Fanfik pisany na szybko. Po prostu musiałam wyrazić moje oburzenie w związku ze sprawą Taeyonga, ale oczywiście nie mogłam powstrzymać miłości do mojego OTP i zrobiłam z tego Hyungwonho. Poza tym zdenerwowało mnie obliczanie podatku i musiałam jakoś odreagować i wybrałam pisanie.
Nie rozumiem, jak można kogoś skreślić tylko przez to, że kiedyś popełnił błąd... Swoją drogą wierzę w to, że nad ludźmi ciąży fatum i czasami nie możemy uniknąć niektórych sytuacji. No nieważne.
I dziękuję won who za zrobienie takiego pięknego szablonu :)
Pairing: Hyungwonho / 2won
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanfiction. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fanfiction. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 14 kwietnia 2016
piątek, 4 marca 2016
Damy i wieśniaczki ver Monsta X
Damy i wieśniaczki ver Monsta X
Pairing: Hyungwonho (Hyungwon x Wonho)
Zacznijmy od tego, kto będzie jednym z głównych bohaterów
tego opowiadania. Zapewne każdego to ciekawi, a więc z chęcią was uświadomię.
Będzie to Chae Hyungwon, czyli chłopak z bogatego domu, który zawsze miał
wszystko, czego zapragnął. Jako jedynak zawsze był rozpieszczany przez swoich
rodziców i nigdy nie zaznał smutków czy trosk. Już od narodzin traktowany był
jak książę. Po jednym spojrzeniu na niego można było poznać, że to osoba z
wyższych sfer i nie zadaje się z byle jaką czarną masą.
Wszystko było cudownie aż do dnia, kiedy nagle dowiedział
się, że ma odwiedzić swojego dalekiego kuzyna. Ta sytuacja… nie za bardzo mu
się spodobała. Po pierwsze nawet nie znał za bardzo chłopaka. Wiedział jedynie,
że ma na imię Wonho i widział go może ze dwa czy trzy raz, gdy był młodszy i
pojechał do niego w odwiedziny wraz ze swoimi rodzicami. Drugim powodem było
to, że jego kuzyn mieszkał na wsi oddalonej od jego domu o ponad sto
kilometrów. Jakoś nie bardzo miał ochotę tłuc się taki kawał samochodem i stać
w kilometrowych korkach. Jednak co mógł poradzić? Jako poukładany i zawsze
spokojny syn nie mógł odmówić rodzicom. Nie chciał ich zawieść, a relacje
rodzinne trzeba było utrzymywać.
Tak więc następnego dnia wyruszył w podróż. Spakowanie
bagaży i wybranie się zajęło mu mniej niż godzinę. Po pożegnaniu się z
rodzicami wsiadł do swojego samochodu i wyruszył chwilę po ustawieniu
nawigacji. Tak jak sądził, droga ciągnęła mu się niemiłosiernie. Już po
piętnastu minutach miał dość tłoku na ulicach i stania na światłach. Zrobił
sobie tylko jedną, krótką przerwę w połowie drogi i wieczorem był już na
miejscu.
Lecz to, co tam zobaczył przerosło jego najśmielsze
oczekiwania. Nie dowierzał, jak ktoś mógłby mieszkać w takim miejscu i co
chwilę zastanawiał się, czy to odpowiedni dom. Życie na kompletnym odludziu, w
jakimś zniszczonym domu, w około którego nie ma nic oprócz łąk w ogóle nie było
w jego stylu. Nie był pewien, czy przetrwa mieszkając tam tydzień tak jak
planował. Po chwili ujrzał czyjąś sylwetkę wyłaniającą się zza płotu. Był to
chłopak w za luźnych ubraniach, niegustownej koszuli, żółtych kaloszach i
kapeluszu na głowie. I.. machał do niego. Dopiero po chwili dotarło do
Hyungwona, że tym wieśniakiem musiał być jego kuzyn. Nie liczył na jakiegoś
przystojnego prezesa, ale oczekiwania miał większe niż to. Już miał ochotę
zrobić krok w tył i czym prędzej wracać do swojego domu, ale chłopak
momentalnie znalazł się przy nim.
- Hej, ty jesteś Hyungwon? Tak dawno się nie widzieliśmy.
Chłopak nie był w stanie nic z siebie wydusić, więc jedynie
pokiwał głową. Przyjrzał się Wonho i musiał stwierdzić, że gdyby zmienił swoje
ubrania i trochę się ogarnął, to nie byłby taki najgorszy. Twarz ratowała ten
całokształt i była dla chłopaka jakaś nadzieja.
Wonho od razu zaprosił gościa do swojego domu. Powiedzmy
sobie szczerze: luksusów to on tam nie miał. Jedynie jakaś kuchnia, łazienka i
dwa pokoje. Pomimo tego, że wnętrze nie było jakoś specjalnie wyposażone, to
panował tam porządek i ład. Wszystko było na swoim miejscu i można było bez
problemu odnaleźć każdą rzecz. Hyungwon dostał nawet swoje łóżko. Wooow,
niesamowite. Nawet nie sądził, że będzie miał aż taki komfort, bo z patrząc z
zewnątrz na tą posiadłość, można było się wszystkiego spodziewać. Tak czy
inaczej, Chae chciał, żeby ten tydzień minął jak najszybciej, bo był tam
niespełna pół godziny, a już miał dosyć i pragnął znów znaleźć się w tętniącej
życiem stolicy.
***
Minęły dwa dni, a Hyungwon zdążył się w miarę przyzwyczaić
do warunków i panujących zasad. Siedział właśnie na jednym z krzeseł postawionych
na dworze tuż za domem i obserwował Wonho, który zbierał powiązane snopki
siana. Było niesamowicie gorąco, ale Chae już sam nie wiedział, czy to dlatego,
że było lato i słońce niesamowicie świeciło czy dlatego, że jego kuzyn
wykonywał właśnie swoją pracę bez górnej części garderoby. Zdjął swoją koszulkę
już kilka minut temu, a Hyungwon nadal nie mógł oderwać od niego wzroku. Jego
umięśnione ciało, które napinało się z każdym ruchem wywoływało u niego skrajne
emocje. Co chwilę zastanawiał się, jak jego kuzyn pomimo swojej wieśniackiej
natury może być taki seksowny?
Gdy na dworze zaczynało się ściemniać, a Chae siedząc w
kuchni zauważył, że Wonho powinien wrócić do domu, ale nadal nigdzie go nie
było, wyszedł z domu z zamiarem znalezienia go. Udało mu się to już po krótkiej
chwili. Zobaczył sylwetkę Wonho, który przekładał coś w swojej stodole, więc od
razu podszedł do niego.
- Kończysz już na dzisiaj? – Powiedział niby od niechcenia
przyglądając się temu, co robił.
- Tak, za chwilę możemy wracać. – Woho nie dodał nic więcej,
a jedynie zaczął wpatrywać się w Hyungwona z szerokim uśmiechem na ustach.
- Co ty robisz? – Chłopak był nieco skrępowany, więc od razu
odwrócił swoją głowę w drugą stronę, aby tylko uniknąć jego spojrzenia.
- To samo co ty dzisiaj. Obserwuję, patrzę, podziwiam. – Z
każdym kolejnym słowem uśmiech na jego twarzy stawał się coraz większy.
Hyungwon chciał coś odpowiedzieć, ale nie mógł dobrać odpowiednich słów. Uznał,
że najlepszą opcją będzie szybkie wycofanie się, czyli kolokwialnie mówiąc
ucieczka. Teoretycznie jego plan był dobry, jednak nim zdążył zrobić
jakikolwiek krok, został przyciągnięty przez Wonho i objęty w pasie. W tamtym
momencie był zupełnie zdezorientowany i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, ani
jakie plany ma wobec niego kuzyn. Robił sobie żarty? Nie wiedział tego,
ponieważ nigdy wcześniej nie znalazł się w takiej sytuacji. Jego wszelkie
wątpliwości rozwiał chłopak, który brutalnie połączył ich wargi i już po chwili
zaczął badać wnętrze ust Chae swoim językiem. Z początku Hyungwon starał się
opierać, ale z każdą kolejną chwilą zaczął znajdować w tym przyjemność i
pragnąć coraz więcej. Na szczęście Wonho nie pozostał ślepy na jego nieme
prośby i ciche jęki, ponieważ już po chwili znaleźli się na stercie siana, a
kolejne części garderoby znikały z nich w okamgnieniu. Starszy zdecydowanie
przejął inicjatywę i starał się robić wszystko, aby były to dla nich obu
niezapomniane chwile.
***
Przez ten tydzień bardzo zbliżyli się do siebie i odrzucili
na bok swoje klasy społeczne. Hyungwon nawet zdążył się przyzwyczaić i musiał
przyznać, że nie liczy się bogactwo, tylko to, jak człowiek jest dobry w
łóżku XD i jaką ma osobowość. Możemy znaleźć drugą połówkę w kimś, po kim w
ogóle byśmy się tego nie spodziewali.
W końcu nadszedł dzień odjazdu i pożegnania, ale Hyungwon
wiedział, że będą to dla niego niezapomniane przeżycia.
- Na pewno jeszcze kiedyś cię odwiedzę. – Chae rzucił
jeszcze wsiadając do swojego samochodu i ostatni raz uśmiechnął się do swojego
kuzyna.
Etykiety:
chae,
chaeshin,
damy i wieśniaczki,
diw,
fanfiction,
fanfik,
ff,
hyungwon,
hyungwongo,
monsta x,
mx,
OTP,
shin,
shinchae,
UB,
wonho
wtorek, 23 lutego 2016
In The Dark
Przybywam z fanfikiem, który miał być na Halloween w zeszłym roku, tylko jakoś tak pisanie mi się przedłużyło xD Ale wczoraj był debiut Astro, więc powróciła mi chęć życia i przy okazji do pisania. No i w końcu mamy nazwę fandomu (co z tego, że beznadziejna i brzmi jak jakiś tani slang). AROHA!
Ale powróćmy do In The Dark. Nazwa chyba nijak ma się do treści, ale nic lepszego nie wymyśliłam, więc będzie taka. I przepraszam za wszystkie błędy, bo nie chciało mi się tego nawet przeczytać po napisaniu, więc o poprawieniu literówek czy innych takich już nawet nie wspominam. To moje najdłuższe opowiadanko, ponieważ ma aż 13 stron i 5592 wyrazy!
Pairing: VBaek (Baekhyun x Taehyung)
V jest wampirem <3
Ale powróćmy do In The Dark. Nazwa chyba nijak ma się do treści, ale nic lepszego nie wymyśliłam, więc będzie taka. I przepraszam za wszystkie błędy, bo nie chciało mi się tego nawet przeczytać po napisaniu, więc o poprawieniu literówek czy innych takich już nawet nie wspominam. To moje najdłuższe opowiadanko, ponieważ ma aż 13 stron i 5592 wyrazy!
Pairing: VBaek (Baekhyun x Taehyung)
V jest wampirem <3
Ta długa
historia miała swój początek bardzo dawno temu, kiedy ludzie wierzyli jeszcze w
przesądy, zaklęcia, a czarownice palono na stosie. Zdecydowanie niełatwo było
żyć w takich czasach, ponieważ poprzez zwykłe parzenie ziół niewinna osoba
mogła zostać skazana na śmierć. Ale nie o tym będziemy teraz mówić, bo opowieść
dotyczy kogoś zupełnie innego. Kogoś, kogo każdy się obawiał. Dlaczego?
Ponieważ „inni” nie byli akceptowani.
***
Około trzystu lat wcześniej w małej
wiosce liczącej góra dwustu mieszkańców mieszkał zwykły chłopiec o imieniu Kim
Taehyung. Był młodzieńcem o ciemnych włosach, zdrowym i silnym jak młode
drzewo, z nieskazitelną niczym płatek róży cerą. Nigdy jakoś szczególnie się
nie wyróżniał, zawsze pomagał swoim rodzicom w obowiązkach domowych i nie
sprawiał żadnych problemów. Zapewne nie
znalazłaby się ani jedna osoba, która mogłaby powiedzieć o nim chociażby jedno
złe słowo. Gdy nie miał innych zajęć, to pomagał nawet starszym paniom, które
mieszkały w sąsiednich domach.
Pewnego ciepłego poranka Kim, jak
zwykle zresztą, wyruszył na pole mieszczące się dość daleko. Samo dojście tam
zajmowało niemalże godzinę, ale to nie odstraszało chłopaka, który nie bał się
podjąć żadnej pracy. Po dotarciu na miejsce zaczął wykonywać swoje zadanie,
jednak nim się spostrzegł zapadł zmrok. Po skończonej pracy zebrał do torby
rzeczy, które przyniósł ze sobą o poranku i wyruszył w drogę powrotną. Mimo, że
zapadł zmierzch, Taehyung się nie przejął, ponieważ doskonale znał tamtejsze
drogi i wszystkie ścieżki na skróty. Wiedział, że rodzice pewnie już zaczęli
się o niego zamartwiać, więc postanowił wybrać najkrótszą drogę prowadzącą przy
niewielkim lesie i przyspieszył kroku.
Chciał jak najszybciej znaleźć się w
swoim niedużym, aczkolwiek przytulnym domu. W połowie drogi zaczął mieć złe
przeczucia. Miał wrażenie, jakby ktoś go obserwował, jednak szybko pozbył się z
głowy tych myśli. W końcu wszystko może się przywidzieć, gdy człowiek jest
zmęczony pracą i musi wracać po nocy. Niestety jego przeczucia okazały się
prawdziwe. Po niedługiej chwili przy jednym z drzew zauważył czarną postać.
Samo to wywołało u niego strach, a do tego ów zjawa miała krwistoczerwone oczy,
które napawały lękiem każdego, który w nie spojrzał. Nie miał nawet chwili na
zastanowienie się, ponieważ poczuł tylko przeszywający ból. Ostatnią rzeczą
jaką udało mu się ujrzeć była ciemna postać stojąca tuż nad nim, która po
chwili zatopiła kły w jego szyi. Po tym nie widział już nic, tylko zwykłą
ciemność. Nie miał pojęcia, co się z nim potem stanie.
***
Następnego dnia o poranku w wiosce
zaczęło wrzeć. Już poprzedniego wieczoru rozpoczęto poszukiwania Taehyunga,
ponieważ jego rodzice bardzo zmartwili się tym, że nie wrócił do domu. W
poszukiwania zaangażowali się niemal wszyscy mieszkańcy i na szczęście lub nie
znaleziono chłopaka po kilku godzinach. Mogłoby wydawać się, że to zakończenie
było szczęśliwe. Nic bardziej mylnego. Jeden z chłopów znalazł blade,
wychłodzone ciało Kima. Na jego szyi widoczne były ślady ugryzienia. Wszystko
wskazywało na to, że napastnik skupił się jedynie na wypiciu jego krwi.
Poskutkowało to śmiercią z powodu utraty zbyt dużej ilości krwi.
Mieszkańcy byli przerażeni, ponieważ
wiedzieli, że każdego z nich może to spotkać. Niektórzy nie pozwolili nawet
wychodzić z domów swoim dzieciom o zmroku w obawie przed czyhającym
niebezpieczeństwem. Z drugiej strony każdy współczuł rodzinie Kim’ów, ponieważ
Tae był ich jedynym synem i wiedzieli, że jego śmierć bardzo przeżyli. Jego
matka popadła w rozpacz po stracie syna. Od tamtego momentu nie była już tą
samą radosną osobą, a jedynie bladą, wychudzoną kobietą z zapuchniętymi od
płaczu oczami.
Pomimo rozpaczy rodziców nie dało się
nic zrobić. W końcu nic nie jest w stanie przywrócić życia zmarłej osobie. Pan
Kim zajął się przygotowaniami do pogrzebu, który miał odbyć się za dwa dni. Do
tego czasu zwłoki zmarłego młodzieńca spoczywały w trumnie ustawionej w domu.
***
Noc przed pogrzebem matka Taehyunga
czuwała przy jego martwym ciele. Ten widok doszczętnie zmroził jej serce. Cały
czas nie mogła pogodzić się ze śmiercią syna. Obwiniała się, że powinna była
tamtego tragicznego dnia pójść razem z nim, ale niestety tego nie zrobiła.
Siedziała na krześle ściskając dłoń swojego męża. W pewnym momencie nie dowierzali własnym oczom. Tae poruszył jednym z palców swej dłoni. Ale
przecież było to niemożliwe. W końcu jakim cudem to mogło się dziać, skoro jego
zgon został potwierdzony, a nazajutrz miał odbyć się pogrzeb? Rodzice szybko
poderwali się na równe nogi i już po niedługiej chwili dostali odpowiedź na
wszystkie swoje pytania. Gdy młody Kim otworzył oczy ich kolor nie był
ciemnobrązowy jak zawsze, tylko krwistoczerwony. W jednym momencie byli
przerażeni, ponieważ wszystkie te historie o wampirach okazały się prawdziwe, a
jednak z drugiej strony czy było to ważne? W końcu ich jedyne dziecko jest
żywe, a w zamian za to chyba warto poświęcić bardzo dużo. Mimo, że po
przebudzeniu nie za bardzo orientował się, co dzieje się wokół niego, to od
razu został zamknięty w mocnym uścisku swojej rodzicielki. Chłopak czuł się dziwnie
i nieswojo, jakby był w ciele kogoś innego. Dopiero po dłuższej chwili
przypomniał sobie wydarzenia z tamtego fatalnego dnia i zrozumiał, co się
stało. Więc teraz będzie musiał żyć jako wampir? Nie sądził, aby mieszkańcy
wioski potrafili to zaakceptować. W końcu te stworzenia uznawane była za
najniebezpieczniejszych wrogów ludzi i chroniono się przed nimi jak tylko było
można. Pozostawało tylko zadać sobie pytanie, dlaczego przeżył, skoro został
zaatakowany przez wampira i pozbawiony dużej ilości swojej krwi? Powodem było
to, że V od zawsze miał silny organizm i był osobą, która łatwo się nie
poddaje. Ponadto w ich rodzinnych zapiskach widniała krótka notka o tym, że
kilka lat temu do ich rodziny należał wampir. Na szczęście miał po swojej
stronie rodziców i miał pewność, że się na nich nie zawiedzie. W końcu od
zawsze go wspierali i kochali całym sercem, a w obliczu miłości nawet takie
sprawy zdawały się być błahostką.
Państwo Kim mimo, że nadal nie
potrafili uwierzyć w to, co się wydarzyło, postanowili, że będą chronić swoje
dziecko. Nigdy więcej nie chcieliby go stracić, bo w końcu zrozumieli, jakie to
uczucie zostać pozbawionym najważniejszej osoby w swoim życiu. Gdy tylko
Taehyung opowiedział im historię, która mu się przydarzyła, zgodnie
stwierdzili, że mieszkańcy nie mogą dowiedzieć się o tym incydencie. Gdyby
prawda wyszła na jaw, na pewno chcieliby jego śmierci i w jednej chwili
zapomnieliby o tym, kim był chłopak jeszcze kilka dni temu. Przecież ludzie
byliby w stanie pogrążyć i zabić każdego, żeby tylko chronić samego siebie. Społeczeństwo od zawsze tak działało.
Rodzice Kima nie mieli na razie
żadnego pomysłu, jak mogliby pomóc synowi. Zdecydowali, że w najbliższym czasie
ukryją go w swoim domu, a sami nadal będą udawać, że go stracili. W obecnej
sytuacji nie było żadnego lepszego pomysłu.
Generalnie ów plan wydawał się być dobry,
jednak wraz z nastaniem świtu przyszedł czas pogrzebu. W tamtej chwili nie
można było nic zrobić. Przecież nie można odwołać pogrzebu, gdy wszyscy są
przekonani o tym, że ktoś nie żyje. Pomimo silnych błagań i próśb obojga
rodziców Taehyung został zaatakowany przez mieszkańców, gdy tylko poznali oni
prawdę. W jednej chwili wszystko się posypało i każdy pragnął jedynie jego
śmierci. Widocznie wszyscy zaczęli widzieć w nim potwora, mimo że tak naprawdę
w środku był tym samym chłopcem. Tae zdał sobie sprawę, że jedynym sposobem aby
przetrwać jest ucieczka z wioski. Zaczął nienawidzić jej mieszkańców, ale
jednak ciężko było mu z niej odejść z powodu swoich rodziców. Cóż, bardzo ich
kochał, ale w tamtym momencie nie było innego rozwiązania. Zniknął bez żadnego
pożegnania i od tamtej pory miejscowa ludność nie widziała go już ani razu…
***
Po kilku latach życia w osamotnieniu
Taehyung nauczył się panować nad swoją nadprzyrodzoną mocą. Nigdy nie atakował,
ani nie zabijał ludzi pomimo tego, że miał do nich urazę. Swoje pragnienie
zaspokajał krwią leśnych zwierząt. Po tak długim czasie stał się wyobcowany i
zamknięty w sobie. Nie przypominał już tego samego, wesołego chłopca, którego
zawsze było wszędzie pełno. Stał się zupełnym przeciwieństwem samego siebie. Gdyby
w tamtym momencie spotkał go ktoś, kto znał go przed laty, na pewno nie
powiedziałby, że to ta sama osoba.
Pewnego wieczora jak zwykle wybrał się
do lasu, aby zaspokoić swoją żądzę krwi. Przy pomocy jego niebywałej szybkości
i nadludzkiej siły udało mu się to bardzo szybko. Gdy wracał z powrotem wyczuł,
że nie jest na tym terenie sam. Jego węch nigdy się nie mylił i tak samo było w
tamtym przypadku. Już po niedługiej chwili zauważył starszego mężczyznę, który
wglądał na przerażonego. Ach, tak. Przecież jeśli człowiek spotka na swojej
drodze niedźwiedzia, to oczywiste, że jest przerażony. Obserwował przez krótką
chwilę scenę, która rozgrywała się tuż przed nim. Wiedział, że jeśli nikt nie
pomoże temu nieznajomemu mężczyźnie, to na pewno zginie w przeciągu kilku, może
kilkunastu sekund. Może i miał uraz i wewnętrzną niechęć do ludzi, ale nie
chciał, żeby ktokolwiek ginął na jego oczach. W duchu zaśmiał się sam z siebie.
Przecież ‘’wtedy’’ nikt się nim nie przejmował, tylko pragnął jego śmierci, a
jednak teraz to on będzie pomagał człowiekowi. To było trochę żałosne. Gdy
zauważył, że rozwścieczony niedźwiedź za chwilę zaatakuje, w jednej chwili
znalazł się przed nim i powalił go na ziemię. Mężczyzna zauważył tylko czerwony
błysk i był jeszcze bardziej zdezorientowany niż kilka chwil wcześniej. Dopiero
po jakimś czasie dotarło do niego, co się właśnie wydarzyło. Taehyung ze
spokojem spojrzał na mężczyznę, który o dziwo się go nie obawiał. Od razu mu
podziękował i opowiedział swoją krótką historię. Był bogatym dziedzicem i rankiem
wybrał się do lasu na polowanie, ale odłączył się od reszty swojej grupy. Z
początku się tym nie przejął, ale dopiero, gdy zaatakował go niedźwiedź zdał
sobie sprawę, że może być to ostatni dzień jego życia. Na szczęście pojawił się
wampirzy chłopak, który go od tej rychłej śmierci ocalił. Był mu niezmiernie
wdzięczny i nawet utworzyła się pomiędzy nimi jakaś nić porozumienia. Tae
oczywiście wysłuchał wszystkiego, co starzec miał do powiedzenia i nawet
opatrzył jego rany. Nawet przez chwilę naszła go myśl, że jednak nie wszyscy
ludzie są tacy źli, jak mu się wydawało.
Kilka dni po tym incydencie starzec
zmarł. Zaskakujące było to, że przepisał swój zamek i cały majątek Taehyungowi.
W swoim testamencie oznajmił, że nie miał żadnych dzieci, ani nikogo bliskiego,
a wampirowi może się odwdzięczyć tylko w taki sposób. Chłopak nigdy by się tego
nie spodziewał, ale skoro i tak dostał wszystko na własność, to bezzwłocznie
zamieszkał w zamku. Na szczęście miał tam ciszę i spokój. Zamek był potężny i
znano go w całej okolicy. Liczył około osiemdziesięciu starych pokoi przyozdobionych ciemnymi i
szarymi meblami. Podłogi komnat
wyłożone były drogocennymi dywanami. Na ścianach pozawieszane były duże obrazy
o bogato zdobionych ramach, a pozornie surowe wnętrze przełamane było różnego
rodzaju drobiazgami i dekoracjami głównie o tematyce religijnej lub wojennej.
Stwierdził, że to idealne miejsce dla niego i postanowił zostać tam na zawsze. Skoro
i tak miał żyć aż do końca świata, to postanowił, że wykorzysta ten czas na
pogrążaniu się w swoich przemyśleniach w samotności.
Spędzał swój czas na polowaniach i
bezczynnym siedzeniu w komnatach. Nawet nie wykorzystał majątku, który mu
pozostawiono, bo i tak nie był mu do niczego potrzebny. Nie pragnął posiadać
żadnych rzeczy materialnych. Cały czas wmawiał sobie, że samotność to jedyne,
czego potrzebuje, ale w głębi serca wiedział, że tak naprawdę jest samotny.
***
300 lat później
Wraz z upływem czasu wśród ludności
zaczął rozprzestrzeniać się przesąd, że zamek jest nawiedzony i kryje mroczne
tajemnice. Nie było żadnego śmiałka, który odważyłby się do niego zbliżyć,
bowiem każdy obawiał się o swoje życie. W okolicy tamtejszych terenów można
było wyczuć, nienaturalną, złowrogą energię, więc okoliczni ludzie nie
zapuszczali się tam po zmroku. Teoretycznie straszyły tam duchy, a pobliskie
lasy były nawiedzone. Gdy raz weszło się do takiego gąszczu, można było
zapomnieć o wydostaniu się z niego. Bardziej prawdopodobne niż wyjście z lasu
była śmierć z przemęczenia bądź głodu. Jednakże nieliczni, którym udało się
wyjść z nawiedzonych terenów opowiadali, że widzieli niezidentyfikowane cienie
i ciemne, obłąkane ciała, które samym swoim wyglądem napawały przerażeniem.
To, co dla innych było przerażające i
budziło grozę, dla Taehyunga nie było niczym szczególnym. Było mu na rękę, że
ludzie rzadko odwiedzali tamtejsze tereny, bowiem miał on potrzebny mu spokój i
ciszę. Nie musiał się nikogo obawiać, ani nikim przejmować. Życie niemalże
idealne. Jedyną rzeczą, która zaprzątała jego głowę była myśl, czy już zawsze
będzie tak żył? Czy już nigdy nie będzie akceptowany? Czy ktokolwiek będzie w
stanie poznać go dogłębniej, nie bazując na głupich plotkach? Pomimo swojego
długiego życia i zdobytej dotąd wiedzy na te pytania nie potrafił odpowiedzieć.
Widocznie są pytania, na które nie można uzyskać odpowiedzi niezależnie od
tego, ile czasu poświęci się na ich poszukiwanie.
***
Mimo tych wszystkich przesądów,
opowieści, legend i innych niestworzonych historii Tae często odwiedzał ten
sławny, nawiedzony las. W końcu było to najlepsze miejsce do tego, aby
zaspokoić swoje pragnienie krwi. Nawet, jeśli któryś z mieszkańców by go
zauważył, to można byłoby wytłumaczyć to jakąś pierwszą lepszą historią o duchu
demona, który zamieszkiwał tenże las. Był pewny, że w takim wypadku nic nie
może pójść źle. Od kilku godzin czuł niesamowite pragnienie, jakby jego gardło
płonęło żywym ogniem. Już dawno nie spożywał żadnej krwi i powoli przestawał
panować nad swoimi zmysłami. Pomimo tego pragnienia nie miał zamiaru krzywdzić
żadnego człowieka. Nigdy nie pił ludzkiej krwi. Nie chciał, żeby uważano go za
potwora. Nie chciał stać się taki jak osoba, która skrzywdziła go przed laty.
Czując ten palący ból szybko opuścił
swój zamek i udał się w stronę nawiedzonego lasu. Miał zamiar od razu ugasić
swoje pragnienie, więc zapuścił się w najmroczniejszy zakątek. Jego oczy od
razu przybrały kolor czerwieni, a sam chłopak zaczął rozglądać się za swoją
ofiarą. Nie obchodziło go, jakie zwierze to będzie. Chciał po prostu znów
poczuć smak tej gęstej, czerwonej cieczy, która tak cieszyła jego podniebienie.
Gdy w końcu zaspokoił swój głód ujrzał coś, czego nigdy by się nie spodziewał.
Kilka kroków dalej zauważył chłopaka o smutnych oczach i posępnym wyrazie
twarzy.
***
Byun Baekhyun był jednym z wielu
mieszkańców pobliskiej wioski. Od zawsze wiódł skromne życie, nigdy nie przyciągał
uwagi, cechowała go uczciwość i sumienność. Stracił ojca, gdy był małym
dzieckiem, a jego matka, która samotnie go wychowywała była krawcową. Zajmowała
się szyciem i przerabianiem ubrań. Niby nie była to jakaś wyszukana praca, ale
zarobki pozwalały na utrzymanie domu, jej i syna. Wszystko zaczynało
komplikować się od chwili, kiedy kilka miesięcy wcześniej Baekhyun zaczął mieć
napady paniki i bóle głowy. Na początku lekko to zlekceważył, ale z czasem
objawy zaczynały się nasilać. Nawet miejscowi medycy nie byli w stanie
stwierdzić, co dolegało chłopakowi. A on cierpiał, przeżywał istne męki. Nie
mając pojęcia, co dzieje się z jego ciałem, po dłuższym czasie uzyskał
odpowiedź. Gdy wyszedł przed swój nieduży dom, który zamieszkiwał wraz z matką
zauważył, że jego cień nie był normalny. Przerażające kształty, zbyt długie,
ostre szpony, ręce i nogi powyginane na wszystkie strony. I w tamtym momencie
zdał sobie sprawę, że to nie jest zwykła choroba. Jego przypadek określało się
jako nękanie przez złego ducha.
Kilka dni po swoim odkryciu
mieszkańcy również to dostrzegli. Od
razu wygnali go z wioski i zakazali z powrotem wracać. Jego matka kochała syna
i chciała, żeby został, jednak nikt nie chciał słuchać zwykłej krawcowej, która
na dodatek nie miała zbyt dużego autorytetu wśród miejscowej ludności.
Musząc pogodzić się ze swoim losem i z
myślą, że nikt mu nie pomoże, Byun opuścił swój dom rodzinny. Było mu ciężko
rozstawać się z matką, ale na siły wyższe nikt nie miał wpływu. W końcu każdy
obawiał się, że w przypływie złości chłopak mógłby kogoś zranić, albo co
gorsza, zniszczyć wioskę. Dawno temu zanotowano taki przypadek, więc teraz
każdy starał się być ostrożny.
Po swoim odejściu błąkał się bez celu
nie mogąc znaleźć odpowiedniego miejsca dla siebie. Wszędzie traktowany był jak
potwór, chcący jedynie wyrządzić wszystkim krzywdę. To w ogóle nie pomagało
chłopakowi. Zaczynał coraz bardziej się załamywać, a z czasem ból przeszywający
jego ciało stawał się coraz silniejszy. Jedynym kompanem był jego cień. Cień,
który bezczelnie wykrzywiał swoje ogromne usta w uśmiechu za każdym razem,
kiedy Baekhyun musiał znosić coraz to nowe upokorzenia i cierpienie. Miał tego
dość. Miał dość swojego życia. Tego, że nikt nie traktował go normalnie. Tego,
że każdy zapomniał, jaki był wcześniej. Z każdym dniem czuł, że duch coraz
bardziej przejmuje kontrolę nad jego umysłem, a on sam nie mógł sobie z tym
poradzić. Jego blada twarz, wychudzone ciało, zapłakane oczy. Ledwo dawał radę
się poruszać, więc nie było mowy o zebraniu sił na wewnętrzną walkę ze swoim
prześladowcą. Chyba już dawno się poddał i chciał ukrócić swoje męki. Nie było
to jednak takie łatwe. Nieważne, ile razy próbował, zawsze złośliwy duch nie
pozwalał mu odebrać sobie życia. Chciał, żeby chłopak pogrążył się w bólu i
cierpieniu. Jedynie osoba z zewnątrz mogła pozbawić go życia i w końcu uwolnić.
Od kilku lat jedyne, czego pragnął, to śmierć. Ta byłaby dla niego wybawieniem.
***
Tego dnia Baekhyun był wykończony
potwornym bólem i tym, że duch cały czas naśmiewał się z niego. Chciał zaszyć
się jak najdalej. Gdzieś, gdzie mógłby zaznać spokoju. Nawet zaczął myśleć, że
rozszarpanie przez dzikie zwierzęta byłoby dla niego lepszą perspektywą niż
życie. Udał się do lasu, który ponoć był nawiedzony. Dla niego i tak nie było
większej różnicy. Nawiedzony, czy nie. W tamtym momencie chłopak i tak był
prześladowany przez ducha, więc gorzej chyba być już nie mogło. Udał się w głąb
tych ciemności, co chwilę mijając jakieś usychające drzewo. Po dłuższej chwili
marszu przystanął w pobliżu niewielkiej polany. Zatrzymał się przy dużym
drzewie, które wyróżniało się na tle mrocznego lasu. Nie miał już siły na nic,
był wykończony.
Po jakimś czasie zauważył, że nie był
sam. Już po kilku sekundach jego oczom ukazał się chłopak, który wytwarzał
wokół siebie dziwną, tajemniczą aurę. Jego oczy lśniły czerwienią, a na kłach
widniały resztki spływającej krwi. Baekhyun poczuł, że nieznajomy może być jego
jedyną nadzieją. Przez myśl przemknęła mu wizja, że w końcu on mógłby go zabić.
Mógłby w końcu ukrócić jego męki, a Byun mógłby zaznać tak upragnionego
spokoju. Nie odczuwał strachu, przerażenia. Teraz liczyło się dla niego coś
zupełnie innego. Wampir, który powinien sprawiać, że po jego plecach przechodzą
ciarki, a bicie serca przyspiesza w tamtej chwili był dla niego nadzieją.
Nadzieją na lepsze życie po śmierci. Zapewne mógłby w spokoju trafić do świata
bez smutków, trosk, żalu, cierpienia. Ta wizja była dla niego naprawdę kusząca.
Bez cienia zawahania podszedł do nieznajomego i spojrzał na niego swoimi
ciemnymi, przepełnionymi bólem oczami.
- Proszę, zabij mnie. – W jego głosie
można było wyczuć desperację. Tak właśnie się czuł, był zdesperowany. Pragnął
śmierci bardziej niż czegokolwiek innego.
Jednak wampir nie odpowiedział.
Wpatrywał się w niego swoim pustym wzrokiem. Jako, że niższy z młodzieńców stał
tuż obok dużej skalnej, ściany można było zobaczyć jego nienaturalny cień.
Zapewne długo bronił się przed nawiedzającym go duchem, a coś takiego
wykończyłoby każdego, nawet najsilniejszego. Wątłe i chude ciało chłopaka
wyglądało na takie, które dużo już przeszło. Był wychudzony i sprawiał wrażenie
naprawdę cierpiącego. Jednak co Taehyung mógł zrobić w tamtej sytuacji? Miał go
zabić? Nie, to niemożliwe. Przecież obiecał sobie, że nigdy nie skrzywdzi
żadnego człowieka, że nie stanie się ‘’potworem”. Z jednej strony było mu żal
chłopaka, ale z drugiej nie mógł go zabić. W jednej chwili powróciły do niego
myśli z tamtego pamiętnego dnia. Nie chciał nikogo krzywdzić. Nie chciał, żeby
ktokolwiek musiał cierpieć jak on. Wszyscy uważali go za demona, który jest w
stanie zamordować każdego, kto stanie na jego drodze. Ale on taki nie był, w
głębi serca był dobrą osobą, mimo że jego wygląd zewnętrzny na to nie
wskazywał.
- Proszę, zrób to! – Baekhyun podszedł
do niego i bezwładnie upadł na kolana. – Błagam… Pomóż mi. Nie chcę tak dłużej
żyć! – Z jego oczu zaczęły płynąć łzy, a on sam przestał panować nad swoimi
emocjami. Był naprawdę załamany i nie widział dla siebie żadnej przyszłości. –
Błagam cię… - Ostatnie dwa słowa wypowiedział bardzo cicho, gdyż jego głos
zaczynał się załamywać. Nie potrafił powstrzymać łez płynących z jego oczu.
Wszystkie te uczucia złości i goryczy zbyt długo trzymał w sobie. W tamtym
momencie one wszystkie zaczęły go opuszczać wraz z potokiem słonych łez. Jego
ręce zaczęły się trząść i nie był w stanie nawet rozsądnie myśleć. W duchu
prosił tylko o to, aby nieznajomy wysłuchał jego błagań.
- Dlaczego tego chcesz? – Taehyung
zapytał bardziej siebie niż drugiego chłopaka. Naprawdę nie miał pojęcie, co
powinien w tamtym momencie zrobić. Spełnić jego prośbę i mieć go na sumieniu?
Czy pozwolić mu nadal żyć, ale w bólu i cierpieniu? Już od dobrych
kilkudziesięciu lat nie musiał podejmować tak trudnych decyzji. W pewnym
stopniu rozumiał chłopaka. W końcu ktoś, kto jest ‘’inny’’ nigdy nie będzie
akceptowany. Ale żeby od razu pragnąć śmierci? Nie był w stanie podjąć żadnej
decyzji. Zauważył w nieznajomym dawnego siebie. Chłopca, który w pojedynkę
musiał stawić czoło światu, mimo że nie uczynił nic złego.
- Naprawdę tego nie widzisz? –
Zatrzymał się na chwilę i spojrzał prosto w oczy wyższego. - Nie widzisz jak ja
wyglądam? Mam tego wszystkiego dość… Chcę po prostu być wolny… - Ponownie
odwrócił swój wzrok. Zacisnął dłonie w pięści i oparł je na zgiętych kolanach.
Wiedział, że być może prosił o zbyt dużo, ale nie miał innego wyjścia. Nie
chciał już tak dłużej żyć. Chciał po prostu zniknąć, skoro jego egzystencja nie
miała najmniejszego sensu. Jego odejście nikogo by nie zmartwiło, a on
uzyskałby upragnioną wolność. Widział w tym same plusy.
Taehyung wysłuchał tego, co młodzieniec
miał do powiedzenia, ale nadal nie był jakoś szczególnie przekonany. Cóż,
teoretycznie skoro był tym złym, brutalnym wampirem, to nie powinien mieć
żadnych oporów przed zabiciem go. Ale to było tylko teoretycznie. W praktyce
nie chciał nikogo krzywdzić, ani tym bardziej zabijać. Nie chciał być taki jak
wszyscy. Pomimo tego swojego zewnętrznego, może nawet i lekko przerażającego
wyglądu nie był złą osobą. Wystarczająco się w życiu nacierpiał i nie chciał,
żeby ktokolwiek, nawet jego największy wróg, musiał przechodzić przez to samo. Co
prawda czuł słodki zapach krwi chłopaka i zdawał sobie sprawę, że na pewno
przypadłaby mu do gustu, ale na szczęście potrafił się powstrzymać i opanować
swoje zmysły. Przez tyle lat życia w odosobnieniu nauczył się nad tym panować.
- Może chociaż powiedz mi, jak masz na
imię zanim cię zabiję. – Nie potrafił wymyślić żadnej sensownej odpowiedzi,
dlatego postanowił uniknąć udzielania odpowiedzi na zadane przez nadal
nieznajomego chłopaka w bardzo wysublimowany i adekwatny do sytuacji sposób.
Postanowił, że chociaż dowie się o nim czegoś więcej. Kto wie… może nawet
będzie w stanie pomóc mu w jakiś inny sposób?
- Byun Baekhyun… - Powiedział słabym,
zmęczonym głosem. Z każdą chwilą zaczynał tracić wiarę w to, że nowo poznany
wampir go zabije. Czy to znaczyło, że przez kolejne lata nie będzie mógł zaznać
spokoju? Na samą myśl o tym jego oczy znów zaszły łzami. – Błagam, ocal mnie od
tych mąk. Chociaż w sumie… - Przerwał na chwilę i po chwili skrył twarz w
swoich dłoniach szlochając cicho. – Dlaczego cię o to proszę? Przecież nawet
nie znam twojego imienia.
- Taehyung. – Odparł szybko i krótko.
Wiedział, że sprawia wrażenie zimnej, nieczułej osoby, ale tak naprawdę w
środku bił się sam ze sobą swoimi myślami. Gdyby spełnił prośbę chłopaka, to
jego sumienie nie dawałby mu spokoju. Właśnie, sumienie. Nawet on posiadał coś
takiego. Czasami nawet nad tym ubolewał, bo gdyby go nie posiadał, to niektóre
rzeczy przychodziłyby mu o wiele łatwiej i nie musiałby się potem zadręczać. –
Lepiej wstań… I chodź za mną. – Nie dodał nic więcej, tylko zaczął iść w
kierunku swojego zamku. Musiał przyznać, że to było najlepsze wyjście z tamtej dość
dziwnej i niecodziennej sytuacji. Może gdyby Baekhyun opowiedział mu swoją
historię, to mógłby znaleźć jakieś dobre rozwiązanie. Ah, chyba będzie musiał
zabawić się w psychologa, ale nie mógł tak po prostu zostawić tego bezbronnego
dzieciaka.
Na szczęście Byun nie zadawał żadnych
pytań i posłusznie, choć trochę ułomnie podążył za nim w kierunku jego zamku. Znajdował się on na niedużym wzgórzu,
z dala od cywilizacji. Przed budynkiem znajdował się duży ogród. Można było
dostrzec w nim wiele rodzajów kwiatów, jednakże kierując się wyznaczoną drogą,
można było zauważyć, że mimo wszystko przeważają tam czerwone róże. W samym
centrum ogrodu usytuowana była duża, przykuwająca wzrok fontanna, przy której
stała altanka. Okazały budynek miał białe obramowania okienne i przypominał
neoklasyczny pałac. Budowli został nadany styl nawiązujący do architektury
francuskiej epoki renesansu. Mimo to cały budynek sprawiał wrażenie ponurego i
opuszczonego.
Gdy tylko
przekroczyli próg zamku Baekhyun zabrał głos.
- Dlaczego?
– Jego zwięzłe, aczkolwiek konkretne pytanie nie zyskało odpowiedzi. Chłopak
naprawdę chciał wiedzieć, dlaczego Taehyung go tam zaprowadził. Przecież prosił
go, aby go zabić, więc dlaczego? Dlaczego to wszystko musiało być takie
skomplikowane? Dlaczego akurat jemu to wszystko się przytrafiało? Pomimo
długiego zastanawiania się nad tymi pytaniami, nie potrafił udzielić na nie
odpowiedzi. Widocznie los się na niego uwziął i robił sobie z niego żarty. Ale
on miał już tego wszystkiego dość. Ponadto ciągły ból całego ciała nie dawał mu
spokoju. Czuł, jakby jego wnętrzności miały za chwilę spłonąć, a serce bolało
go niemiłosiernie. Obraz przed jego oczami zaczął się coraz bardziej rozmywać a
on powoli czuł, że traci kontakt z rzeczywistością. Jak miał potoczyć się jego
los? Czy w końcu zostanie uwolniony? Tego nie wiedział, ale jednego był pewien.
Kiedy się obudzi, wszystko na pewno się zmieni.
***
Po odzyskaniu świadomości Baekhyun zauważył,
że leży na łóżku w jakimś dużym pokoju. Sam nie wiedział, jak długo pogrążony
był we śnie. Po chwili wstał i podszedł do okna. Na dworze było już zupełnie
ciemno, a na niebie widniały gwiazdy. Od razu przypomniał sobie, że zemdlał
zaraz po przekroczeniu progu zamku. W takim razie uprzejmy właściciel
posiadłości musiał się nim zająć… Cały czas sprawiał tylko problemy. Ale na
szczęście on sam czuł się lepiej, a jego cień trochę się uspokoił. Przynajmniej
nie będzie z nim kłopotów.
Jeszcze chwilę przyglądał się ciemnemu
niebu, po czym podszedł do drzwi i je otworzył. Wyszedł na nieznajomy mu
korytarz i nie wiedział, w którą stronę powinien się skierować. Chciał spotkać
się z Taehyungiem. W sumie sam nie wiedział po co. Może chciał, żeby ktoś go
wysłuchał? Żeby ktoś mu pomógł, nie odrzucał? Może po tak długim czasie po
prostu brakowało mu czyjejś obecności…
Zaraz po zamknięciu drzwi od komnaty
skierował się w lewą stronę. Ciemny, nieoświetlony korytarz był bardzo długi.
Co chwila mijał jakieś pozamykane pokoje, które nieco go zaintrygowały. W końcu
zawsze te najmroczniejsze sekrety skrywane są w zamkniętych pomieszczeniach. Szedł
wolnym krokiem podziwiając pozawieszane na ścianach obrazy i portrety. Z ledwo
widocznych podpisów wynikało, że miały one co najmniej kilkadziesiąt lat. Zamek
zapewne był równie stary. W końcu po dłuższym czasie zauważył nikłe światło na
końcu przejścia. Od razu przyspieszył kroku i już po chwili znalazł się w dużym
salonie. Panowała tam nieprzyjemna cisza, a całość wnętrza oświetlał jedynie
ogień pochodzący z rozpalonego kominka. W pomieszczeniu były jednie krzesła,
stół i kilka foteli. Ogarnął wzrokiem całe pomieszczenie i na fotelu w samym
rogu, tuż przy kominku dostrzegł nadal tajemniczą, aczkolwiek znajomą mu osobę.
Był to Taehyung we własnej osobie. Nie wyglądało na to, żeby zauważył nowo
przybyłego gościa. Jego wzrok skupiony był na tańczących płomieniach i
zdecydowanie nad czymś rozmyślał. Wyglądał naprawdę majestatycznie, co Baekhyun
zauważył dopiero w tamtym momencie. Mógł spokojnie przyjrzeć się jego
delikatnym rysom bladej twarzy i drobnej, ale jednak dobrze zbudowanej
sylwetce. Różnił się od tych wszystkich osób, które do tamtej pory spotkał
Byun. Było w nim coś tajemniczego, hipnotyzującego. Coś, co go do niego
przyciągało.
Nie do końca widział, co powinien ze
sobą zrobić. Zrobił kilka kroków w stronę chłopaka, który jednak nie wykazywał
tym większego zainteresowania.
- W końcu się obudziłeś. – Niższego
przeszedł dreszcz, gdy usłyszał ten niski i obojętny głos Taehyunga. Chłopak
nic więcej nie powiedział, tylko wskazał dłonią, aby gość usiadł na sąsiednim
fotelu. Byun przytaknął głową i zajął wyznaczone mu miejsce. Tae skierował na
niego swój wzrok, jednak nie zamierzał nic więcej mówić.
- Dlaczego mi pomogłeś, skoro prosiłem
cię o coś zupełnie innego? Przecież miałeś mnie zabić... – Baekhyun cały czas
czuł na sobie jego spojrzenie, jednak nie podniósł swojego wzroku. Wbijał go w
podłogę, jakby obawiał się tego, co może usłyszeć.
- Czy ja kiedykolwiek obiecałem ci coś
takiego? – Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk jego melodyjnego śmiechu.
Wyglądał na naprawdę rozbawionego, jakby jego gość opowiedział właśnie
pierwszorzędny kawał.
Byun zastanowił się przez chwilę i w
myślach przyznał mu rację. Chociaż w sumie niewiele pamiętał z ich pierwszego
spotkania, bo niemalże nie był sobą. Wtedy nad jego ciałem panował złośliwy
duch, a on nie do końca potrafił go kontrolować. Przeanalizował wszystko, co
udało mu się zapamiętać i faktycznie, prosił o to wampira, ale ten nie dał mu
żadnej odpowiedzi. Jedynie zaprowadził go do swojego zamku. W tamtej chwili
zupełnie się pogubił i nie miał pojęcia, o co mogło mu chodzić. Przecież nikt
tak po prostu nie przyjmuje nieznajomych pod swój dach.
Pokiwał niezręcznie głową i spojrzał
na Taehyunga, który znów swój wzrok utkwił w kominku. Wciąż nie wiedział, co
powinien powiedzieć, ani co zrobić. Siedzieli przez dłuższą chwilę w ciszy,
wpatrując się w płomień pochodzący z kominka. Mimo, że żaden z nich się nie
odzywał, ta cisza nie była niezręczna. W jakiś sposób nie krępowali się w swoim
towarzystwie.
- Jak to się stało? – Taehyung odezwał
się, gdy stwierdził, że cisza trwała już zbyt długo.
Baekhyun domyślał się, że chodziło o
nękającego go ducha. Zastanowił się przez krótką chwilę i zaczął opowiadać
chłopakowi swoją historię. Zaczął od swojego spokojnego dzieciństwa, a skończył
na odejściu z wioski i kilkuletniej tułaczce. Nadal nie przychodziło mu łatwo
mówienie o tych wydarzeniach, ale w obecności wampira zyskał nieco pewności
siebie. Nie czuł się jak ktoś inny, gorszy. Wiedział, że ten młodzieniec,
którego nie tak dawno poznał, będzie w stanie go zrozumieć. Rozmowa przebiegała
im nadzwyczaj dobrze i nim się spostrzegli, na dworze zaczynało świtać. Rozmawiali
o wszystkim, co przyszło im do głowy, jednak Tae przez cały ten czas nie
powiedział ani słowa o swojej przeszłości.
***
Baekhyun zamieszkał wraz z Taehyungiem
w jego pałacu, a w zamian zajmował się sprzątaniem i innymi drobnymi pracami.
Ta sielanka trwała dość długo. Nie kłócili się, często rozmawiali, czasami
nawet żartowali. Jednak pomimo tego, Byun czuł respekt do Kima. Jego postawa,
spojrzenie, tajemnicze zachowanie. Poza tym chłopak nigdy nie mówił niczego o
sobie. To wszystko wzbudzało w nim ciekawość, ale też i lekki strach. Jednak
zdążył poznać Tae na tyle, aby nie musiał się go obawiać. Wiedział, że ten nie
zrobiłby niczego wbrew jego woli.
Wszystko zaczęło się zmieniać wtedy,
gdy nad ciałem Bae znów zaczął przejmować kontrolę złośliwy duch. Nie potrafił
się z tym uporać, więc znów musiał znosić potworny ból. Pewnego razu, gdy
spojrzał w lustro zauważył, że wokół jego sylwetki widnieje czarny, mroczny
cień. To wcale nie uspokajało jego myśli. Widział, że jeśli tak dalej pójdzie,
to po prostu nie poradzi sobie z tym cierpieniem.
Przez pierwsze kilka dni potrafił
uporać się z męczącą zjawą, jednak z każdym kolejnym dniem, każdą kolejną
godziną było coraz gorzej. Gdy Baekhyun czuł, że w końcu będzie mógł się
uwolnić, w jednej chwili to wszystko runęło niczym domek z kart. Momentalnie
zapomniał o tych wszystkich dobrych i radosnych chwilach, a jego serce zaczął
przejmować smutek, ból i żal. Nie widział dla siebie żadnej przyszłości ani
nadziei. Znów poczuł się tak samo, jak kilka miesięcy temu.
***
Minęły dwa tygodnie i Byun stwierdził,
że należy to zakończyć. Wolnym krokiem skierował się w stronę pokoju
właściciela i delikatnie zapukał do drzwi. Po usłyszeniu cichego ‘’proszę” od
razu wszedł do środka. Jego oczom ukazał się obraz Taehyunga stojącego przy
oknie i w tamtej chwili odwróconego w jego stronę. Na dworze już zmierzchało,
więc chłopaka oświetlał tylko nikły promień światła. Po chwili stania w
bezruchu podszedł kilka kroków bliżej i wyraził swoją samolubną prośbę.
- Wiem, że już kiedyś o to prosiłem,
ale teraz muszę zrobić to znowu. Proszę, pozbaw mnie życia. – Opuścił lekko
głowę, aby nie musieć patrzeć w oczy swojego rozmówcy i z niecierpliwością
czekał na jego odpowiedź. W głębi ducha miał nadzieję, że Taehyung zgodzi mu
się pomóc.
- Dlaczego znów mnie o to prosisz? –
Jego głos brzmiał beznamiętnie, a on sam nie wyrażał żadnych emocji. Speszyło
to nieco Baekhyuna, ale mimo to postanowił nadal kontynuować.
- Ja po prostu… Nie wytrzymam tego
dłużej. Nie chcę cierpieć, a cierpienie to jedyne, co dostaję od życia. – Już w
połowie wypowiedzi czuł, że załamuje mu się głos. Był tak samo zdesperowany,
jak podczas ich pierwszego spotkania. Wydawało mu się, jakby było to wczoraj, a
nie kilka miesięcy temu.
W pokoju zapanowała niezręczna cisza.
Żaden z nich się nie odzywał, a jedyne, co robili, to patrzyli sobie prosto w
oczy, jakby słowa w ogóle nie były im potrzebne do rozmowy. Taehyung bardzo
dobrze wiedział, w jakiej sytuacji znajduje się Byun i jak się czuje. Wiedział
to aż za dobrze i dlatego pomimo wszelkich wątpliwości postanowił mu ‘’pomóc’’.
Jednak czy chciał tego naprawdę? Nie, na pewno nie. Ten bezbronny, smutny i
zdołowany chłopak był jedyną osobą, która się go nie obawiała, w pełni mu
zaufała. Mógłby powiedzieć, że stali się przyjaciółmi, a nawet było to głębsze
uczucie. Jednak co innego mógł poradzić? Patrzeć, jak z dnia na dzień Baekhyun
coraz bardziej się stacza? Patrzeć przez kolejny dzień, jak na jego twarzy
maluje się ból i rozpacz? Nie, tego nie mógłby znieść jeszcze bardziej.
Podszedł do niższego chłopaka i po raz
pierwszy go przytulił. W jednej chwili poczuł się o wiele lepiej i zrozumiał,
że miał prawdziwe szczęście mogąc go spotkać. Po niedługiej chwili Baekhyun
oddał uścisk, a kilka łez spłynęło po jego policzkach. Wampir szepnął tylko
ciche ‘’przepraszam’’ i wgryzł się w jego szyję. To jedno słowo przepełnione
było bólem większym niż ten, który przez całe swoje życie musiał znosić Byun. Właśnie
tym jednym słowem chciał przekazać mu wszystkie swoje uczucia, które nawet dla
niego były nie do końca zrozumiałe. Miał jednak nadzieję, że chłopakowi będzie
lepiej po drugiej stronie i już nigdy więcej nie doświadczy cierpienia.
Przewiduję drugą część, bo mam pomysł na ciekawą kontynuację.
Suigintou ~
środa, 6 stycznia 2016
Droga przez mękę
Hej, z tej strony Suigintou. Po długiej przerwie mamy powrót z one shotem, który został napisany przez ciityn'ę. *brawa, brawa* Zapewne będzie częściej pisać jakieś fanfiki, a wtedy na pewno je tu opublikuje. Historia opowiada o miłości pomiędzy Sehunem a Chanyeolem. Nadałam taki tytuł, ponieważ utożsamiam się z cierpieniem Sehiego. Nawet nie wiecie, przez jakie męki musiałam przejść ;-; Gdy dostałam to ff do poprawki, to niemalże się załamałam. Po wklejeniu do Worda prawie wszystko było podkreślone na czerwono, a ja cierpiałam przez brak przecinków i polskich znaków. Ale na szczęście dzielnie wytrwałam do końca i udało mi się wszystko poprawić. Także teraz zapraszam do czytania.
***
Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo cie nienawidzę. Nienawidzę cię. Nienawidzę tego, jak się uśmiechasz. Jak możesz być tak szczęśliwy? Jak kurwa możesz być taki szczęśliwy, gdy ja kolejny, pierdolony dzień walczę ze sobą, gdy kolejny dzień rozpieprzam się psychicznie myśląc o tobie. O tym, że mógłbyś być mój. Oczywiście nigdy nie będziesz, bo co? Bo jestem młodszy? Bo każde moje wyznanie jest dla ciebie tylko dziecinną zabawą? Jesteś idiotą, dupkiem i skurwysynem. Tyle razy mówiłem, pisałem o moich uczuciach. O tym, że coś jest ze mną nie tak, gdy jesteś blisko. Ale ty oczywiście jak zwykle miałeś to w dupie. Masz mnie gdzieś. Masz gdzieś moje uczucia. Pewnie uważasz, że wcale nie mam uczuć, skoro ciągle mówisz, że to dziecięce bełkotanie. Nienawidzę cię.
Jego rozmyślenia o wzlotach i upadkach miłosnych przerwało pukanie do drzwi. Upłynęło trochę czasu, zanim zdołał wstać z łóżka i owinąć swoje nagie biodra hotelowym ręcznikiem. Kilkakrotnie zabił w myślach osobę, która śmiała przerywać mu użalanie sie nad życiem, po czym w końcu zaszczycił otwarciem drzwi natarczywie pukającego gościa.
- Sehi, o czym ty myślisz? Zostawiłeś swój telefon w moim pokoju. Miałem ci go oddać jutro, ale nie chciałem, żebyś się niepokoił. - Jak zwykle rozpromieniony Chan położył dłoń na ramieniu maknae i poklepał go kilka razy. Sehun nie wykazał większego zadowolenia zaistniałą sytuacją, a jedynie jeszcze bardziej się zdenerwował. Gdyby mógł, to z miejsca wyjebałby Chanowi w tą wiecznie szczęśliwą twarz, ale po tylu latach nauczył się kontrolować swoją złość. Obrócił się zrzucając dłoń Chana ze swojego ramienia i kiwnąwszy dłonią, zamknął drzwi. Sekundę później znów rozległo się pukanie do drzwi. -Jeszcze czegoś zapomniałem? -Rzucił beznamiętnym głosem, patrząc ślepo w punkt na przeciwległej ścianie. Zaniepokojony Chanyeol bez zaproszenia wszedł do pokoju. Wyminął Sehuna i stając na środku pokoju popatrzył na niego z przejęciem i matczyną troską.-Hunnie, stało się coś? Nie wyglądasz za dobrze, martwię sie o ciebie. -Podszedł do niższego chłopaka i objął go od tylu, kładąc głowę na jego ramieniu. -Powiedz mi. -Nic się nie stało. Po prostu jestem zmęczony po koncercie. Dziękuje za telefon, ale możesz już wracać do swojego pokoju, hyung.Szczęście, rozpacz, złość, miłość i nienawiść. Jak te wszystkie uczucia można czuć jednocześnie? Chciał jak najszybciej pozbyć sie obiektu zarówno miłości, jak i nienawiści ze swojego pokoju. Nie czekając na odpowiedź wyplątał się z jego objęć, podszedł do drzwi i po prostu wyprosił go ze swojego pokoju. Hyung nie był szczególnie zachwycony takim obrotem sprawy, ale Sehuna mało to obchodziło. Po chwili zamknął drzwi na wszystkie możliwe spusty i oparł czoło o zimna framugę. Cały trząsł się pod wpływem emocji, które w tak krótkiej chwili zawładnęły jego ciąłem. -Dlaczego? Dlaczego mi to robisz...? Aż tak bardzo mnie nienawidzisz? -Wyszeptał z trudem, ponieważ trząsł się, jakby wypuszczono go nagiego na potworny mróz. Uderzył dłonią w drzwi i zrzuciwszy ręcznik, wrócił do swojego miękkiego łóżka. Od razu nakrył się kołdrą aż posadą szyję. -Jak ty możesz to robić? Jak możesz tak się mną bawić...? W jednej chwili stwierdzasz, że plotę bzdury, a na wywiadach mówisz o mnie dobre rzeczy. Na koncertach próbujesz mnie przytulać, martwisz się o mnie... Dlaczego mnie nie kochasz? Przecież tak sie mną opiekujesz… Chan... Dlaczego ty nic nie rozumiesz, mimo że mówię to tak wprost? Dlaczego jesteś takim idiota? Kocham cię, Chan. - Monolog prowadzony nocą w myślach jest najbardziej zabijająca i dobijającą rzeczą. Sehun czuł to. Wiedział, że się zabija, że zabija swoją psychikę, ale tego nie da sie zatrzymać. Pozostawiony sam ze swoimi rozczarowaniami i smutkami zaczął płakać. Ciepłe łzy płynęły bezładnie i mimowolnie po jego bladych, wychudzonych policzkach, a on nie mógł temu zaradzić, Kolejne pojawiające się wspomnienia i myśli powodowały nowy potok łez. –Zresztą… Ty każdego przytulasz, każdym sie opiekujesz... Nigdy nie traktowałeś mnie wyjątkowo… Nigdy nie byłem dla ciebie kimś. Nigdy nie będę kimś. Już zawsze pozostanę śmieciem, którego na koncertach musisz przytulać, bo fanki tego chcą. Śmieciem, którym sie zajmujesz bo producent tak każe... Nigdy nie zrozumiesz tego, co do ciebie czuję. Nienawidzę cię, Park. Tak bardzo cię kocham. -Długo jeszcze nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, próbując uspokoić myśli, powstrzymać płynące łzy, opanować emocje, które targały nim tak mocno, że trząsł się przy każdej nowej fali wspomnień. Nad ranem w końcu udało mu się zasnąć, jednak nie na długo, gdyż po chwili zadzwonił budził, a on znów musiał założyć maskę szczęśliwego Sehuna, fanserwisującego się z każdym kolegą z zespołu.
Budzik dzwoniący o świcie był prawdziwym przekleństwem. Po nieprzespanej nocy spędzonej na płaczu i rozmyślaniu o niespełnionej miłości, Sehun nie był w stanie nawet otworzyć oczu, nie mówiąc już o jakiejkolwiek innej czynności. Po kilkakrotnym ustawieniu drzemki, musiał jednak w końcu zwlec się z łóżka. Po wejściu do łazienki i spojrzeniu w duże, podświetlane lustro, prawie dostał zawału. Wyglądał beznadziejnie. Zapuchnięte, czerwone oczy, pogryzione do krwi usta.
– Patrz, co się ze mną dzieje przez ciebie. – Mruknął pod nosem, wyjmując z szafeczki wszystkie kosmetyki pielęgnacyjne jakie posiadał. Kilkanaście minut spędzonych na nakładaniu na twarz różnych kremów i maseczek niewiele dało. Mimo wszystko wciąż wyglądał okropnie. Zrezygnowany wziął prysznic, założył na siebie najlepsze ubrania mając nadzieję, że markowe ciuchy odwrócą uwagę od jego twarzy. Od razu po koncercie miał lecieć do Tajwanu na promocję marki odzieżowej i sesję zdjęciową. Nie zwracając uwagi na to, że coś może się pognieść, wpakował wszystkie rzeczy jakie miał do dużej torby. Na końcu położył na wierzch zapakowane jedzenie, które rano przyniosła obsługa hotelowa. Założył maseczkę zasłaniającą twarz i czapeczkę z daszkiem, by chociaż trochę zakryć swoją twarz. Zarzucił torbę na ramie i rozejrzawszy się, czy nikogo nie ma na korytarzu, wyszedł z pokoju. Od razu skierował się w stronę przestrzennej windy. Tuż przed zasunięciem się drzwi ,do windy wpadł Chan. Jak zwykle był roztrzepany i pełen pozytywnej energii.
– Jeeeej, Sehi, mówię ci, mało brakowało, a bym nie zdążył. Na szczęście nie jestem ostatnim, który będzie w aucie. – Zaśmiał się i szturchnął ramieniem Sehiego, który w tamtym momencie stał odwrócony bokiem, z głowa zwieszoną ku dołowi. W odpowiedzi jedynie mruknął, nie wysilając się nawet, by spojrzeć na zespołowego „kolegę”.
– Widzę, że ktoś tutaj znów nie w humorze. Hunnie, co się dzieje? Dzisiaj mamy koncert, spotkamy fanów. Czym ty się przejmujesz? Przecież na pewno wszystko wyjdzie dobrze. – Objął młodszego ramieniem i poklepał go, uśmiechając się przy tym jak wariat.
Ta radość zamiast pocieszyć, jeszcze bardziej dobiła Sehuna. Nie mógł zrozumieć, dlaczego Chanyeol jest taki szczęśliwy, podczas gdy on tak cierpi. Powrót tych niechcianych myśli wywołał odczuwalny dreszcz, a ciepło pod powiekami sugerowało napływające łzy. Sehun stanowczo odsunął się od Chana i niby poprawiając maseczkę na swojej twarzy, otarł łzy zbierające się w kącikach oczu. Gdy tylko drzwi windy otworzyły się, Sehun mocniej zacisnął dłoń na torbie i szybkim kokiem wyszedł z windy. Zostawił oszołomionego Chana samego. Nim starszy zdążył dojść do siebie po tym zajściu, Sehun był już w czarnym vanie, który miał zawieźć ich na miejsce koncertu. Sehun odetchnął z ulgą widząc, że van, do którego wsiadł był już zapełniony i osoba uprzykrzająca mu życie musiała jechać drugim autem. Włożył do swoich uszu słuchawki i włączając spokojną muzykę, zamknął oczy. Po chwili siedział oparty o wygodny fotel. Jego relaks po windowych emocjach nie trwał zbyt długo, ponieważ po chwili poczuł wibracje swojego telefonu. Niechętnie spojrzał na ekran. Wiadomość od Chana – Co się z tobą dzieje? – Nawet nie miał zamiaru odpisywać. Wyłączył podświetlenie ekranu i zaczął wpatrywać się w mijające krajobrazy za szybą samochodu. – Nie ignoruj mnie. Martwię się o ciebie. – Kolejna wiadomość pozostawiona bez odpowiedzi spowodowała, że kolejne przychodziły jedna po drugiej.– Nie zachowuj się jak rozpieszczony bachor. – Napisz coś do cholery, martwię się. – Hunnie, proszę cię, powiedz co się dzieje. Myślisz, że jak nie będziesz nikomu mówił, to problem tak po prostu zniknie? Nie zamykaj się i porozmawiaj ze mną! Pomogę ci. Zrobię wszystko, żeby ci pomóc. Sehun zasnął dłonie w pięści, nie mógł tego znieść. Nie mógł znieść tej udawanej opiekuńczości, tego ciągłego okłamywania. Przecież nie są razem, przecież Chan ciągle odrzuca jego wszystkie wyznania, więc dlaczego do cholery zachowuje się tak, jak gdyby ze sobą chodzili? Kolejna fala łez była blisko, ale to nie mogło tak dłużej trwać. Nie mógł ciągle płakać i się załamywać, tego było już za dużo. Postanowił wyciągnąć telefon i napisać nową wiadomość. - Nie możesz mi pomóc. Zostaw mnie w spokoju. Nie pisz do mnie i przestań się nade mną użalać jak nad dzieckiem. Mam tego dość, ciebie mam dość. Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić, to udawaj, że mnie nie znasz. Żegnam. – Sehun wziął głęboki wdech i wypuszczając powietrze, zaczął się powoli relaksować. Wiedział, że to będzie najlepsze wyjście z tej chorej sytuacji. To jedyny sposób, żeby było dobrze. Co chwila czuł wibracje telefonu w kieszeni, ale nie chciał tego czytać. Nie mógł. Nie miał już na to wszystko siły. Pierwszy raz od długiego czasu poczuł niewielka ulgę w swoim cierpieniu, zamknął oczy i resztę drogi spędził na myśleniu o dzisiejszym koncercie. Po dotarciu na miejsce szybko wyszedł z samochodu i prawie pobiegł do budynku, aby tylko uniknąć obecności Chana. Podczas prób cały czas panował chaos, było tak dużo rzeczy które musieli przećwiczyć, by wszystko tego wieczoru było idealne. Chan co chwila próbował porozmawiać z Sehunem, jednak podczas takiego zamieszania unikane tego natrętnego osobnika nie było czymś nadzwyczaj trudnym. Gdy już nadszedł czas koncertu, Chan co chwila próbował przytulić Sehuna, coś do niego powiedzieć, jednak za każdym razem maknae wyrywał się z jego objęć i nie raczył nawet obdarzyć swojego hyunga spojrzeniem. Było ciężko. Podczas każdej takiej sytuacji Sehun załamywał się na nowo, Miał ochotę uciec stamtąd, wrócić do rodzinnego domu i tam przeczekać ten ciężki okres. Wiedział jednak, że nie może. Fani byli najważniejsi, więc zaciskał zęby i grał wesołego mimo całego swojego bólu, który czuł w sercu. Po koncercie zbiegł pierwszy ze sceny, najszybciej jak mógł przebrał się w swoje ubrania i chwytając torbę niemalże wybiegł z budynku. Odetchnął z ulgą i rozsiadł się na jednym z pustych siedzeń. Manager siedział już w samochodzie, czekali więc tylko na Kaia, który także miał lecieć na promocję do Tajwanu. Słychać było trzask zamykającego się bagażnika i po chwili do samochodu wszedł Chan. Sehun widząc go, prawie dostał zawału, otworzył szeroko oczy i szybko przesiadł się na pojedyncze siedzenie. Chan zajął miejsce na tyle samochodu, złapał Sehuna za rękę i mocno pociągnął go w swoją stronę. Młodszy długo stawiał opór, udając że nic nie czuje, jednak po pewnym czasie siły osłabły i Chan zdołał zaciągnąć go na sąsiednie siedzenie. W samochodzie było ciemno, manager i kierowca siedzieli z przodu, nie było więc powodów do skrępowania. Chan mocno zacisnął ramiona wokół skulonego Sehiego i oparł podbródek na czubku jego głowy.
- Kilka dni temu plany się zmieniły i zamiast Kaia lecę ja. Moje wyjaśnienia otrzymałeś, więc teraz mógłbyś mi powiedzieć, co ty odpierdalasz? Cały dzień próbowałem z tobą porozmawiać, ale mnie unikałeś. Wiesz jak cholernie się o ciebie martwiłem?
Sehun wiedział że przy takim obrocie spraw nie będzie w stanie unikać Chana przez te trzy dni które mieli spędzić razem. Był wykończony po całym dniu prób, koncercie, nieprzespanej nocy. Nie miał siły szarpać się i uciekać. Oparł czoło o ramię straszego i odetchnął głośno, odprężając się.
- Porozmawiamy później, jak będziemy już na miejscu. Teraz jestem zmęczony, chce odpocząć.
- Jak wolisz, Hunnie. – Połozył dłoń na głowie młodszego z czułością przeczesując jego włosy. Chwila czułości nie trwała długo, po kilku minutach byli już na lotnisku. Fani nie znali szczegółów lotu, także obyło się bez zbędnego zamieszania. Mimo że w samolocie zajmowali miejsca obok siebie to nie rozmawiali ze sobą, ponieważ Sehun udawał że śpi, a Chan nie miał sumienia go budzić. Ułożył jedynie głowę maknae na swoim ramieniu i przez cały lot gładził jego włosy i policzek. Sehun tak bardzo chciał mieć chwilę spokoju, tak bardzo chciał zasnąć, ale nie mógł. W głowie układał tysiące scenariuszy rozmowy. - O czym my mamy rozmawiać? Jak? Przecież on wie, że go kocham, nie mogę się ośmieszać i znów mówić tego samego, wystawiając się na kolejne rozczarowanie. Ale trzeba to w końcu wyjaśnić. Muszę wszytko powiedzieć. I tak nie mam już nic do stracenia... I tak nic już mnie bardziej nie zabije..
Godzinę po przybyciu do hotelu w pokoju rozległo się głośne pukanie do drzwi. Sehun nie musiał nawet zgadywać, kto postanowił złożyć mu wizytę. Niechętnie podszedł do drzwi i otworzył je na oścież, szybko zamykając, gdy tylko Chan wszedł do środka.
- Jesteś głodny? Przyniosłem dla ciebie makaron, twój ulubiony. – Postawił paczuszkę na stoliku nocnym i usiadł na wielkim łóżku uważnie patrząc na Sehuna, który ze spuszczoną głową podszedł do krzesła znajdującego się w bezpiecznej odległości od łóżka i usiadł na nim. Chan nie miał zamiaru kolejny raz tolerować ucieczki. Wstał, chwycił Sehuna za rękę i mocno pociągnął, prawie rzucając na łóżko. Szybko położył się obok i przytrzymując głowę młodszego tak, by ich oczy były naprzeciwko siebie. Czekał w milczeniu, aż maknae zacznie coś mówić. Młodszy nie mógł znieść tego spojrzenia, więc zamknął oczy i zaczął mówić cichym, stłumionym głosem.
- Doskonale wiesz, co mi jest. Nie ma sensu o czymkolwiek rozmawiać. Tracisz jedynie czas.
- Gdybym wiedział, to bym się nie pytał. Nie poznaje cię, Hunnie. Przecież zawsze mi wszystko mówiłeś. Co się nagle z tobą stało? Przestań myśleć o sobie, powiedz co ci jest. Zobacz, jak się o ciebie martwię.
Sehun nie wytrzymał, wyrwał głowę z dłoni Chana i poderwał się z łóżka, cały się trzęsąc. Próbował się uspokoić, ale na próżno. Zaczął płakać jak małe dziecko. – Ty mnie oskarżasz o egoizm!? Jak ty śmiesz mówić takie rzeczy? Mówiłem ci tyle razy, tyle razy ci to mówiłem, a ty tyle razy mnie odrzucałeś.. A teraz udajesz, że nic nie wiesz.. Jak ty tak możesz? Nienawidzę cię... – Niemal wykrzyczał wszystko, na koniec rzucając w Chana dużą poduszką. Opadł bezsilnie na podłogę i schował twarz w podkulonych nogach, nie mogąc powstrzymać płynących łez. Chan był tak zaskoczony, że na chwilę zamarł w bezruchu. Wstał ze swojego miejsca i wziął Sehuna na ręce. Położył go na łóżku i mocno przytulił do siebie. Sehun zaczął histeryzować, okładał starszego pięściami, co chwila powtarzając, że go nienawidzi.
– Nienawidzę cię... Nie mogę na ciebie patrzeć, nie mogę patrzeć na twoje szczęście. Wynoś się stąd! Nie mogę na ciebie patrzeć. – Mimo wielu takich komentarzy, Chan ani na chwilę nie puścił Sehuna. Co jakiś czas tylko kojącym głosem szeptał, by się uspokoił. Trzymał mocno Sehuna, który co chwila zalewał się łzami. Po kilkunastu minutach Sehun zamarł w bezruchu, nie miał siły już siły płakać, nie miał już siły na nic. Stracił wiarę we wszystko co dobre, stracił wiarę w to, że kiedykolwiek może być szczęśliwy.
– Tyle razy mówiłem ci o moich uczuciach.. Tyle razy mówiłem ci, że cię kocham. A ty co? Za każdym razem spławiałeś mnie. Za każdym razem powtarzałeś że jestem dzieckiem, że mówię głupoty! Ale to nie były głupoty! Tyle lat to ukrywałem, ale w końcu zebrałem się na odwagę, by to powiedzieć. Jednak to był błąd, bo ty za każdym razem mnie odrzucałeś. A ja mam już tego dość! Nie możesz mi pomóc, a swoim zachowaniem jedynie mnie niszczysz. Musisz dać mi spokój Chan. – Popatrzył prosto w jego oczy, ale po chwili odwrócił wzrok czując kolejny potok napływających łez. – Musisz zostawić mnie w spokoju. Ja nie mogę tak żyć, nie mogę na ciebie patrzeć, nie mogę patrzeć na to, jaki jesteś szczęśliwy. Twoje zachowanie jedynie pogarsza mój stan... Wolę żebyś mnie nienawidził, niż masz się o mnie troszczyć i rozbudzać moje nadzieje na coś, co jest niemożliwe.
Miał zamiar kontynuować swój monolog, który tworzył w głowie od miesięcy, ale uniemożliwił mu to Chan, który ułożył dłonie po obydwu stronach jego głowy i z czułością wpił się w jego usta. Sehun zesztywniał oszołomiony tym, co się dzieje. To, na co czekał tyle czasu. To, o czym marzył i uważał, że niemożliwe właśnie się działo. Czuł to. Chanyeol był tak blisko, całował go. Sehun zacisnął swoje długie palce na włosach hyunga i rozchylił usta przyciągając go do dłuższego pocałunku. Przecież skoro to ich pożegnanie, to musi wykorzystać okazję i nacieszyć się tą chwilą jak najdłużej. Pocałunek był zachłanny, wypełniony uczuciami, które były tyle czasu skrywane. Po kilku minutach wyczerpującego pocałunku Chan zszedł na szyję Sehuna, pieszcząc ją swoim zwinnym językiem. Sehun drgnął odczuwalnie i mruknął, przyciągając ciało starszego jeszcze bliżej swojego.
– Chan.. Co ty robisz? – wymruczał cicho, zagryzając wargi i opanowując swój rozszalały oddech. Chanyeol podniósł się na rękach, patrząc z góry na młodszego . – Kocham cię. – Wyszeptał cicho, całując z czułością jego czoło, następnie policzki, czubek nosa i usta. – Przepraszam cię, Hunnie, że to tak długo trwało. Wiem, że kochasz każdego z członków zespołu. Nie sądziłem, że miłość do mnie jest czymś wyjątkowym. Przepraszam cię. Przepraszam, że tak przeze mnie cierpiałeś. Jestem zły na siebie, powinienem się domyśleć wcześniej. Przepraszam cię – szeptał cicho, załamującym się głosem. Nie wyobrażał sobie, jak mógł tak bardzo krzywdzić istotę, którą tak bardzo kocha. – Kocham cię.. – pogładził dłonią po klatce piersiowej Sehuna. Położył się obok na łóżku i przyciągnął do siebie młodszego, rozpaczliwie trzymając go przy sobie, całując każdy fragment jego głowy i twarzy. – Przepraszam cię.. Proszę, wybacz mi ,że tak cierpiałeś przeze mnie.
- Nie odrzucaj mnie już... – Wyszeptał Hunnie, wtulając twarz w klatkę piersiową Chana i ściskając go najmocniej jak umiał
- Nie odrzucę, obiecuję. Kocham cię.
Edit: To prawdziwa droga przez mękę... nie mam pojęcia, dlaczego to do jasnej cholery jest na białym tle, ale proszę, po prostu to zignorujcie.
~ By ciityna
czwartek, 19 listopada 2015
Puszysty internat część 2.
W końcu napisałam kolejny rozdział. Trochę długo mi się z tym zeszło, ale jakoś nie miałam natchnienia do pisania, a jak już zaczęłam, to rozbolała mnie ręka. ;_; Rozdziały są trochę krótkie, ale sądzę, że dzięki temu będą pojawiać się częściej.
***
***
Przez ostatnich kilka dni w szkole było niemałe zamieszanie.
Dyrektor ogłosił pierwsze zadanie, które uczniowie mieli zaliczyć, a przecież
każdy chciał wypaść jak najlepiej i zostać doceniony przez nauczycieli. Podczas
ostatniego szkolnego apelu pan Choi zaczął swoją przemowę dość monotonnie. Zaczęto
go słuchać dopiero w momencie, kiedy wspomniał o zaliczeniach. Powiedział
znudzonym już głosem, że uczniowie z klasy kompozytorskiej muszą wybrać sobie
po jednej osobie z grupy wokalnej i napisać dla niej piosenkę. Dodał również,
że o szczegółach poinformują ich wychowawcy. Najważniejszą rzeczą w tym
wszystkim było dobranie sobie partnera. Współpraca musiała dobrze przebiegać,
aby stworzyć utwór, który na długo zapadnie w pamięci słuchaczy. W końcu
oceniać owoce ich pracy miały osoby z innych klas, a te mogły być dość
wybredne.
Po zakończeniu się apelu każdy zaczął szukać odpowiedniego partnera
dla siebie. Takiego, który miałby podobny gust muzyczny i potrafił chociaż cokolwiek
zaśpiewać bądź skomponować. Oczywiście nie obeszło się bez przepychanek i
małych sporów pomiędzy uczennicami, które koniecznie chciały być w parze z najprzystojniejszymi
chłopcami z innych klas.
W momencie, gdy Kiseop wstał, wokół niego pojawiła się spora
grupka dziewczyn. Każda z nich zachęcała go, aby wspólnie stworzyli piosenkę.
Ten jedynie się uśmiechnął i zwrócił do nich z uprzejmością.
- Wybaczcie, drogie panie. Mam już osobę, z którą chciałbym
stworzyć niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju utwór. – Spojrzał w stronę
niewysokiego blondyna, który kierował się w ich stronę. Od razu złapał go za
rękę, przyciągnął do siebie i objął od tyłu zanurzając się w zagłębieniu jego
szyi.
- Kiseooop... – Jeknął przedłużając imię starszego i
przejechał dłonią po jego włosach. - Już nawet pomyślałem, że będziesz mnie
chciał zastąpić kimś innym
- Przecież wiesz, że nigdy bym tego nie zrobił. – Wymownie spojrzał
na grupkę dziewczyn, które nie wyglądały na zadowolone. Powoli zaczęły kierować
się w stronę wyjścia lub do swojej kolejnej ofiary, którą już zdążyły sobie
upatrzeć.
Kiseop odwrócił chłopaka tak, że teraz stali twarzą w twarz.
Po chwili bezczynnego wpatrywania się w siebie, odezwał się jako pierwszy. - Myślałeś
już nad piosenką?
- Jeszcze nie, potem się tym zajmę. – Pokręcił przecząco
głową, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Zresztą to i tak nieważne. Z chęcią zaśpiewam każdą
piosenkę napisaną przez ciebie. –
Zaśmiał się i złożył krótki pocałunek na jego ustach.
***
Sehun podczas długiej przerwy bezsensownie przechadzał się
szkolnymi korytarzami. Wooshin i Taehyung jak zwykle gdzieś zniknęli, a Kevin
przymilał się Kiseopowi, więc nie miał nawet z kim porozmawiać. W sumie to
każdy z jego znajomych gdzieś wtedy wybywał i nikt nie wiedział gdzie. Ale
przecież Oh nie będzie nad tym rozpaczał. Wystarczy mu kilkugodzinne siedzenie
razem w ławce. A skoro miał choć chwilę wolnego czasu, to postanowił
przeznaczyć ją na trening. W końcu każda okazja jest dobra, żeby poprawić swoje
umiejętności. Nawet jeśli taniec wychodził mu bardzo dobrze, to zawsze mógł
znaleźć się ktoś lepszy, a tego oczywiście nie chciał. Zawsze pragnął być
najlepszy we wszystkim co robił i dążył do wyznaczonych sobie celów.
Skierował się w stronę sali treningowej i od razu przy
wejściu zostawił swoją torbę. Po kilkunastominutowej rozgrzewce włączył muzykę
i zaczął poruszać się w jej rytm. Jego ruchy były płynne i idealnie pasowały do
spokojnego podkładu. Całkowicie zatracił się w tańcu i sam już nie wiedział,
jak dużo czasu tam spędził. Liczyła się dla niego tylko teraźniejsza chwila i
nic innego nie zaprzątało jego głowy. Z rytmu wybiło go ciche skrzypnięcie
drzwi, które usłyszał. Od razu odwrócił się w stronę, z której pochodził
dźwięk. W progu ujrzał chłopaka o delikatnych rysach twarzy. Widział do kilka
razy na korytarzu i chyba nawet kiedyś przedstawiał mu go Kevin. Nie dałby
sobie ręki uciąć, ale chyba był to Baekhyun czy jakaś inna osoba z imieniem
zaczynającym się na B. Cóż, nie miał pamięci do imion, a poza tym nie to było w
tamtym momencie najważniejsze. Od razu poczuł przypływ irytacji, że ktoś śmiał
mu przeszkodzić w treningu.
- Ej, nie wchodź tutaj jak do siebie. – Posłał w jego
kierunku niezadowolone spojrzenie. – Poza tym przed otwarciem drzwi wypadałoby
zapukać.
- Przepraszam. – Odpowiedział lekko zmieszany chłopak i
delikatnie się ukłonił. – I pukałem, tylko widocznie tego nie usłyszałeś.
Oh chciał zrobić krok w jego stronę, jednak nim to wykonał
chłopak wyszedł już z sali.
Mieć okazję do porozmawiania z Sehunem i z niej tak łatwo zrezygnować?
Musiał przyznać, że mimo wszystko nieznajomy go zainteresował.
***
Po powrocie do swojego pokoju w internacie Sehun od razu zanurzył się w miękkiej pościeli swojego łóżka. Miał ambitny plan, ażeby pójść za chwilę spać, jednak widocznie nie było mu to dane. Już po chwili usłyszał rozlegające się pukanie do drzwi. Nie zareagował, ale widocznie gościowi to nie przeszkadzało i wszedł do środka. Może powinien udać, że już śpi? Nie, to nie wchodziło w grę, bo już po kilku krótkich chwilach Kevin odebrał okrywającą go kołdrę.
- Masz coś konkretnego do powiedzenia, czy po prostu chcesz marnować mój czas? - Od razu się do niego zwrócił.
- Raczej to drugie, bo nic konkretniejszego do powiedzenia nie mam. - Podszedł bliżej i położył się obok niego na łóżku. - Po prostu się za tobą stęskniłem.
Oh jedynie mruknął coś niewyraźnego w odpowiedzi.
***
Po powrocie do swojego pokoju w internacie Sehun od razu zanurzył się w miękkiej pościeli swojego łóżka. Miał ambitny plan, ażeby pójść za chwilę spać, jednak widocznie nie było mu to dane. Już po chwili usłyszał rozlegające się pukanie do drzwi. Nie zareagował, ale widocznie gościowi to nie przeszkadzało i wszedł do środka. Może powinien udać, że już śpi? Nie, to nie wchodziło w grę, bo już po kilku krótkich chwilach Kevin odebrał okrywającą go kołdrę.
- Masz coś konkretnego do powiedzenia, czy po prostu chcesz marnować mój czas? - Od razu się do niego zwrócił.
- Raczej to drugie, bo nic konkretniejszego do powiedzenia nie mam. - Podszedł bliżej i położył się obok niego na łóżku. - Po prostu się za tobą stęskniłem.
Oh jedynie mruknął coś niewyraźnego w odpowiedzi.
~ Suigintou
Etykiety:
baekhyun,
BTS,
EXO,
fanfiction,
ff,
internat puszystych,
Kevin,
kiseop,
puszysty internat,
sebaek,
Sehun,
sevin,
Taehyung,
taeshin,
U-Kiss,
up10tion,
vinseop,
wooshin
niedziela, 1 listopada 2015
Internat puszystych - rozdział 1.
Postanowiłam zacząć nową serię, ale nie oznacza to, że porzucam pisanie Dziedziców. Po prostu od dłuższego czasu się do tego zbierałam i w końcu zaczęłam działać. Muszę przyznać, że znudziły mi się już te popularne pairingi jak Baekyeole czy Vkooki, więc tym razem trochę pomieszałam. Szczegółów dowiecie się w trakcie czytania, ale na pewno pojawią się tutaj członkowie BTS, EXO, U-Kiss.
Teraz trochę na temat fabuły... Więc historia opowiada o życiu w internacie naszych licealnych bohaterów. Dlaczego jest puszysty? Ano dlatego, bo wszyscy są tam uroczy i słodcy (bynajmniej będę się starać, żeby tacy byli). Nie mam pojęcia, ile będzie rozdziałów. To zależy od mojej weny.
Pierwszy rozdział jest trochę krótki, więc w sumie można go potraktować jako prolog.
***
Teraz trochę na temat fabuły... Więc historia opowiada o życiu w internacie naszych licealnych bohaterów. Dlaczego jest puszysty? Ano dlatego, bo wszyscy są tam uroczy i słodcy (bynajmniej będę się starać, żeby tacy byli). Nie mam pojęcia, ile będzie rozdziałów. To zależy od mojej weny.
Pierwszy rozdział jest trochę krótki, więc w sumie można go potraktować jako prolog.
***
Seulskie liceum artystyczne było miejscem, do którego każdy, kto wiązał
swoją przyszłość ze światłami reflektorów chciałby trafić. Ukończenie tej
prestiżowej szkoły dawało gwarancję dostania się do show biznesu, jednak
najtrudniejszą rzeczą już na samym początku było przejście egzaminów wstępnych.
Trzeba było zaprezentować swoje umiejętności i pokazać się z jak najlepszej
strony przed surowym jury, a potem czekać kilka tygodni na decyzję czy się
dostałeś, czy oblałeś. Konkurencja była olbrzymia, więc tylko nieliczni byli w
stanie rozpocząć naukę w tym liceum. Inni mogli jedynie pomarzyć o sławie i
bogactwie.
***
Sehun wraz z rodzicami
siedział w salonie ich dużego domu. Wyglądało na to, że przed nimi była dość
poważna rozmowa, ponieważ nieczęsto spotykali się w trójkę, aby porozmawiać.
Odkąd tylko usiedli, panowała niezręczna cisza. Dopiero po dłuższej chwili pani
Oh nie zauważając żadnej inicjatywy ze strony swojego męża zwróciła się w
stronę syna.
- Sehun, musimy
powiedzieć ci coś ważnego. – Zaczęła mówić spokojnym głosem, jednak wyglądało
na to, że nastolatek nie był zainteresowany tą rozmową. Siedział wygodnie w
fotelu i tylko myślał, kiedy będzie mógł wrócić do swojego pokoju i w końcu
odpocząć.
- Widzę, że ci się
nudzi, więc powiem to prosto i dosadnie. Po wakacjach przenosisz się do nowej
szkoły. – Ojciec zwrócił się bezpośrednio do syna. – Naprawdę mamy już dość
ciągłych skarg i twojego zachowania.
Prawdą było to, że
Sehun nigdy nie przejmował się szkołą ani nauką. W sumie nie musiał nawet tego
robić, bo jako syn bogatego biznesmena, który sponsorował szkołę, za każdym
razem miał taryfy ulgowe. Ponadto zawsze ‘’dziwnym trafem’’ dostawał dobre
oceny, nawet jeśli nie zajrzał do podręcznika ani zeszytu. Od małego miał
świadomość, że jest lepszy od wszystkich innych osób stąpających po tym
świecie. Nie musiał się martwić ani teraźniejszością, ani przyszłością. Miał ją
zapewnioną, ponieważ ojciec po swojej śmierci na pewno przepisze na niego swoją
firmę. W końcu to przywilej bycia jedynakiem.
- Mamy nadzieję, że
może dzięki temu chociaż trochę zmieni się twoja postawa. – Matka sama nie do
końca wierzyła w swoje słowa, ale miała nadzieję, że ta decyzja będzie dobra.
Chciała, żeby jej jedyny i ukochany, ale zarazem brutalny i cyniczny syn
odrobinę się zmienił. Z jednej strony kochała go całym sercem, ale wiedziała,
że jego osobowość i zachowanie są nieodpowiednie. – Sehun, poroszę cię, powiedz
coś.
- W porządku. I tak
nie robi mi to różnicy. – Wiedział, że nowa szkoła na pewno niczym nie różni
się od poprzedniej, więc nawet nie było powodu, żeby się tym przejmować.
- Jeśli tak mówisz… -
Kobieta westchnęła cicho i kontynuowała. – To liceum artystyczne. Musisz
jedynie przejść egzaminy wstępne, ale sądzę, że z twoim talentem do tańca nie
będzie to żadnym problemem.
Sehun już nie
odpowiedział, tylko pokiwał głową na znak zrozumienia. Jeśli to szkoła
artystyczna, to przynajmniej nie będzie musiał męczyć się z fizyką czy chemią.
Nawet mu to odpowiadało, bo mimo, że był zdolnym dzieckiem, to nie chciał
całymi dniami męczyć się z równaniami i zadaniami.
Po skończonej
rozmowie w końcu mógł iść do swojego pokoju. Nie miał zamiaru robić niczego
ambitnego, po prostu najzwyczajniej w świecie położył się spać.
***
Prawdę mówiąc, gdy
nic się nie robi, to czas mija bardzo szybko. Tak samo było z wakacjami. Nim
Sehun się spostrzegł, już stał przed drzwiami internatu. Szkoła oddalona była
od jego domu dobrych paręset kilometrów, a nie mając ochoty na codzienne
dojazdy, postanowił zamieszkać w tymże internacie. Jedyną pocieszającą rzeczą
było to, że pokoje urządzone były w bardzo dobrym stylu. Zazwyczaj były one
dwuosobowe, ale na specjalne życzenie, Oh dostał pokój jednoosobowy. Wszystkie
sypialnie na drugim piętrze przeznaczone były dla uczniów uczęszczających do
pierwszych klas. Wychowawcy mieli nadzieję, że to bardziej ich zintegruje.
Tak jak się
spodziewał, szkoła nie była jakoś szczególnie dla niego interesująca. Klasy
były podzielone według profilów, które przy przesłuchaniach kandydat sobie
wybierał. Czarnowłosy należał do klasy tanecznej, ale były też takie kierunki
jak kompozytorstwo i klasy dla wokalistów. Każdy mógł znaleźć tu coś dla siebie
i dopasować się do odpowiedniej grupy.
Jak zwykle napotykał
dziewczyny, a nawet i chłopaków, którzy po cichu do niego wzdychali. W sumie im
się nie dziwił. Czasami miał te swoje narcystyczne zapędy i przyznawał wtedy,
że jest naprawdę przystojny. Na nieszczęście dla tych niewiast i niewinnych
duszyczek, nie miał zamiaru się nimi interesować. Swoje życie dedykował łamaniu
ich serc. Bawiły go wyrazy twarzy osób, które wyznawały mu miłość, a on mówił
im, że nie mają na co liczyć. Nieraz doprowadził do płaczu jakąś cnotkę, która
miała nadzieję na szkolny romansik. No
cóż, źle trafiały. Jeśli chciały przeżyć wielkie love story, to powinny
poszukać sobie jakiegoś lalusia, jak na przykład przewodniczącego, którego
zdążył poznać już pierwszego dnia szkoły. Przedstawił się jako Myungsoo, ale
każdy w skrócie zwracał się do niego L.
***
Oh spędził już w
tamtej szkole kilka miesięcy. Powoli zaczął przyzwyczajać się do białego
mundurka i panujących tam zasad. Na początku starał się nie zadawać z innymi,
bo wiedział, że nie ma to sensu. Przecież każdy przyjaciel może być
potencjalnym wrogiem, a tych nie chciał mieć. Oczywiście znalazło się kilka wyjątkowych
osób, które potrafiły przełamać jego barierę stworzoną z niechęci do innych
ludzi.
~ Suigintou
Subskrybuj:
Posty (Atom)





