Pokazywanie postów oznaczonych etykietą xiumin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą xiumin. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 września 2015

Dziedzice część 3

To już trzeci rozdział. Co prawda pisany na szybko, ale starałam się, żeby wyszedł jak najlepszy. Trochę smuci mnie, że nikt nie zostawia po sobie śladu w postaci komentarza (nawet nie wiem, czy komuś w ogóle chce się to czytać), ale chyba będę musiała jakoś to przeboleć ;.; 


   Dwie godziny później Baekhyun wraz z Chanyeolem czekali w szpitalu. Po incydencie na plaży i po przyjeździe pogotowia, ratownicy medyczni zabrali Xiumina do szpitala. Baek nie miał innego wyjścia, jak również się tam udać. Z jednej strony martwił się o chłopaka, a z drugiej nadal źle czuł się z tym, że został okradziony.  Mimo wszystko wygrało ludzkie współczucie. Nieznajomy naprawdę nie wyglądał za dobrze w tamtej chwili.
Po dłuższym oczekiwaniu, obok nich pojawił się lekarz. Okazało się, że ten atak spowodowany był alergią i była to reakcja organizmu na mączkę. Na szczęście nie stało się nic poważnego. Medycy stwierdzili, że za góra trzy dni powinien dojść do siebie i odzyskać siły.

- Dlaczego miałeś to ze sobą?- Zapytał Chanyeol, gdy lekarza nie było już w zasięgu wzroku.
- Sądzisz, że to moja wina? Przecież to twój przyjaciel mnie okradł! – Baekhyun czuł się zirytowany tym, że teraz cała wina spadnie na niego. – To ja tu jestem poszkodowany gdybyś zapomniał.
- Zawracasz mi tylko głowę. – Odwrócił się i udał w stronę sali, w której leżał Xiumin. Baekhyun patrzył w jego stronę jeszcze przez krótką chwilę, dopóki nie dostrzegł obok siebie dobrze zbudowanego, czarnoskórego policjanta.
- Czy to pana? – Zapytał trzymając w dłoni woreczek z białym proszkiem.
- Tak…  Ale to tylko mączka fasolowa do jedzenia. To nie są narkotyki, ani nic takiego. – Od razu zaczął się usprawiedliwiać.  Bał się, że to nieporozumienie może spowodować duże zamieszanie.
- Być może, ale nadal musimy to sprawdzić. – Mężczyzna miał wyraz twarzy, jakby nic go nie obchodziło i widocznie nie miał zamiaru zmieniać zdania. – Niech poda mi pan swój adres.
- Adres? Nie pochodzę stąd, jestem Koreańczykiem.
– W takim razie proszę paszport. – Baekhyun bez chwili zawahania wyjął go ze swojego plecaka i podał policjantowi. – Gdzie się zatrzymujesz? Chyba nie jesteś tu nielegalnie.
Byun powoli zaczynał być coraz bardziej zestresowany. Nigdy nie był w takiej sytuacji, a na dodatek został zalany masą pytań.
- W porządku, kochanie. – Baekhyun po chwili poczuł, że ktoś oplata go swoim ramieniem. To wywołało u niego ogromny szok. Po pierwsze, ktoś nagle go obejmuje, a po drugie nazywa w taki sposób.  – To mój chłopak, nie ma powodów do obaw. Przyjechał tu tylko na kilka dni – Zauważył, że osobą będącą zdecydowanie za blisko jest Chanyeol. Zaczął rozmawiać z policjantem jak gdyby nigdy nic i na dodatek udawał, że byli parą. Co było nie tak z tym chłopakiem? Przecież oni nawet się nie znali. Sądził, że już nic nie mogło go zaskoczyć, ale widocznie się pomylił.
- Długo się nie widzieliśmy, Chanyeol. Mogłem się spodziewać, że jesteś w to zamieszany.
- Tak czy inaczej, to nie są narkotyki i bardzo dobrze o tym wiesz.
- Co z tego? Nawet, jeśli początkowo tak myślałem, to jeśli zjawiłeś się ty, to nabrałem większych podejrzeń. – Schował dokumenty do kieszeni. – Na razie zatrzymam sobie paszport twojego chłopaka i poczekamy na wyniki.
Czarnoskóry mężczyzna wyciągnął swoją wizytówkę i podał ją Baekhunowi. – Na razie nigdzie nie wyjeżdżaj. Dam znać, gdy będzie coś wiadomo. – Odwrócił się w przeciwną stronę i ruszył schodami w dół w stronę głównej ulicy.

- Kiedy odzyskam swój paszport? – Skierował swoje pytanie w stronę Chanyeola, który widocznie nie przejął się jego sytuacją. Można było wywnioskować to po jego postawie i sposobie mówienia. 
- W odpowiednim czasie.
- Czyli kiedy dokładnie? - Brak dokumentów był w tamtej chwili jego największym problemem, ponieważ bez nich nie mógł wrócić do swojego kraju. 
- Kiedy ten czas nadejdzie.
- Dobra, nieważne.. – Baekhyun wiedział, że nie dowie się niczego konkretnego, więc stwierdził, że w tej sytuacji lepiej odpuścić. I tak nic by z niego nie wyciągnął, a jedynie popsułby sobie nerwy. 
Po kilkusekundowej ciszy, Chanyeol zwrócił się do niższego chłopaka.- Masz zamiar tak tu sterczeć? Gdzie jest twój dom? - Widząc jego nieufne spojrzenie od razu zaczął kontynuować. -  Muszę to wiedzieć, żeby dać ci znać, kiedy zadzwoni policjant, a wcześniej mówiłeś, że nie masz telefonu.
- Oh, właśnie. Pożyczysz mi na chwilę swój telefon? W okolicy mieszka mój brat.
- I sądzisz, że odbierze po takiej kłótni i przywita cię z otwartymi ramionami. – Dodał nieco sarkastycznie.
Byun był zaskoczony tym, że chłopak wiedział o tej małej sprzeczce z bratem. Bądź co bądź kłócili się na środku ulicy, tuż przy barze, ale mimo to nie sądził, że ktoś mógłby zwrócić na nich wtedy uwagę. I ten ktoś będzie z nim teraz rozmawiał. 
- Chyba nie chcesz do niego teraz dzwonić i zostać na noc?
- To nie twoja sprawa. – Powiedział po chwili zawahania. Wiedział, że pójście do Chena nie było najlepszym rozwiązaniem, ale nie miał innej opcji. On był jedyną osobą w Stanach, którą znał. Hotel też nie wchodził w opcję, bo po prostu za dużo by go to kosztowało. - Powinieneś po prostu odwieźć mnie do domu. Zapłacę ci za to. 
- Jak masz zamiar poradzić sobie w życiu, skoro wszystko chcesz załatwiać kasą? – Chanyeol ustał nieco swobodniej i spojrzał w oczy towarzysza. – Masz jej aż tak dużo? - Był nieco rozbawiony jego postawą. Nie wyglądał na osobę, która może sobie szastać kasą na lewo i prawo, a tu nagle oferuje mu pieniądze w zamian za podwózkę.
- Miałem nadzieję, że po prostu sobie pójdziesz…

Chanyeol już nie dopowiedział.  Jedynie złapał za jego dłoń i skierowali się w stronę zaparkowanego samochodu. Podróż trwała tylko kilkanaście minut i minęła im w prawie zupełnej ciszy. Chanyeol skupiony był na drodze i prowadzeniu pojazdu, a Byun po tym, jak podał adres zajął się podziwianiem przemijających budynków i obserwowaniem przechodniów.


Wprowadziłam małe poprawki do tego rozdziału, bo w niektórych momentach było to niezrozumiałe. 

                                                                                  ~ Suigintou

środa, 9 września 2015

Dziedzice część 2.

 Drugi rozdział serii Dziedzice.

                                                                          ***

Kalifornia jest miejscem, do którego zostałem wysłany przez moją rodzinę. W aktualnej chwili jestem niczym uczony na wygnaniu. Już nieraz myślałem, że powinienem się zbuntować, jednak po dłuższym rozmyślaniu przychodziła mi do głowy kolejna myśl. Co by mi to dało? Mimo, że byłem z dala od moich bliskich, to niczego poza tym mi nie brakowało. Mieszkałem w dużym domu, na którego kupno stać jedynie najbogatszych biznesmenów z Seulu. Swój własny samochód, opłacone studia. Uczelnia, o której prości ludzie mogli jedynie pomarzyć.
Mimo, że miałem wszystko, czego zapragnąłem, to jak każdy nastolatek lubiłem imprezować. Przez niektóre z moich wybryków zacząłem mieć drobne problemy z prawem. W pewnym momencie pojawił się nawet gliniarz, który wiecznie miał mnie na oku. Na dodatek zawsze ściągałem na siebie uwagę w szkole. Ostatnio nawet nauczyłem się, jak doprowadzać moją matkę z Seulu do płaczu.

Z rozmyślań wyrwał go Xiumin, który bez pukania wszedł do pokoju. Był zaufanym przyjacielem, więc posiadał klucze od domu i dość często w nim przebywał.
- Chanyeol, ktoś od dłuższego czasu do ciebie wydzwania. – Rzucił telefon w stronę młodszego, który sprawnie go złapał. – Leżał w salonie.
- Dzięki. – Spojrzał na ekran komórki, ale od razu odrzucił połączenie, kiedy zauważył, że Kai znów do niego dzwonił. Nie miał ochoty z nim rozmawiać, więc nieodbieranie było w tym przypadku najlepszą opcją.
- Nie zamierzasz odbierać? – Xiumin spojrzał na niego lekko zdziwiony.
- Nie. I tak wiem , kto dzwoni.  – Chanyeol zamknął swój pamiętnik i podniósł się z łóżka. – To mój narzeczony i albo wsiada do samolotu, albo już w nim jest, albo właśnie wylądował. Zapewne przyjeżdża tutaj, bo niedługo zbliża się rocznica naszych zaręczyn. Żadna niespodzianka, więc nawet nie muszę odbierać.
Xiumin nie odpowiedział. Przytaknął jedynie głową na znak tego, że rozumie, co przyjaciel miał na myśli.
                                                                                       ***

Po kilkunastu minutach marszu, Baekhyun dotarł pod dom swojego brata. W pierwszym momencie był lekko rozczarowany, ponieważ inaczej wyobrażał sobie miejsce, w którym mieszka Chena. Uschnięte i powiędłe kwiaty w ogóle nie pasowały mu do otoczenia. Nie chciał jednak wysnuwać zbyt pochopnych wniosków, więc po chwili patrzenia na budynek od zewnątrz, zapukał do drzwi.
- Hyung, to ja. Otwórz drzwi.
Kilka chwil później drzwi otworzyły się i ujrzał w nich młodą kobietę. Na oko wyglądała na dwadzieścia, może maksymalnie dwadzieścia pięć lat. Ubrana była w różową bluzkę i krótką spódniczkę. Baekhyun stał oszołomiony wpatrując się w nieznajomą. Nie spodziewał się takiego widoku. Był pewien, że drzwi otworzy mu brat.
- C-Czy mieszka tu Chen? – To było jedyne, co udało mu się wydukać, gdy minął pierwszy szok.
- Ty jesteś Baekhyun? – Kobieta po chwili samego patrzenia prosto w oczy, odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Również wyglądała na zdziwioną, ale wydawało się, że kojarzyła kim jest chłopak.
Ten mruknął jedynie ciche ‘’tak’’ i gestem ręki został zaproszony do środka. Gdy przekroczył próg domu, był jeszcze bardziej zawiedziony. Wnętrze było nieposprzątane, wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu i ubrania. Nawet obrazy nie były na swoim miejscu, tylko leżały gdzieś na podłodze. Nie było też za wiele miejsca, aby swobodnie się poruszać, o żadnym krześle już nie wspominając. Baekhyun rozglądał się na wszystkie strony. To przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Nieraz, gdy rozmawiał z Chenem przez telefon, to ten opowiadał mu, w jakim pięknym domu mieszka. Jego opowieści różniły się od rzeczywistości. Różniły się to nawet mało powiedziane. Nie odzwierciedlały tego miejsca w ani jednym procencie.
Dopiero po krótkiej chwili zauważył, że w środku jest też jakiś mężczyzna. Wyglądał na pijanego i awanturował się z kobietą, która wpuściła go do środka. Nie obchodziło go za bardzo, dlaczego urządzali taką wymianę zdań, ale mógł wywnioskować, że chodziło o niego. Bowiem mężczyzna był zazdrosny o swoją dziewczynę i posądzał ją o zdradę z Baekhyunem. Po skończeniu swojej kłótni, mężczyzna wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
- Czy ty… jesteś żoną Chena? – zapytał, gdy zauważył, że dziewczyna kieruje się w jego stronę.
- Żoną? – prychnęła zastanawiając się, czy dobrze usłyszała.  – Chyba sobie żartujesz. Dlaczego miałabym być jego żoną? – Dodała akcentując ostatnie słowo. – My tylko mieszkamy razem.
Baekhyun z niedowierzaniem zaczął zadawać kolejne pytania. Czuł, że coraz bardziej się irytuje, ale nic nie mógł na to poradzić. – Gdzie jest uniwersytet Chena?
- Uniwersytet? Przecież on się nie uczy.
- Więc kłamał też w sprawie szkoły? – Powiedział bardziej do siebie. – Gdzie on teraz jest?! – Mimo, że próbował, to nie potrafił już powstrzymać swojej złości. Po prostu chciał porozmawiać z osobą, która naopowiadała mu tyle kłamstw.
- On… - Dziewczyna zatrzymała się na chwilę, nie będą pewną, czy powinna udzielać takiej informacji, jednak gdy zauważyła wściekły wzrok chłopaka, to uległa i powiedziała wszystko o czym wiedziała. – Pracuje w barze Tutti Frutti. Mogę podać ci adres.

                                                                                   ***
Chanyeol siedział przy jednym ze stolików w barze. Często tam przychodził i zazwyczaj wtedy zaczynał pisać coś w swoim notatniku. Jako, że miejsce było położone niedaleko piaszczystej plaży, to miło spędzało się tam czas nawet na samym popijaniu drinków czy innych napojów. Tego dnia pogoda była bardzo dobra i słońce przyjemnie grzało. Idealny dzień, aby spędzić go na siedzeniu przy stoliku, obserwowaniu okolicy i zapisywaniu różnych rzeczy w notesie.
- Dlaczego zawsze gdy tu przychodzisz, to coś piszesz w swoim notatniku? – Usłyszał głos kelnera podchodzącego do niego.
- To zadanie domowe. Esej. – Rozpoznał głos chłopaka nawet bez patrzenia na niego. Chen był jednym z kilku kelnerów tego baru i lubili porozmawiać ze sobą od czasu do czasu.
- Nie wyglądasz na takiego, który lubi odrabiać prace domowe.
- Właśnie przez to mam zamiar je odrobić. To coś jakby rodzaj buntu. – Zaśmiał się widząc zdezorientowaną minę Chena. W końcu tylko nieliczni potrafili zrozumieć jego logikę, a chłopak do tych osób widocznie się nie zaliczał.
- Zawołaj mnie, jeśli będziesz czegoś potrzebował. – Odszedł od stolika udając się w stronę innego klienta.
Chanyeol znów miał zamiar zatracić się w pisaniu, jednak coś innego przykuło jego uwagę. Był to chłopak stojący niedaleko wejścia do baru. Normalnie nie zwracałby na to uwagi, jednak nieznajomy wyglądał, jakby kogoś obserwował. Po chwili zorientował się, że jego wzrok był utkwiony w Chenie, który właśnie zabawiał dwie klientki. Nie krył się z tym jakoś szczególnie. Po prostu na oczach wszystkich z nimi flirtował. Chan odwrócił swoją głowę w przeciwnym kierunku i dostrzegł, że w oczach chłopaka zaczynają pojawiać się łzy.
Chen chwilę potem znalazł się przy jego stoliku. – Dolać ci kawy?
Chanyeol nie zdążył nic odpowiedzieć, zauważył jedynie Chena szybkim krokiem idącego w stronę płaczącego chłopaka.

                                                                                      ***

- Baekhyun… - Chen podszedł do niego, gdy tylko go zauważył. – Co ty tutaj robisz? – Kontynuował, gdy ten odwrócił się w jego stronę. – Co z mamą?
- Z mamą? Możesz w ogóle wypowiadać słowo „mama”? – Odpowiedział ledwo powstrzymując swoje łzy. Nie mógł się przecież w tej chwili rozkleić. Najpierw musiał powiedzieć wszystko, co dusił w sobie od dłuższego czasu.
- Powinieneś był zadzwonić, że przyjeżdżasz. – Chen zignorował jego słowa i po prostu dalej kontynuował tak, jakby to spotkanie w ogóle go nie zdziwiło.
- Dzwoniłem, ale nie odbierałeś. Poza tym, opowiadałeś, że się tu uczysz.
- Kto ci powiedział, że tutaj pracuję?
- A kto mógł mi powiedzieć? To oczywiste, że dziewczyna, z którą mieszkasz! – Podniósł swój głos, ponieważ nie mógł znieść jego obojętnego tonu.
- Byłeś w moim domu?!
- Tak, byłem. – Odpowiedział niemal natychmiast. – Żyjesz w takiej melinie… Jak długo miałeś zamiar kłamać? Naopowiadałeś nam bzdur o małżeństwie, ślubie i studiach. Skoro masz możliwość, aby żyć w Stanach, to powinieneś mieć cudowne życie i znaleźć sobie idealną dziewczynę! Na co były te wszystkie niestworzone historie?!
Chłopak nie odpowiedział. Może po prostu nie wiedział, co powinien w takiej sytuacji powiedzieć, ani jak się zachować. Po prostu wyrwał z ręki Baekhyuna walizkę i zaczął ją otwierać. Młodszy zaczął wpatrywać się w niego z niedowierzaniem. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego. Chen zaczął przeglądać zawartość bagażu w celu znalezienia tylko jednej rzeczy. Pieniędzy.
- Przywiozłeś moje pieniądze? – Zaczął wyrzucać ze środka ubrania i inne niepotrzebne mu rzeczy.
- Masz zamiar posunąć się aż tak daleko? – W jego głosie można było usłyszeć desperację. -  Będę błagać o karę za to, że opuściłem matkę, aby przyjechać do mojego hyunga. – Czuł, że pod powiekami zaczyna zbierać mu się coraz więcej łez. – Powinienem zostać za to ukarany.
- Gdzie one są? – Chen całkowicie go zignorował będąc sfrustrowany tym, że nie mógł znaleźć pieniędzy.
- Wystarczy. – Podszedł do niego, próbując odciągnąć go od walizki. – Powiedziałem, żebyś przestał! Od zawsze byłeś moją jedyną nadzieją i największym marzeniem. W każdym razie, ludzki los jest z góry zapisany i nie mamy wpływu na to, czy osiągniemy sukces. Zrezygnowałam ze wszystkich moich marzeń i nawet poszłam do szkoły publicznej. Chwytałem się każdej dorywczej pracy tylko po to, abyśmy mogli z mamą jakoś przeżyć do kolejnego miesiąca. I na co to wszystko było? Ponieważ musieliśmy jakoś żyć do czasu, aż ty wrócisz?!
- Wybacz… - Wyjął z walizki kopertę z pieniędzmi. – Kryj mnie ten jeden raz. – Odwrócił się i zaczął iść przed siebie zostawiając Baekhyuna z porozrzucanymi na chodniku ubraniami i zranionym sercem.
Bae nie mógł nic poradzić na to, że łzy mimowolnie zaczęły wypływać z jego oczu.

                                                                           ***
Chanyeol obserwował całą tą sytuację z daleka. Po chwili zauważył, że do jego stolika dosiada się Xiumin.
- Słuchaj, Chanyeol. Chodzi o tą jutrzejszą imprezę… - Wyższy uciszył go i przerwał jego wypowiedź.
- Kim jest ta laska? – Xiumin podążając za wzrokiem przyjaciela zauważył chłopaka klęczącego przy swojej walizce. – Zawsze jesteś o krok przede mną, ale teraz ja zajmę się resztą. – Wybiegł z baru kierując się w stronę nieznajomego. Chanyeol po chwili zrobił to samo szybko podążając za przyjacielem.
Starszy podbiegł do Baekhyuna pytając się, czy wszystko z nim w porządku. Po krótkiej wymianie zdań złapał woreczek z mąką z fasoli, który leżał przy ubraniach i zaczął z nim biec w stronę plaży.
- Hej, stój w tej chwili! – Nim się zorientował, Bae został okradziony. Nie dość, że pierwszego dnia w Stanach dowiedział się, że jego brat jest kłamcą, to teraz jeszcze jakiś złodziejaszek zabrał mu jego własność. Bez zawahania zaczął biec za nim, aby odzyskać to, co należało do niego. Po krótkiej chwili dogonił go, jednak woreczek rozdarł się i jego zawartość wylądowała na pisaku. Wielkim zaskoczeniem było to, że złodziej zaczął się dusić i wyglądał, jakby miał alergię na proszek.
-  Xiumin? – Chanyeol podbiegł do niego przejęty jego stanem. Próbował ocucić przyjaciela, ale na nic się to zdało.- Ej, wyciągnij telefon i  zadzwoń po karetkę! – Zwrócił się do zdezorientowanego chłopaka, który stał jak wryty obserwując całą tą sytuację.
- Nie mam telefonu. – Okradziony chłopak szybko odpowiedział na to polecenie.
Wokół nich zaczął zbierać się tłum gapiów i to jedna ze starszych pań zadzwoniła po pomoc.

  

                        ~ Suigintou