Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jimin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jimin. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 grudnia 2015

Teorie spiskowe i śledztwo - moja interpretacja historii BTS

Od wyjścia teledysku do RUN w fandomie zaczęło wrzeć. Jak wiadomo - ile ludzi, tyle opinii i interpretacji, ale w dzisiejszym poście przedstawię wam moją teorię. Co prawda wielu rzeczy sama jeszcze nie rozumiem, ale może podczas pisania coś mnie olśni.
Wczoraj razem ze Stefką przeznaczyłyśmy kilka godzin naszego życia na rozmyślanie nad tym, co Big Hit chciało nam przekazać. Wspólnymi siłami doszłyśmy do kilku wniosków i muszę przyznać, że dawno się tak dobrze nie bawiłam. Ostatnim razem wcielałam się w rolę detektywa, gdy wychodziły pathcody EXO. 
Ale mniejsza o to. Zacznę od tego, że moim zdaniem chronologia jest następująca: I Need U -> Prolog -> RUN. Mówię o tym, bo spotkałam się z kilkoma wersjami, gdzie dziewczyny interpretowały to od tyłu. 

Najpierw I Need You. Na początku myślałam o tym, jak o zwykłej piosence o miłości. Dopiero wczoraj zaczęłam szukać głębszego sensu. Co prawda słabo mi to wyszło, więc skupię się na teledysku. 

J-Hope podczas swojej partii rapu twierdzi, że został oszukany, nie poznał prawdy, bo skryła się ona za maską. Później jest moment, że z jednej strony cię nienawidzę, a z drugiej kocham. Więc jako rozwiązanie swoich problemów, Hobi postanawia zażyć dużą liczbę tabletek.
No i tutaj zaczynamy się głowić, ponieważ Jin kładzie na podłodze płatki lilii. Skoczyłam do internetów, alby dowiedzieć się czegoś o symbolice tych kwiatów, ale za wiele to się nie dowiedziałam. Z jednej strony biała lilia symbolizuje śmierć i żałobę, a z drugiej niewinność, czystość. Miałam z tym taki dylemat, że nawet zaczęłam szukać czegoś w Biblii XD I dowiedziałam się, że często pojawia się w ikonografii w rękach świętych. Symbolizuje majestat i władzę. I zaczęłam się zastanawiać nad połączeniem mitologii i Biblii w jedno. Na początku stwierdziłam, że Jin jest po prostu obserwatorem, ale po dłuższych rozkminach zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest kimś w rodzaju władcy / najważniejsza osoba, której wszyscy podlegają. I nie zapominajmy, że lilie zdobiły płaszcz Zeusa, który był władcą absolutnym.
Więc jestem zadowolona, że mniej więcej (mniej niż więcej) ogarnęłam o co chodzi i nagle jest moment, w którym ów lilijka płonie.

I w tej chwili nie mam już zupełnie pojęcia o co może chodzić. Stefka mi podrzuca pomysł, że to może być niszczenie tej niewinności. A druga wersja jest taka, że jeśli potraktujemy kwiat jako symbol władzy, to ona znika. Coś jak obalenie króla? 0_0 To mało prawdopodobne.
Coś mi się przejaśnia w umyśle... Dobra, ta teoria będzie beznadziejna, ale co, gdyby Jin był tym władcą, a kwiaty symbolizowałyby jego podwładnych? Dążę do tego, że kwiat spłonął, gdy J-Hope przedawkował leki. Być może jestem na dobrym tropie.

Tak, na pewno jestem na dobrym tropie. Jin płacze i cierpi po stracie / spłonięciu lilii i po tym, jak Tae zabił tamtego mężczyznę.
Piszę tak chaotycznie, ponieważ w tym samym czasie oglądam teledysk i notuję wszystko, co przyjdzie mi do głowy.


Mimo, że fizycznie nie ma już kwiatów (towarzyszy) to nadal są one w jego sercu. Jakie to głębokie ;_;

Pod koniec teledysku Suga rozlewa benzynę i spala cały pokój. Nie wiem, czy będzie nam to do czegoś potrzebne przy dalszej interpretacji, ale warto o tym wspomnieć. Tak poza tym, to nie wolno bawić się ogniem. Wiem coś o tym, bo wczoraj się poparzyłam.
Na razie zostawmy I Need U, bo nie potrafię jeszcze wyjaśnić wielu rzeczy.

W Butterfly V śpiewa, że wciąż nie może w to uwierzyć i że to wszystko wydaje się być snem. Sądzę, że chodzi tutaj o to, że w przypływie emocji zabił drugiego człowieka i wydaje mu się to niewiarygodne. 

Przejdźmy do prologu.  Na początku widzimy Taehyunga, który obmywa się z perfidnie sztucznej krwi. Dzwoni do swojego hyunga (Jina?) i prosi o spotkanie. Współczuję dzieciakowi. Serio musiał się załamać...
Potem V leży sobie na jakimś odludziu i podchodzi do niego RapMon z uśmiechem na twarzy. Widocznie odnalazł już swoje "szczęście" i nic więcej mu nie brakuje. Ciekawe jest to, że ma na sobie koszulkę z napisem Nirvana. 
Bangtany świetnie się razem bawią, a Jin jako jedyny obserwuje ich z ubocza i wszystko nagrywa. 
Następnie mamy takie kochane momenty, gdzie chłopcy martwią się o siebie. Nie wiem jak to określić... Dają sobie wskazówki. Mon napisał na szybie "Musisz przetrwać", a Jungkook zdmuchnął ogień. Jak wiadomo, Suga wcześniej spłonął w pokoju hotelowym.

I potem jest najlepszy moment całego prologu - Hobi przykrywa Jimina kocykiem. W INU Jimin strasznie się trząsł i był cały przemoczony, więc tutaj znów mamy przykład tego, że nawzajem się sobą opiekują i martwią się o siebie.

No i w końcu Run. 
Pierwszą rzeczą, która przykuła moją uwagę znów był Jin, który układał wieżę z kart. Drugim szczegółem był Tae, który się topił. 


Znów pojawia się motyw Nirvany. Sądzę, że Taehyung jest zbłąkaną duszą, która nie może trafić ani do nieba, ani do piekła. Zabił człowieka, ale widać było, że tego żałował. Jest zawieszony pomiędzy światem żywych i umarłych. Nie zwróciłabym uwagi na tą koszulkę, gdyby nie to, że moja koleżanka z pokoju ma płytę tego zespołu. Pewnego razu, gdy weszłam do pokoju, to doznałam olśnienia. Na okładce albumu Nirvany też pojawia się ten podwodny motyw + Nevermind. BTS wydali piosenkę o takim samym tytule.

Przejdźmy do momentu, w którym policjanci aresztują V i Mona za wandalizm. W pewnej chwili wyraz twarzy Taehyunga się zmienia i w kolejnej sekundzie widzimy Hobiego na szpitalnym łóżku.
Tae wygląda na zdziwionego bądź zmartwionego.

Podczas gdy Hoseok leży sobie na łóżku, podchodzi do niego Jimin i od razu poprawia mu się humor. I teraz mam dwie teorie:
Teoria pierwsza: Jimin i Hobi umarli (Park się utopił, Hope zaćpał lekami) i znajdują się w niebie. Nie wiem dokładnie, czy w niebie. Po prostu w jakimś miejscu, do którego trafiają dusze zmarłych. Hope był szczęśliwy, że po śmierci mógł spotkać Jimina.
[Teoria druga (mniej wiarygodna. Dobra, w ogóle nieprawdopodobna, ale musiałam o tym napisać): Hobi zażył leki, ale nie zmarł, bo udało się go uratować. Przebywa w szpitalu, gdzie spotyka ducha zmarłego Jimina. Może to z tego powodu, że Park jest moim UB, ale w tamtej scenie wyglądał jak anioł. Więc być może po swojej śmierci stał się tym olśniewającym aniołkiem i odwiedził Hoseoka w szpitalu. Horse uderzył go poduszką, ponieważ był zły, że się utopił i nie chciał się z tym pogodzić, że on przeżył.]

W innej scenie pokazana jest szarpanina pomiędzy Sugą i Kookiem. Kilka razy odtwarzałam ten fragment i muszę stwierdzić, że Suga wyglądał jakby był pod wpływem narkotyków. 

Kook próbował go ocalić, powstrzymać, ale marne były tego skutki. Zaczęli się szarpać, przepychać.
Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zaciekawiła i naprowadziła:
 Grass... nie wiem, czy to było zamierzone ^^

I kolejna ciekawa rzecz, którą zauważyłam. Suga w napadzie furii bierze krzesło i rzuca nim w lustro. Chwilę przed pęknięciem szkła odbija się w nim wazon z kwiatami.

Z początku myślałam, że to irysy czy inne niezapominajki (to by akurat pasowało), ale po dokładnym przyjrzeniu się stwierdziłyśmy wraz ze Stefką, że są to róże. Moja siostrzyczka przeszukała różne stronki i doszła do wniosku, że jeśli białe róże oznaczają niewinność, czystość, a niebieskie przyjaźń, to niebiesko-białe razem znaczą tyle, co niewinna przyjaźń. Pojawiają mi się tu podteksty YoonKookowe, ale pomińmy je.  Niewinna...
Gdy Suga zbija lustro upada domek z kart i Jin zaczyna się w nie wpatrywać z zaciekawieniem. Nadal twierdzę, że Jin jest władcą, który tylko obserwuje to wszystko z boku.

I teraz moje drogie Armys usiądźcie wygodnie i lepiej nic nie pijcie, bo wyciągnęłam pewne wnioski z tego teledysku. Mianowicie moim zdaniem Jungkook cierpi na schizofrenię. To by wyjaśniało, dlaczego chodził taki zamulony w INU i sam prosił się o wpierdol. Myślenie, emocje i zachowanie osoby chorej przestają być spójne. Poza tym maknae ma coś w rodzaju omamów. Widzi pokój, w którym znajdują się wszyscy członkowie BTS i urządzają sobie imprezę, a po chwili ten sam pokój jest pusty. 

W kolejnym ujęciu widać Jimina, który wchodzi do łazienki. Ku jego zaskoczeniu są w niej jego przyjaciele i zaczynają go żartobliwie topić. Teraz już się sama zagmatwałam... Sądzę, że oni wszyscy umarli i po śmierci się spotkali. Gdy dołączył do nich Jimin, to zaczęli się wygłupiać. Tak jakby trochę "naśmiewali" się z jego śmierci. Ale nie w takim negatywnym znaczeniu. Być może teraz po przemyśleniu tego wszystkiego uważają, że głupio postąpił chcąc popełnić samobójstwo.

Jestem mistrzynią ujęć.

W końcu wszystko zaczyna się wyjaśniać. Na samym początku teledysku V wpada do wody,a pod koniec udaje mu się z niej wynurzyć.
Być może jego ciężki grzech został mu odpuszczony i w spokoju może dołączyć do reszty chłopaków.
Podobnie było z Jungkookiem, którego potrącił samochód. W pierwszym momencie myślałam, że kierowcą był Jin. I to może być prawda. W głowie pojawił mi się taki pomysł, że Jin miał za zadanie "zjednoczyć" wszystkich Bangtanów, żeby mogli po śmierci razem ze sobą żyć.
Więc w skrócie: Suga ginie w płomieniach, Hobi się zaćpał, Jimin utopił, V na początku się błąkał, Jungkooka zabił Jin, aby mógł dołączyć do reszty. Pozostaje tylko Rap Mon, ale wspomniałam wcześniej, że znalazł już swoje szczęście, więc być może dołączył już wcześniej do zaświatów.

Taka więc oto moja teoria. Mam nadzieję, że w miarę zrozumiale to napisałam.

Jeszcze wcisnę tutaj na koniec, bo wcześniej o tym zapomniałam. W teledysku do Run pokazana jest karta z czarnym motylem.

Zgodnie z legendą, czarny motyl przynosi złe nowiny albo wiadomość o czyjejś śmierci.


                                                                                                     ~ Suigintou

czwartek, 17 września 2015

Czerwona nić przeznaczenia

One shot z Vminem i Jikookiem. Nagle mnie wzięło na smutne love story i tak jakoś wyszło. 


                                                                      ***

Jedna z chińskich legend głosi, że niewidzialna czerwona nić przeznaczenia łączy kochanków, których przeznaczeniem był się spotkać. Ta nić może się plątać lub rozciągać, ale nigdy się nie przerwie. Każdy z nas ma ją zawiązaną wokół małego palca. Mimo, że nikt nie może jej zobaczyć, to ona istnieje. Nawet, jeśli będziesz z dala od ukochanej osoby, to ta nić nadal będzie was łączyć, bez względu na odległość. Nawet, jeśli nie jesteście ze sobą fizycznie, to jest dobrze.

                                                                      ***

 Tej nocy, gdy Kwiat Jednej Nocy zakwitł, ujrzałem najpiękniejszą osobę, jaką kiedykolwiek widziałem…

To było ponad trzy lata temu, dlatego moje wspomnienia z tamtego okresu są trochę zamazane. Z tego co pamiętam, to miał wtedy jakieś góra dwadzieścia lat, więc teraz jest już trochę starszy. Ah, dlaczego znów o tym myślę, skoro to było tak dawno temu?

Taehyung  zrzucił z siebie kołdrę i wstał z łóżka. Na szczęście nie musiał tego dnia iść do szkoły, ponieważ była sobota. Poszedł spać bardzo późno, więc gdy się obudził, była już dziewiętnasta. Miał wtedy choć chwilę, żeby odpocząć od nauczycieli i prac domowych, które odrobił dzień wcześniej. Był w trzeciej klasie liceum i mieszkał sam w niedużym domu, który został odziedziczony po dziadkach. Po swojej śmierci, przepisali go na jego rodziców, którzy nie mieli nic przeciwko, aby Taehyung w nim zamieszkał. Zawsze go wspierali, aby mógł skończyć dobrą szkołę i mieć pewną przyszłość . Pochodził z małego miasteczka, jednak uczył się w Seulu. Często namawiał swoich rodziców, aby również przeprowadzili się do stolicy, jednak oni zawsze odmawiali. Mówili, że są zbyt przywiązani do rodzinnego miasta i domu.
Po skorzystaniu z toalety i przebraniu się zszedł na dół z zamiarem zrobienia sobie kolacji. Standardowo planował zrobić sobie kanapki, ale było coś innego, co przykuło jego uwagę. Przez otwarte drzwi prowadzące do ogrodu zauważył coś, czego wcześniej tutaj nie widział. Kwiat Jednaj Nocy. Podobno kwitnie on tylko raz do roku tylko w jedną noc. Jak to możliwe, że mieszkał tam tyle lat i nigdy nie zwrócił uwagi na takie rzeczy? Być może dlatego, że w dzień zajęty był szkołą, a wieczorem imprezowaniem.
Wyszedł na zewnątrz i od razu dostrzegł nieznajomego mężczyznę. Miał ciemne, wręcz czarne włosy i czekoladowe oczy, które przykuwały wzrok. Nie, chwila. Jednak skądś go pamiętał. To osoba, którą spotkał kilka lat temu, był tego pewny. To wywołało w nim niemały szok. Pomijając już to, co robił w jego ogrodzie, ale czemu wyglądał tak, jakby czas nie miał na niego wpływu? Jego twarz nadal miała młodzieńczy wyraz i wydawało się, jakby ich spotkanie było wczoraj. W pewnym momencie ciemnowłosy upadł na ziemię, a Taehyung nie wiedział, co powinien zrobić. Od razu do niego podszedł i stwierdzając, że nie ma innego wyboru, podniósł go z ziemi i zaprowadził do swojego domu.

                                                                        ***
- Już się obudziłeś? – Powiedział, gdy tylko zobaczył, że chłopak zaczyna siadać na łóżku. – Jestem twoim sąsiadem, Kim Taehyung.
Ciemnowłosy młodzieniec chwilę później był już pełny życia i nie widać było po nim, że jeszcze chwilę temu leżał nieprzytomny na łóżku. Chciał od razu wrócić do swojego domu, jednak nie mógł zrobić, zanim V nie upewnił się, czy z nim na pewno wszystko w porządku.

                                                                       ***

Nie ma sensu, aby cały czas o tym myśleć. Jak teraz o tym rozmyślam, to może jednak nie on był osobą, którą wtedy. Nie będę się tym zamartwiać, dopóki nie będę pewny w stu procentach.

Mimo wszystko, nieważne ile razy próbował, to nie mógł o nim zapomnieć. W końcu to było jedne z najlepszych wspomnień w jego życiu.
Pewnego późnego wieczoru wyszedł do ogrodu i zdziwił się, ponieważ zauważył tam osobę, której nie mógł wyrzucić ze swojej głowy. Chłopak stał do niego tyłem, przyglądając się zwiędłym kwiatom. Tae od razu do niego podszedł, czym zwrócił jego uwagę. Zauważył, że nieznajomy zainteresował się głównie jedną rośliną.
- Te kwiaty kwitną tylko podczas jednej nocy.
- Kiedyś słyszałem jedną legendę, która głosiła, że wszystkie Kwiaty Jednej Nocy wywodzą się z tej samej łodygi. – Delikatnie dotknął zwiędły kwiat opuszkami palców. – I żaden z nich nie ma owoców.
- Naprawdę dużo wiesz o tych kwiatach. – Co jak co, ale V musiał przyznać, że był pod niemałym wrażeniem. Przecież niecodziennie spotyka się osobę, która z taką fascynacją i łatwością mogłaby opowiadać o tych kwiatach.
- Po prostu bardzo dawno temu ktoś mi o nich opowiedział. To wszystko. – Chłopak wypowiadając te słowa wyglądał na naprawdę przygnębionego. Tae mógłby przysiąc, że gdyby nadal brnęli w ten temat, to rozpłakałby się jak małe dziecko.
- Nie jesteś może głodny? - Z jakiegoś powodu, nie mógł zostawić go samego, więc musiał znaleźć jakiś pretekst, żeby pobyć z nim trochę dłużej.
Nieznajomy nie odmówił, więc Kim gestem ręki zaprosił go do swojego domu. Zjedli kolacje i o dziwo mieli całkiem sporo tematów do rozmowy. Na pewno żaden z nich się nie nudził. Dopiero jakiś czas później V zorientował się, że nawet nie zapytał o jego imię.

                                                                          ***

Jako, że dwa dni temu rozpoczęły się wakacje, to Taehyung postanowił nie zostawać w Seulu, tylko odwiedzić swoją rodzinę. Nie widywał się z nimi zbyt często i zdążył się już za nimi stęsknić. Po spakowaniu kilku ubrań i najpotrzebniejszych rzeczy wyruszył w podróż. Trwała ona trochę ponad godzinę. Trzeba było gnieść się w zatłoczonym metrze, a później w autobusie, ale był już do tego przyzwyczajony. Po tym czasie dotarł na miejsce. Rodzice miło go powitali i od razu zaczęli o wszystko wypytywać. Począwszy od szkoły, a kończąc na sprawach miłosnych.  Nawet, gdyby z kimś się umawiał, to i tak nie powiedziałby o tym rodzicom. Kochał ich i im ufał (nawet zaakceptowali ro, że ich syn jest homoseksualny), ale nie zniósłby, gdyby zaczęli się wtrącać w jego prywatne sprawy.
Dopiero późnym popołudniem rodzice dali mu spokój i chwilę wolności. Tae korzystając z tej okazji, postanowił wpaść do swojego brata – Jungkooka. Nie widzieli się długo, a jako że mieszkał niedaleko, to postanowił od razu do niego iść. Mieszkanie, w którym żył jego brat znajdowało się tylko kilka minut drogi stamtąd. Po powiadomieniu rodziców o tym, że wychodzi (co by się nie martwili i później do niego nie wydzwaniali co pięć minut) ruszył w drogę.
Gdy dotarł na miejsce, kulturalnie zapukał do drzwi, nawet jeśli posiadał klucz. Nie musiał długo czekać. Po chwili w progu ujrzał Kooka. Spędzili miło czas popijając herbatę i rozmawiając o błahych rzeczach. Dochodziła pierwsza w nocy, więc Tae stwierdził, że nie warto wracać mu do domu i przenocuje u brata.
V siedział teraz sam w salonie, ponieważ drugi chłopak zajęty był zażywaniem kąpieli. Zaczynało mu się trochę nudzić, więc postanowił przejść się po mieszkaniu. Jego uwagę przykuł album, najprawdopodobniej ze zdjęciami, który leżał na biurku. Podszedł w tamtym kierunku i go otworzył. Był niemało zaskoczony, gdy zobaczył zdjęcia znajdujące się w nim. Był na nich oczywiście Jungkook, ale druga osoba stojąca obok niego… Wyglądała znajomo. Był to chłopak, którego poznał w swoim ogrodzie i ten sam, którego spotkał trzy lata temu. Wyglądali razem na szczęśliwych i nie było to jedno, czy dwa zdjęcia, ale cały album. Na każdej fotografii z osobna albo się uśmiechali, albo przytulali. Po chwili w głowie Taehyunga zaczęło się przejaśniać. Nieznajomy chłopak zakochany był jego bracie.
- Oh. – Natychmiast się odwrócił, gdy usłyszał za sobą głos Kooka. – W sumie to miałem ci powiedzieć o tym już dawno, ale nie było okazji. Umawiam się z Jiminem.
- Gratulacje. – Nie wiedział, co innego mógłby powiedzieć. – Spotkałem go kilka dni temu w ogrodzie.
- Wiem, wiem. Wspominał mi coś o tym. – Wyglądał na wyraźnie szczęśliwego. Być może w końcu się ustatkował.
- Ale… Nie przeszkadza wam odległość? W końcu ty mieszkasz tutaj, on w Seulu.
- Nawet, jeśli nie jesteśmy obok siebie, to nadal jesteśmy związani czerwoną nicią przeznaczenia.


Skoro Jungkook był szczęśliwy, to dlaczego Taehyung nie mógł cieszyć się razem z nim? Co mógł poradzić na to, że to on chciał znajdować na miejscu brata i być z Jiminem? Dlaczego jego miłość była tak samolubna i jednostronna?


                                                                                    ~ Suigintou

poniedziałek, 14 września 2015

Candle

Postanowiłam napisać historię na faktach autentycznych. To, co opisałam wydarzyło się naprawdę w mojej bursie i w moim pokoju. Po prostu zmieniłam bohaterów na tych z EXO i BTS :D 
Teraz pośmiejmy się z naszej głupoty i naiwności. 

Sehun wrócił do busy po długim i dość męczącym dniu w szkole. Mimo, że dopiero dwa tygodnie temu rozpoczął się nowy rok szkolny, to miał już zapowiedzianych kilka sprawdzianów i kartkówek. Jakby tego było mało, nauczyciele pytali na każdej lekcji i stawiali z tego oceny. Program nauczania w liceum był nieco przerażający w porównaniu do gimnazjum. Materiał do nauki był o wiele bardziej obszerny, a żeby odpowiedzieć na pytania z testu, trzeba było wykazać się logicznym myśleniem i inteligencją. Samo nauczenie się na pamięć kilku regułek już nie wystarczało. Czuł, że czeka go cudowne, licealne życie z zarwanymi nocami i stosem książek na biurku. Nawet nie miał czasu, aby wyjść gdzieś z przyjaciółmi ze starej szkoły, z którymi kiedyś był bardzo blisko. Bądź co bądź, nawet jeśli kiedyś ich relacje były bardzo dobre, to duża odległość i jedynie wymienienie kilku wiadomości na portalach społecznościowych sprawiły, że zaczynali się od siebie oddalać. Na szczęście nowa szkoła i nowe miejsce mogą sprawić, że poznamy więcej osób, z którymi znajdziemy wspólny język. Sehun od razu na rozpoczęciu roku poznał nowe osoby, więc na samotność w klasie nie mógł narzekać.  
Jako, że szkoła była oddalona o czterdzieści kilometrów od jego domu, to był zmuszony, aby zamieszkać w bursie. Wróć, szkolnym schronisku młodzieżowym, bo tak to się ładnie nazywa.  Już pod koniec wakacji niesamowicie się stresował tym, że nie zaklimatyzuje się w nowym miejscu i w głowie miał najgorsze scenariusze. Całe szczęście okazało się, że wychowawcy byli mili i skorzy do pomocy, a on sam zamieszkał w pokoju z niejakim Taehyungiem, który już od pierwszego dnia otoczył go opieką. Wszystko było zupełnie inne, niż to sobie pierwotnie wyobrażał. Ich pokój był mały, ale przytulny. Wystarczyło kilka drobiazgów i wnętrze stało się bardziej przekonujące. Zaraz po przyjeździe zapoznał się z większością osób z sąsiadujących pokojów. Co prawda, nie zapamiętał prawie żadnego z imion, ale starał się to nadrobić. W końcu z czasem będzie musiał ich zapamiętać, skoro widują się codziennie i często rozmawiają.
Jak już wcześniej było wspomniane, rok szkolny dopiero co się zaczął, ale Sehun już stworzył wiele bardziej lub mniej ciekawych wspomnień. Nigdy nie spodziewał się, że mieszkanie w bursie może być takim cudownym przeżyciem.

                                                                                ***
Po kolacji i wieczornym prysznicu Oh był już w swoim pokoju. Była niedziela, więc przyjechał dopiero po osiemnastej i miał jeszcze dużo czasu, aby w spokoju zająć się zadaniami domowymi. Jego współlokator robił to samo. Był w klasie matematycznej, więc oczywistym było, że miał więcej nauki z przedmiotów ścisłych niż Sehun, który dołączył do grupy humanistycznej i dzień w dzień uczył się o Pierwszej Wojnie Światowej. Ile można wałkować przyczyny i skutki? Trzy lekcje? Nie, to zdecydowanie za mało. Wychowawczyni zapewne chciała, żeby jej uczniowie wiedzieli wszystko to, co zupełnie niepotrzebne. W końcu komu do szczęścia potrzebne wynalazki wojenne? Mniejsza o to. Gdy skończyli to, co mieli zrobić, oboje usiedli na łóżku i zaczęli się niesamowicie nudzić. Mimo wszystko, nawet tutaj człowieka mogła dopaść nuda. Po chwili jednak rozległo się pukanie do drzwi.
- Otwarte. – Taehyung powiedział zerkając w stronę drzwi. Do pokoju weszli dwaj chłopacy, którzy mieszkali w pokoju obok.
- Widzę, że i wy nie macie nic ciekawego do roboty. – Zaśmiał się brunet, którego imię zostało zapamiętane – Hoseok.
- To chyba normalne. Jeszcze wszyscy nie przyjechali, więc aktualnie jedyne co nam pozostaje, to siedzenie przed ekranem laptopa, bądź ewentualnie wyświetlaczem telefonu. – Hoseok spojrzał na Sehuna i usiadł przy niedużym stoliku w rogu pokoju. Jego przyjaciel uczynił to samo i zaczął bawić się świeczką, która tam stała.
- Jesteś Jimin, co nie? – Oh wolał zapytać tak dla pewności. W sumie lepsze to, niż nazwanie go potem jakimś Zygmuntem.
- Tak. Widzę, że ciężko ci przychodzi zapamiętywanie imion.
- Każdemu morze się zdarzyć, gdy nagle musi zapamiętać trzydzieści osób. – Odparł bez wyrzutów.
- Już, już. Skończcie to, bo za chwilę będzie nieciekawie. Jeszcze nam brakuje tego, żeby Jimin rzucił jakiś urok. – Taehyung wyszczerzył się i wygodniej usiadł na łóżku. Po chwili zauważył zdezorientowany wzrok Sehuna i stwierdził, że powinien mu wytłumaczyć, co miał na myśli. – Chodziło mi o to, że Park praktykuje magię. W sumie wróżył mi już kilka razy i według niego nie powinienem żyć dłużej, niż sześćdziesiąt lat. W sumie szkoda, bo mam jeszcze sporo do zrobienia w życiu.
- Naprawdę bawisz się w wróżenie, magię, karty tarota i inne takie? – Zapytał nieco bardziej zaciekawiony.
- To całkiem zabawne. Rzucanie uroków, widzenie ludzkiej aury. Może nawet czytanie w myślach? – Powiedział bardziej do siebie, niż do zgromadzonych.
- Oh, widzę, że szafa wam się popsuła. – Wszyscy spojrzeli na Hoseoka, który ni stąd ni zowąd zaczął mówić o meblach. Podszedł do niej i zaczął ją uważniej oglądać. – Może wam ją naprawić? – Gdy nie usłyszał sprzeciwu sięgnął do klamki od drzwi. – Tylko pójdę po młotek.
Wrócił po kilku minutach z narzędziem w ręku. Siedzieli dosyć długo i nim się obejrzeli, było już po północy. Podczas rozmowy, Hoseok przypomniał sobie o tym, co miał zrobić. Nikt normalny nie naprawiałby szały o tej porze, ale w tym miejscu nikt do normalnych nie należał. Jung zaczął uderzać młotkiem o mebel, co spowodowało głośny hałas. Wywołało to falę śmiechu i nikt nie przejmował się osobami, które być może próbowały teraz usnąć. Gdy Hobi był już w końcowej fazie reperowania szafy, w pomieszczeniu rozległo się pukanie.
- Otwórzcie drzwi. – Każdy ze zgromadzonych oniemiał, gdy usłyszał głos wychowawczyni. Każdy już zorientował się, że pewnie spotkają się z kolejną nieprzyjemną sytuacją. Jimin szybko schował się za drugą z szaf, a Hoseok położył młotek w niewidocznym miejscu i przekręcił zamek, wpuszczając kobietę do środka.
- Czy wy jesteście normalni? Aż na dole was słychać. – Zdecydowanie nie wyglądała na zadowoloną. Widocznie został zakłócony jej sen. – Jutro składam na was skargę do dyrekcji.  – Nie czekała na żadną odpowiedź i po swoim monologu wyszła na korytarz. Drzwi zostały z powrotem zamknięte i rozległa się fala śmiechu.
- Znów będziemy mieć problemy… - Tae podniósł się z łóżka i spojrzał na Jimina, który wyłaniał się zza szafy i przeszedł obok stolika.
- Już się do tego przyzwyczailiśmy. Mam tylko nadzieję, że tym razem nas nie wyrzucą.
- Dobra, dobra. Idźcie już, bo znów się o coś przyczepią. – Sehun wyprosił gości z pomieszczenia i został w pokoju sam z Tae.  – Chyba powinniśmy już iść spać.
Taehyung jedynie przytaknął głową i położył się w łóżku. Blondyn zgasił światło i zrobił to samo, kładąc się przy starszym.
 - Muszę jeszcze wstać po telefon. – Rudowłosy wygrzebał się z pościeli i ruszył w stronę stolika, na którym leżała jego komórka. Chwilę później w pokoju rozległ się jego krzyk.
- Co się stało? -  Sehun teraz już rozbudzony zmienił swoją pozycję na siedzącą.
- Ten stolik się poruszył. – Tae czując na sobie nieufne spojrzenie kontynuował dalej. – No naprawdę. Ja tam sobie stoję, biorę ten telefon, a on się przysunął do ściany. – Od razu to zademonstrował i wrócił z przerażeniem na swoje miejsce.
Po krótkiej wymianie zdań doszli do wniosku, że coś musiało być nie tak. W końcu meble same się nie poruszają, a rudowłosy zarzekał się, że nawet go nie dotknął, tylko stał obok. Z jednej strony wydawało się to śmieszne, ale z drugiej strony, gdy byli sami w pokoju, wydawało się to z lekka przerażające i niepokojące.
Koniec końców stwierdzili, że winowajcą musi być Jimin, który był najdziwniejszy z całego grona. W końcu nie można było ufać tym jego czarom i klątwom. Kto wie, co on zrobił z tym stołem. Chociaż nie o sam stolik tutaj chodziło. Ważniejsza była świeczka, która wcześniej na nim stała, a ów chłopak cały czas się nią bawił i widocznie coś na niej rysował. Taehyung wziął do ręki świeczkę, ale nie dostrzegłszy na niej nic dziwnego, skierował się do pokoju Jimina. Niemal siłą go wyciągnął i przyprowadził na miejsce tajemniczego wypadku. Ze szczegółami opowiedział wszystko i czekał na reakcję przybysza.
- Nie zrobiłem nic szczególnego. Narysowałem tylko sześć linii na świeczce. – Stwierdził z uśmiechem na twarzy obracając świeczkę w ręce.
- Jakich sześć linii? O czym ty mówisz? – Jimin widocznie nie był skory do udzielenia tej informacji. Odstawił przedmiot na swoje miejsce i miał zamiar wyjść z pokoju.
- Gdzie idziesz? Zabieraj ze sobą tą świeczkę. – Taehyung wyciągnął ją w jego stronę, ale widząc brak reakcji, dodał nieco ostrzej. – Zabieraj to, albo wywalę ją przez okno.
- Dobra, dobra. – Park zabrał świeczkę i wrócił do swojego pokoju.
Sehun obserwował całą sytuację z daleka i jedyne co mu pozostało, to śmianie się z własnej głupoty i naiwności. W tamtej chwili sam nie wiedział, jak powinien się zachować. Przez głupią świeczkę i stolik najedli się strachu i wyszli na tchórzy. Ale cóż, stwierdzili, że lepiej być tchórzem, niż spać w jednym miejscu z nawiedzonym stołem.
W pewnym momencie drzwi do pokoju otworzyły się i pojawił się w nich Kai.
- Hej, nie żeby coś, ale wy tak na serio z tymi urokami? – Spojrzał na nich nieco zdegustowany. Jedyne, co im pozostało, to wbicie swojego wzroku w podłogę.
- No przecież każdy by się przestraszył. – Sehun postanowił przerwać krępującą ciszę.

- Byłem przed chwilą u chłopaków i mówili, że Jimin przez przypadek przekręcił stolik, gdy wychodził zza szafy. Jak przechodził obok, to go trącił i niestabilnie postawił. Przez to potem się przesunął. 

                            ~ Suigintou