzo dobra i słońce przyjemnie grzało. Idealny dzień, aby spędzić go na siedzeniu przy stoliku, obserwowaniu okolicy i zapisywaniu różnych rzeczy w notesie.
- Dlaczego zawsze gdy tu przychodzisz, to coś piszesz w swoim notatniku? – Usłyszał głos kelnera podchodzącego do niego.
- To zadanie domowe. Esej. – Rozpoznał głos chłopaka nawet bez patrzenia na niego. Chen był jednym z kilku kelnerów tego baru i lubili porozmawiać ze sobą od czasu do czasu.
- Nie wyglądasz na takiego, który lubi odrabiać prace domowe.
- Właśnie przez to mam zamiar je odrobić. To coś jakby rodzaj buntu. – Zaśmiał się widząc zdezorientowaną minę Chena. W końcu tylko nieliczni potrafili zrozumieć jego logikę, a chłopak do tych osób widocznie się nie zaliczał.
- Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował. – Odszedł od stolika udając się w stronę innego klienta.
Chanyeol znów miał zamiar zatracić się w pisaniu, jednak coś innego przykuło jego uwagę. Był to chłopak stojący niedaleko wejścia do baru. Normalnie nie zwracałby na to uwagi, jednak nieznajomy wyglądał, jakby kogoś obserwował. Po chwili zorientował się, że jego wzrok był utkwiony w Chenie, który właśnie zabawiał dwie klientki. Nie krył się z tym jakoś szczególnie. Po prostu na oczach wszystkich z nimi flirtował. Chan odwrócił swoją głowę w przeciwnym kierunku i dostrzegł, że w oczach chłopaka zaczynają pojawiać się łzy.
Chen chwilę potem znalazł się przy jego stoliku. – Dolać ci kawy?
Chanyeol nie zdążył nic odpowiedzieć, zauważył jedynie Chena szybkim krokiem idącego w stronę płaczącego chłopaka.

                                                                                      ***

- Baekhyun… - Chen podszedł do niego, gdy tylko go zauważył. – Co ty tutaj robisz? – Kontynuował, gdy ten odwrócił się w jego stronę. – Co z mamą?
- Z mamą? Możesz w ogóle wypowiadać słowo „mama”? – Odpowiedział ledwo powstrzymując swoje łzy. Nie mógł się przecież w tej chwili rozkleić. Najpierw musiał powiedzieć wszystko, co dusił w sobie od dłuższego czasu.
- Powinieneś był zadzwonić, że przyjeżdżasz. – Chen zignorował jego słowa i po prostu dalej kontynuował tak, jakby to spotkanie w ogóle go nie zdziwiło.
- Dzwoniłem, ale nie odbierałeś. Poza tym, opowiadałeś, że się tu uczysz.
- Kto ci powiedział, że tutaj pracuję?
- A kto mógł mi powiedzieć? To oczywiste, że dziewczyna, z którą mieszkasz! – Podniósł swój głos, ponieważ nie mógł znieść jego obojętnego tonu.
- Byłeś w moim domu?!
- Tak, byłem. – Odpowiedział niemal natychmiast. – Żyjesz w takiej melinie… Jak długo miałeś zamiar kłamać? Naopowiadałeś nam bzdur o małżeństwie, ślubie i studiach. Skoro masz możliwość, aby żyć w Stanach, to powinieneś mieć cudowne życie i znaleźć sobie idealną dziewczynę! Na co były te wszystkie niestworzone historie?!
Chłopak nie odpowiedział. Może po prostu nie wiedział, co powinien w takiej sytuacji powiedzieć, ani jak się zachować. Po prostu wyrwał z ręki Baekhyuna walizkę i zaczął ją otwierać. Młodszy zaczął wpatrywać się w niego z niedowierzaniem. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Chen zaczął przeglądać zawartość bagażu w celu znalezienia tylko jednej rzeczy. Pieniędzy.
- Przywiozłeś moje pieniądze? – Zaczął wyrzucać ze środka ubrania i inne niepotrzebne mu rzeczy.
- Masz zamiar posunąć się aż tak daleko? – W jego głosie można było usłyszeć desperację. -  Będę błagać o karę za to, że opuściłem matkę, aby przyjechać do mojego hyunga. – Czuł, że pod powiekami zaczyna zbierać mu się coraz więcej łez. – Powinienem zostać za to ukarany.
- Gdzie one są? – Chen całkowicie go zignorował będąc sfrustrowany tym, że nie mógł znaleźć pieniędzy.
- Wystarczy. – Podszedł do niego, próbując odciągnąć go od walizki. – Powiedziałem, żebyś przestał! Od zawsze byłeś moją jedyną nadzieją i największym marzeniem. W każdym razie, ludzki los jest z góry zapisany i nie mamy wpływu na to, czy osiągniemy sukces. Zrezygnowałam ze wszystkich moich marzeń i nawet poszłam do szkoły publicznej. Chwytałem się każdej dorywczej pracy tylko po to, abyśmy mogli z mamą jakoś przeżyć do kolejnego miesiąca. I na co to wszystko było? Ponieważ musieliśmy jakoś żyć do czasu, aż ty wrócisz?!
- Wybacz… - Wyjął z walizki kopertę z pieniędzmi. – Kryj mnie ten jeden raz. – Odwrócił się i zaczął iść przed siebie zostawiając Baekhyuna z porozrzucanymi na chodniku ubraniami i zranionym sercem.
Bae nie mógł nic poradzić na to, że łzy mimowolnie zaczęły wypływać z jego oczu.

                                                                           ***
Chanyeol obserwował całą tą sytuację z daleka. Po chwili zauważył, że do jego stolika dosiada się Xiumin.
- Słuchaj, Chanyeol. Chodzi o tą jutrzejszą imprezę… - Wyższy uciszył go i przerwał jego wypowiedź.
- Kim jest ta laska? – Xiumin podążając za wzrokiem przyjaciela zauważył chłopaka klęczącego przy swojej walizce. – Zawsze jesteś o krok przede mną, ale teraz ja zajmę się resztą. – Wybiegł z baru kierując się w stronę nieznajomego. Chanyeol po chwili zrobił to samo szybko podążając za przyjacielem.
Starszy podbiegł do Baekhyuna pytając się, czy wszystko z nim w porządku. Po krótkiej wymianie zdań złapał woreczek z mąką z fasoli, który leżał przy ubraniach i zaczął z nim biec w stronę plaży.
- Hej, stój w tej chwili! – Nim się zorientował, Bae został okradziony. Nie dość, że pierwszego dnia w Stanach dowiedział się, że jego brat jest kłamcą, to teraz jeszcze jakiś złodziejaszek zabrał mu jego własność. Bez zawahania zaczął biec za nim, aby odzyskać to, co należało do niego. Po krótkiej chwili dogonił go, jednak woreczek rozdarł się i jego zawartość wylądowała na pisaku. Wielkim zaskoczeniem było to, że złodziej zaczął się dusić i wyglądał, jakby miał alergię na proszek.
-  Xiumin? – Chanyeol podbiegł do niego przejęty jego stanem. Próbował ocucić przyjaciela, ale na nic się to zdało.- Ej, wyciągnij telefon i  zadzwoń po karetkę! – Zwrócił się do zdezorientowanego chłopaka, który stał jak wryty obserwując całą tą sytuację.
- Nie mam telefonu. – Okradziony chłopak szybko odpowiedział na to polecenie.
Wokół nich zaczął zbierać się tłum gapiów i to jedna ze starszych pań zadzwoniła po pomoc.

  

                        ~ Suigintou